Agnieszka Szmatoła

Bogini

Bezimienna Bogini wyprężyła ciało. Tu, pośród nicości i pośrodku wszystkiego, czuła wieczność bardziej namacalnie. Coś przykuło jej uwagę, pojedyncza modlitwa niczym ptak rozbijająca się o szybę umysłu. Na początku stworzenia jej dzieci bombardowały ją modlitwami nieustannie, samotne w świecie, który dla nich urodziła, niepewne pośród innych im podobnych, im odmiennych.

Czarne futro

Dla klanu nów i pełnia księżyca zawsze były nocami świętymi. Pełnia, gdy zwierzę uwięzione w ludzkim ciele wydostawało się i gnało przez tundrę, a łapy, kopyta, skrzydła śpiewały o wolności. Nów, gdy człowiek silniejszą był częścią duszy i gdy ludzkie głosy wznosiły się ku niebu, ku gwiazdom, i śpiewały o miłości.

Raz do roku, po Pełni Łowców, nadchodził nów oczekiwany przez wszystkie klany. Na ziemi jednego z nich zbierali się wszyscy, a święto trwało trzy noce. Tego roku wybór padł na klan Naqi i w wiosce panował obłęd.

Prawdziwa miłość

O Matyldzie Wirskiej można było powiedzieć wszystko. No dobrze, wszystko poza tym, że to „przemiła staruszka”. Od ponad 80 lat żyła w domku położonym tak bardzo na skraju wsi, że właściwie była już teraz Leśną Babą. Dzieciaki za plecami nazywały ją wiedźmą, a w twarz grzecznie mówiły „dzień dobry, pani Wirska”. Ot, życie.

Zbierała zioła, karmiła kozy, grała nocami w „Diablo”, a popołudnia spędzała na ganku z książką albo robótką.

Subskrybuj RSS - Agnieszka Szmatoła