Komunikat o błędzie

  • Nie udało się utworzyć pliku.
  • Nie udało się utworzyć pliku.

Maciej Żołnowski

Mgły Uptonu

Była listopadowa noc tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego trzeciego. Odbywałem akurat samotną przechadzkę po nieprzeniknionych zaułkach i niezbadanych zakamarkach parku Upton. Dziwne miejsce, upiorne, ogromne, labiryntowe. I ani jednej żywej duszy wkoło. Byłem całkiem, całkiem sam. Tej nocy coś mnie tknęło. I choć nie należę do osób trwożliwych, to jednak tym razem rozglądałem się bacznie na boki, gdyż miałem wyjątkowo złe przeczucie, czego racjonalnie nie potrafię wyjaśnić.

Rozmowa przy kominku

Za oknem szalała straszna wichura, a jednak trzask w rozgrzanym kominku mnie uspokajał. Nagle przestałem być sam…

Kto tam i dlaczego tak długo?

Oj tam, oj tam, no trochę mi zeszło! U stomatologa – kolejka. U fryzjera miałam sprawy do załatwienia, z których jedna doczekała się ostatecznego rozwiązania, a druga nadal siwieje i łysieje. I oto jestem – ja, twoja Śmierć.

Pełnokrwisty horror z elementami dramatu mieszczańskiego w pięćdziesięciu zaledwie słowach

Pomyślałem, że kupię mieszkanie w pięknym, acz przereklamowanym Wrocławiu. Jak rzekłem, tak zrobiłem. Zabuliłem. Klepnąłem sobie kawalerkę jak się patrzy, bez balkonu, piwnicy, garażu, ale za to ze szczurami... i żulami, sprytnie udającymi studentów polibudy, medycyny... Powiedziałem także, że jeśli przepłacę, to się rzucę pod pendolino. No i, kurde, przepłaciłem.

Cybernetyczny pies Alojzego Kontratowskiego

Ku pamięci Stefana Grabińskiego

 

Działo się to lat temu piętnaście. Zdarzenie zasnuło się ciemnosiwą ćmą spraw minionych, przybrało już kształty rozwiewne, niemal oniryczne. Jan Grot, krępy, zwalisty blondyn, o fizjonomii czterdziestolatka, zdołał jedynie zapamiętać emocje, jakie mu towarzyszyły owego pieskiego popołudnia, i tę jesienną, smętną i mglistą aurę. Listopadowe były to akordy, nader minorowe, lubo efektowne. A czas biegł nieubłaganie ku zimie jak życie ku śmierci, w sposób aż nazbyt widoczny i imperatywny.

 

Dlaczego baca Maćko nie powinien był zatrzymywać się nad strumykiem Barujcem

Dzień był słoneczny, ciepły i bezwietrzny. Przysiadł więc baca Maćko na kamieniu nad potokiem przy zbiegu dwóch głównych dopływów Barujca, w okolicach Łazka i Zebrzydki. Usiadł i zaobserwował subtelne, niemalże muzyczne zjawisko w postaci refleksów świetlnych, rzucanych przez lustro wody na dwa głazy, znajdujące się po drugiej stronie strumyka.

Subskrybuj RSS - Maciej Żołnowski