Grzegorz Wielgus

Zakazany ogród

Guiscard zamarł w ciemnej gardzieli bramy. Dłoń zacisnął na rękojeści miecza, gotów w każdej chwili wyrwać ostrze z pochwy i ruszyć do ataku na przechodzących obok strażników. Nieświadomi jego obecności, gwardziści księżnej przeszli tuż obok skrytego w tunelu rycerza. Przeszli tak blisko, iż poczuł zapach przepoconych kaftanów oraz jęczmiennego piwa, ale żaden z nich choćby spojrzeniem nie dotknął skulonego cienia wciśniętego w portal wartowni.

Żelazny Wojownik

Stał naprzeciwko hordy wrogów, samojeden pod niebem krwistej barwy. Chociaż przeciwnicy szli nań bez końca, a ich ilość była niczym ziarna piasku na plaży lub gwiazdy na nocnym firmamencie, on trwał niewzruszony, bowiem wiedział, iż był lepszy od każdego pretendenta. Kiedy tylko Żelazny otwierał usta, dobywał się z nich ryk lwa i na ten dźwięk wielu niegodziwców umykało na boki, omijając Wojownika.

Spotkanie

– Kto idzie?! – zawołał sierżant Sacha, podrzucając karabin do ramienia. Kropka kolimatora zawisła na twarzy kobiety, wyłaniającej się spomiędzy drzew. Żołnierz odbezpieczył beryla i położył palec na spuście. – Kim jesteś i co tutaj robisz?! To teren zamknię… cholera jasna!

Sierżant cofnął się o kilka kroków. Nagle zawadził stopą o krawędź drogi i wywrócił się na plecy, uderzając hełmem o asfaltową nawierzchnię. Sacha przez chwilę patrzył na czerwone niebo, przecięte smugami chmur, po czym zerwał się na równe nogi, patrząc w oniemieniu na to, co przed chwilą wziął za kobietę.

Subskrybuj RSS - Grzegorz Wielgus