Karol Koziarski

Wydatki

Było niedzielne popołudnie. Dionizy, przykryty miękkim kocykiem, smacznie drzemał na ulubionym fotelu. Drgnął, kiedy usłyszał metaliczny brzdęk. Nie wiedział, czy to mu się śniło, czy też rzeczywiście coś upadło na podłogę.
Podniósł się niechętnie, rozejrzał po pomieszczeniu.
Nic.
Nic, oprócz…
– Ha! A co my tu mamy? – zdziwił się staruszek. – Skąd się tu wzięłaś, malutka?
– Z miseczki z drobniakami – wytłumaczyła moneta, po czym brzęknęła, świsnęła, stanęła na krawędzi i zaczęła się toczyć.

Pierdolus hau hau

Rodzice często mi powtarzali, że biedronki przynoszą szczęście, więc kiedy zauważyłam jedną na trawniku, nie mogłam się powstrzymać, żeby nie wziąć ją na palec i popatrzeć na tę czerwono-czarną słodycz.

– Cześć, robaczku – powiedziałam, trzymając owada na zielonym paznokciu kilkanaście centymetrów przed twarzą.

– Spierdalaj – usłyszałam w odpowiedzi.

No cóż… Moja twarz zaczęła żyć własnym życiem i zbaraniała. Dosłownie. Straciłem niebieskie oczęta i blond fryzurę, a w zamian dostałam głowę barana. Wiecie, wełna, kebaby, te sprawy…

– Ale jak to?

A fe!

– Nie?

– Nie.

– W takim razie…

 

***

– A fe! – oburzył się pan Stefanopolus.

– Pardon? – Kelner szybciutko przyskoczył do stolika najbardziej wybrednego gościa. – Czy coś nie tak?

Gość z obrzydzeniem odsunął od siebie talerz, w którym ze wstydu rumieniła się pomidorowa.

– Khm, niesmaczne. Weź pan toto, tylko szybciutko, bo od mojego nieukontentowania większe są tylko mdłości. A już!

Kelner wyraźnie się zawahał.

Miś Uszatek i Mechaniczny Hitler

Nazywam się Miś Uszatek. Mam klapnięte uszko i znam się z dziećmi nie od dziś.

Moje życie to okrągła arena, pojedynki i dobijanie przeciwników. Wszystko to o dziewiętnastej trzydzieści – godzinie, której wyczekuje ćwierć świata.

Subskrybuj RSS - Karol Koziarski