Monika Kasprowiak

Niektóre rzeczy się nie zmieniają

– No ja pierdolę – zdenerwował się Tomek. – Znowu się poplątało. Przecież na to nic się nie złowi.
Włóczka zahaczyła się o sztywne badyle, gdy Tomek łupnął kijem o ziemię. Bartek bez słowa podniósł prowizoryczną wędkę i rozsupłał linkę.
– Jak chodziliśmy z wujkiem na bolenia – powiedział, sprawdzając, czy zrobiony z kolczyka haczyk wystarczająco mocno tkwi w węźle – to najpierw zanęcaliśmy. Przez kilka dni rzucaliśmy żarcie, żeby ryby się przyzwyczaiły i straciły czujność.
– A co je taka ryba? – Basia po raz kolejny przeszukała torebkę.
– Takie żółte ciasto.

Dokąd wracają owce po świętach

– Śliczne te słomkowe bombki – pochwaliła pani Zofia, pochłaniając kolejną porcję świątecznego makowca.

– Prawda? – Rozanielona gospodyni łaskawie nałożyła sąsiadce dodatkową porcję na talerzyk. – Takie same ma ta piosenkarka. Ta, znana taka. Wie pani. Co to ją teraz w telewizji ciągle pokazują.

– Ta, chuda taka?

– No, no, co to sobie niedawno zmarszczki wygładziła. Niby nie występowała, bo sobie wakacje zrobiła.

– Tia. – Pani Zofia pokiwała znacząco głową. – W klinice chirurgii plastycznej.

Obie zaśmiały się nieco wymuszenie.

Zadbać o przyszłość

- Nie tę, głupia, tę różową.

Służąca natychmiast pobiegła ze wzgardzoną sukienką do garderoby. Tymczasem królewna podziwiała swoje odbicie w zwierciadle. Gorsecik cudnie opinał jej zgrabną kibić, czyniąc talię niewiarygodnie cienką. Włosy, jeszcze w nieładzie, gęstymi, złocistymi lokami opadały na plecy.

- A jakie pantofelki jaśnie panienka sobie życzy?

Pokojówka wystawiła czerwoną, spoconą twarz spomiędzy batystów i koronek, burząc królewnie chwilę kontemplacji własnej urody.

Subskrybuj RSS - Monika Kasprowiak