Marek Ścieszek

Fatalne nieporozumienie

Przed bramą ze złota stał starzec z białą, sięgającą pasa brodą. Widząc Kacpra, podszedł szybkim krokiem, zdjął aureolkę i zaczął ją nerwowo miąć w dłoniach.
– Przepraszamy, nastąpiło fatalne nieporozumienie.
– No, myślę. – Kacper miał prawo czuć się zdenerwowany. Gdyby jeszcze wpadł pod samochód, spadł na niego balkon, albo gdyby zginął w ataku terrorystycznym, ale podciąć sobie gardło monitem z banku? To jakaś kpina!
– Natychmiast wyślemy pana z powrotem. To jeszcze nie pański moment.
– Ktoś może mi powiedzieć, jak to się stało? I dlaczego stało się właśnie tak?

Karaluchy pod poduchy

– Śpij – powiedziała mama, zanim zamknęła drzwi. – Naprawdę nie mam czasu biegać do ciebie całą noc. Nie zachowuj się, jakbyś miał pięć lat.
Wzruszył ramionami, ponownie sam jak palec w ciemnym pokoju. To już bać się nie można jak ma się dziesięć lat? Tym razem nie przykrywał się kołdrą, wiedząc, że to i tak niewiele da. Ani nie zaciskał powiek. Zaczął liczyć... Nie barany, o nie! Barany są miękkie i puchate jak wielkie wełniane skarpety. Barany nie mają lśniących pancerzy oraz wibrujących jakby pod wpływem wiatru czułek.

Przedszkole

Mężczyzna był wysoki i szczupły. Pociągłe oblicze, jasne oczy oraz lekki uśmieszek charakteryzowały osobę dobrotliwą, cierpliwie przyjmującą koleje losu. Budził zaufanie, roztaczał aurę baśni w samej istocie rzeczywistości. Dzieci polubiły go i szybko zapomniały o kilku poprzednich przedszkolankach. Nawiasem mówiąc, dziwna historia – w ciągu zaledwie trzech pierwszych miesięcy nowego roku szkolnego pięć kobiet zrezygnowało z etatu w zaskakująco kategorycznym trybie, rozwiązując umowę bez podania powodów, z dnia na dzień. Czy przyczyną mogło być stadko uroczych milusińskich? Adam Mytnik nie

Jaka jest najgorsza rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiłeś?

Nie cierpię tego zakrętu. Wracając do domu po pracy, chwilę po tym, jak go mijam, wciskam gaz do dechy, starając się patrzeć przed siebie. Nieustępliwie, by broń Boże nie spojrzeć w lewo. Na barierkę, broniącą dostępu do skarpy. Przyśpieszając, zachłannie nagarniam do głowy jak najwięcej myśli, o wszystkim i niczym, by oszukać wspomnienia. Bez powodzenia, jak za każdym razem. Bo pamięć jest jak ptak, który zawsze znajdzie drogę do swego gniazda.

Gdyby ktoś zapytał mnie kiedyś o najgorszą rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiłem, odpowiedziałbym bez wahania: Złapałem wróbla.

Skąd się biorą dzieci?

Skąd się biorą dzieci? Jestem już wystarczająco dorosły, by nie zadawać podobnych pytań, jednak w świetle ostatnich faktów…

Małżeństwem z Elizą jesteśmy już od pięciu lat i mimo usilnych starań w konwencjonalny sposób nie dorobiliśmy się przychówku. Nie wiem, co bardziej frustrowało: bezradność nasza czy lekarzy, twierdzących, że z naszymi ciałami jest wszystko w porządku.

Tylko czy naprawdę dzieci się biorą właśnie stąd? Z usilnych starań rodziców?

Mechaniczne panaceum

W oczach ich wszystkich jestem szaleńcem. Burmistrza, który od dawien dawna już do mnie nie zagląda. Rady miejskiej i wszystkich tych bogatych mieszczan Solentz, którzy wcześniej tak ochoczo wysyłali do mnie swych służących, a to po śrubki i trybiki, a to po smar do łożysk i paski klinowe do serwonapędów dla swych mechanicznych małżonek i kochanek. Po kogo niegdyś posyłano, gdy trzeba było naprawić aviomobil? Kto tuningował ich mechaniczne hipolatawce? Teraz jestem szalony, bo jako jedyny publicznie głoszę iż Czarną

Kamyk

Lubię wstać wcześniej, zanim ojciec zagoni wszystkich do obrządku, rozda dyspozycje, które i tak wszyscy dobrze znają. Wiem doskonale, że mój młodszy brat ma nakosić koniczyny dla królików, mama musi wydoić krowy, obie siostry mają nakarmić ptactwo, a ja wyrzucić obornik spod świń. Wakacje wakacjami, a gospodarstwo gospodarstwem. Lubię wstać, kiedy wszyscy jeszcze śpią, połazić boso po rosie, wyłożyć się jak długi w koniczynie, zapatrzyć się w niebo.

Cmentarna ruletka

Elita wsi Kruszewo przygarnęła Michała Koniecpolskiego, potomka starego dumnego rodu magnatów z dwóch powodów. Po pierwsze, mimo młodego wieku, gardło doszczętnie przepaliły mu już trunki patykiem mieszane i wzorem najtwardszych miejscowych wypijaczy, bez szkody dla zdrowia mógłby nawet wysysać płyn z akumulatorów. Po wtóre, ciało miał prężne, a zapał do walki srogi. Decyzjom o wszczynaniu burd nie stały na przeszkodzie solidniejsze erupcje myśli na powierzchni porytej kraterami michałowej kory mózgowej.

Ostatnia wola

Coś ci powiem, mości kacie,
Nim mi głowę mieczem utniesz,
Nim zakrzykniesz: "Pora na cię!",
Żem przystojny jest okrutnie.

Wolą Stwórcy ludzka rasa
Różnorodna jest, i basta!
Jest brzydali cała masa,
Pośród nich zaś cud wyrasta.

Jam tym cudem, jam, nikt inny!
Moja skromność nie ma granic.
Wszak nie jestem temu winny
Że sam Stwórca miał ich za nic.

Wejrzyj w serce - masz je przecie.
I u kata ono bije.
Każda bestia na tym świecie
Ma w litości to, co żyje.

Wywiad z Mieciem

Mężczyzna westchnął, przy czym ramiona niemalże podjechały mu po same uszy.

Bajka o potworze podatkowym

Stwór ma coś z Cerbera, bo obok jednego łba wyrastają dwa kolejne, obumarłe, kompletnie nieużyteczne. Z paszczy tego żywego buchają kłęby pary.

– Mówiłam – wrzeszczy paskudztwo. – W tej kratce dochód netto odliczony od przychodu rocznego, przemnożony przez ilość przypadków choroby psychicznej w rodzinie.

Malutki „ja” kurczę się w sobie jeszcze bardziej.

– A w tamtej kratce mazać nie wolno, bo to bardzo ważna khratka.

Przy słowie „khratka” trzygłowa bestia charczy i krztusi się, wyciąga szponiastą łapę w kierunku drzwi.

Wielka fala

Pomiędzy trzypiętrowymi kamienicami majestatycznie płynęła trumna. Kolejna, ósma na przestrzeni zaledwie kilkuset metrów. Nurt rzeki, w jaką zmieniła się ulica Łużycka, główna arteria miasta, pchał ją niestrudzenie w kierunku łodzi z trójką mężczyzn.

Trzeciak przyłożył do czoła grzbiet prawej dłoni, chroniąc oczy przed słońcem, marszcząc stare czoło i poruszając zapadniętymi wargami. Po chwili już miał pewność.

– Dziecko.

– Co, ojciec, mówicie?

Spojrzał na starszego z dwójki synów.

– Trumna z dzieckiem. Mała, biała – dziecko.

Subskrybuj RSS - Marek Ścieszek