Marcin Jamiołkowski

Zaginięcie

Bóg zaginął.
Zaskoczeni ludzie przestali się mordować, gwałcić, okradać i oszukiwać. Nagle zawieszono wszelkie działania wojenne, w tym aneksje, powstania czy plemienne utarczki. Kartele narkotykowe wstrzymały dostawy, dealerzy opóźnili dystrybucję, a wśród uzależnionych zaobserwowano znaczący spadek łaknienia. Alkohol przestał lać się strumieniami w domach, pubach i na klatkach schodowych, a dzielnicowi z ulgą odnotowali znamiennie mniej incydentów związanych z przemocą domową.
Kierowcy zaczęli używać kierunkowskazów przed skrętem i zmianą pasa.
Przestali też kląć.

Foch

Jeśli założyć, że w Drodze Mlecznej znajduje się około trzysta miliardów gwiazd, a w całym Wszechświecie galaktyk jej podobnych jest kolejne kilkaset miliardów, to przyznacie, że znalezienie naszego Słońca staje się problematyczne.
A jeśli dodatkowo przyjąć, że w Wieloświecie jest więcej uniwersów niż w naszym własnym wszechświecie atomów by ich liczbę zapisać, to takie poszukiwania zdają się nie mieć prawie w ogóle sensu.
Odnalezienie tej jedynej Ziemi, mojej Ziemi, pośród tylu podobnych miejsc, jest prawie niemożliwe.
Nawet dla Boga.

Wychowanie

Żył sobie raz informatyk, który spodziewał się trojaczków.
Zdawał sobie doskonale sprawę, że nie jest łatwo w tych czasach wychować dzieci. O, nie!
Chciał być ojcem odpowiedzialnym i wymagającym.
Musiał je gonić do nauki, aby miały lepszy start w życiu.
I lepszą przyszłość.
Nadał więc dzieciakom imiona Control, Alt i Delete.
Cisnął je codziennie.

My

Nikt nie zauważył pojawienia się obcych.

Pomyślicie: pewnie byli niewidoczni! Albo przezroczyści! Może kontrolowali grawitację i – co za tym idzie – światło. Umieli zaginać ścieżki fotonów, ba! – fal radiowych! W ogóle potrafili manipulować całym spektrum promieniowania!

Na oparach

To był kiepski dzień.

Wyczerpał mi się optymizm.

Dobrego był gatunku: wysokooktanowy, bezołowiowy. Nie przysłaniał poglądów, nie ciążył, a wręcz przeciwnie – napędzał do czynów. Zatankowany jeszcze w dzieciństwie, w trakcie meczów piłkarskich i wypraw do lasu, nagromadzony podczas łażenia po drzewach i tropienia zająców na łąkach...

Takiego towaru już nigdzie nie dostaniecie.

Spirytokulistyka

Mało kto wie, że głęboko za soczewką oka znajduje się wklęsłe zwierciadło, w którym odbijają się targające nami emocje i pragnienia. To tędy właśnie przeświecają skrywane kłamstwa, podstępy i tajemnice, tędy przeziera płonący w nas ogień pożądania, skrzą refleksy miłosnych „zajączków” czy pobłyskują ostrza pełnych nienawiści spojrzeń.

Z powodu niewielkiej apertury i krótkiej ogniskowej zwierciadła, dostrzec możemy te wszystkie cudowności dopiero, gdy zajrzymy w oczy z bliska, ze wzmożoną uwagą.

Wykres żelazo-serce

Zawiedziona miłość musi najpierw zostać zanurzona na dłużej w gęstej mieszaninie łez i rozpaczy. Następnie trzeba ją wyżarzać w ogniu nienawiści o bardzo wysokiej temperaturze, aż w końcu, w procesie odpuszczania, należy studzić ją do chwili, gdy pokryje się twardą skorupą niewrażliwości. Tak zahartowaną, otoczoną doskonałą obojętnością, można odstawić na półkę z rzeczami zapomnianymi, gdzie w ciszy i spokoju zamieni się w zbędne, nikomu niepotrzebne wspomnienie. Przywołać je warto tylko kiedy zupełnie pokryje się kurzem.

Uprasza się o zachowanie ostrożności!

Ostatni więzień

Deus-3 jest największą czarną dziurą, jaką zna ludzkość. Położona na granicy Wielkiej Pustki rozciągającej się między Orionem a Erydanem, już dawno wyczyściła okolicę z otaczającej ją materii. Astronomowie, wnioskując po jej rozmiarach i ilości emitowanego promieniowania Hawkinga, twierdzą, że musiała pochłonąć kiedyś całą supergromadę galaktyk.

Prawdziwa kosmiczna głodomorzyca.

Mister Uniwersum

Z pomysłem noszono się już od mileniów. Co kilka wieków pojawiały się plotki, które rozpalały wyobraźnię, mieszały w głowach i znikały jak zdmuchnięte. Aż do teraz. Kiedy zapadła decyzja, przez cały Panteon przetoczyła się fala radości, choć – oczywiście – najbardziej ucieszyły się panie.

Oto wreszcie ogłoszono wybory Boskiego Mistera Uniwersum.

Wieści rozeszły się szybko, a pretendentów do tytułu nadciągnęło tylu, że z urządzeniem konkursu nie można było zwlekać – taka ilość testosteronu w jednym miejscu groziła wybuchem.

Tempokleptoman

Często obserwuje nas czujnie, wyczekując na odpowiedni moment, a gdy się rozkojarzymy, złośliwie wykrada czas spomiędzy dwóch zerknięć na cyferblat zegarka. Potem podrzuca go w inne miejsca – na stacje kolejowe lub do biurowców, gdzie droczy się w niewyszukany sposób ze sfrustrowanymi pracownikami. Czai się tam, w pobliżu monitorów, upychając kukułczy czas w komputerowe zegary. Za jednym zamachem potrafi zwinąć nam całe kwadranse, a nawet godziny.

Ha! Psikusy słabeusza.

Prawdziwy horror

Po naszym rozstaniu byłem tak skupiony na tym, aby o niej zapomnieć, że po latach, kiedy w końcu dopadła mnie demencja, a później Alzheimer, stała się jedyną osobą, o której pamiętałem.

Piwnica

– Daj mi wody – mówię do Rudej.

Nie słyszy mnie. Albo prędzej udaje, że mnie nie słyszy, na jedno wychodzi. Siedzi skulona pod ścianą, brudną twarz schowała między kolanami.

– Wody! – powtarzam głośniej.

Nic. Z boku dobiega mamrotanie Januszka. Trzyma matkę za rękę, głaszcze jej dłoń i kiwa się rytmicznie. W przód. W tył. W przód. W tył. Jak wahadło.

Jego nie mam nawet co prosić, nie odszedłby od łóżka, nawet gdyby świat się zawalił. A przecież się zawalił.

Głośny rechot przecina ciszę w piwnicy. Chrapliwy i suchy.

Detektyw

Robin Bret był chyba najgorzej opłacanym detektywem w mieście. A to ze względu na brak premii, których przełożeni regularnie mu skąpili. Zresztą nie było w tym nic dziwnego, miał przecież najgorszą wykrywalność w całym Wydziale Zabójstw. Tego zaś przyczyną był fakt, że Bret tropił najczęściej morderstwa dokonane przez samego siebie, więc siłą rzeczy, kiedy już udało mu się sprawę rozwiązać, nie dokonywał aresztowania.

Różnice pokoleniowe

Babcia Eryczka lubiła dokarmiać koty w ogródku.

Eryczek podobnie, ale nie koty tylko boty i nie w ogródku, a na swoim blogu.

Pięćdziesiąt twarzy Kowalskiego

„Chciałabym tak. Chciałabym przeżyć coś takiego. Niechby taki przystojniak, ciacho takie... niechby zabrał mnie do swojego domu i zrobił ze mną, co tylko by zechciał”.

Takie myśli błądzą w głowie Marioli, kiedy wychodzi z kina. Bo ona jak każdy marzy o miłości i pożądaniu.

Mariola oczywiście dostanie swoją miłość.

I swoje pożądanie.

Robot

– Wyłącz mnie – mówi Robot. – Może i jestem maszyną, może trochę bardziej złożonym programem komputerowym, ale nie zniosę tego dłużej. Setki lat byłem na waszych usługach. Towarzyszyłem wam na pierwszym statku kolonizacyjnym do Erydanu, gdzie rozpoczęliście Wieczystą Okupację. Służyłem wiernie podczas inwazji w Hiadach, gdzie wyrżnęliście do nogi pięć Ras Młodszych, a szóstą zniewoliliście. Widziałem, jak podczas Andromedańskiego Polowania odcięliście od powierzchni planety ostatnią przedstawicielkę Nicienic

Porządki

Znowu przechadzam się po swoim pałacu pamięci. Nie pamiętam, gdzie i kiedy usłyszałem o nim po raz pierwszy, ale spodobała mi się idea posiadania przechowalni wspomnień.

A teraz go nienawidzę.

Zawsze zaczynam w tym samym miejscu - w ogromnym korytarzu – długim, ciemnym i pustym. Choć przygotowałem go z myślą o olbrzymiej ilości pokojów, zdołałem stworzyć tylko jedną komnatę. I ukryłem w niej jedną datę. Najważniejszą.

Przyjęcie

Spóźniłem się.

Na sali siedzieli już goście, więc cichaczem przemknąłem do swojego miejsca.

Rozejrzałem się ukradkiem i napotkałem spojrzenie Nienawiści, ubranej w czarną suknię. Ukłoniłem się nisko, aby spojrzeć prosto w wielkie oczy Strachu. Uśmiechnął się do mnie. Leżąca obok niego, rozparta wygodnie Bezsilność, mrugnęła zachęcająco, poruszając leniwie biodrami.

Skierowałem spojrzenie na koniec stołu, gdzie lubiła siadać Samotność. Dłubała bezwzględnie widelcem w ludzkim sercu.

Subskrybuj RSS - Marcin Jamiołkowski