Krzysztof Guz

Pragnienie

Wcale nie było tego dużo, ledwie cztery litrowe butelki. Normalna dawka, która wyzwoliła ciało z bólu, uspokoiła chaotyczne myśli i pozwoliła odzyskać trzeźwość widzenia świata. Wiedziała, że jest to dla innych obce, niespotykane, niepojęte, może przerażające. Ile już razy widziała strach powodowany niemożliwością pojęcia przez nich tak dla niej zwykłej potrzeby zaspokojenia. Znów niepotrzebna afera, zamieszanie, krzyki, światła i broń. Patrzyła na policjanta, podszedł ostrożnie. Pozwoliła by założył jej kajdanki i odprowadził

4KFullHD

Generał spojrzał na swoje siedem milionów dwadzieścia tysięcy pięćset czterdzieści cztery jednostki. W identycznie równych rzędach i szeregach. Wszystkie. Idealne. Równe. Napawał się widokiem. Poczuł w sobie boskość. Porządek, ilość i siła. Jednostki idealne, ład kompletny. Siedem milionów dwadzieścia tysięcy pięćset czterdzieści jeden, dwa, trzy... przeliczył raz jeszcze... i raz jeszcze. Trzy... trzy, nie cztery! Narosła w nim niepohamowana złość, furia – trzy! Zburzono porządek, zniszczono spokój! Jeden się wyróżnia! Śmierć! Natychmiast! – zawołał wskazując tę inną jednostkę.

Miłość w Palermo

Palermo. Kochała to miasto pełne życia, zapachów i zakamarków. Upalne popołudnie przechodziło leniwie w ciepły letni wieczór. Uwielbiała wygrzewać się na słońcu, by wieczorem kontemplować w podziwie zachodzące za morze słońce. Usiadł obok niej. Pachniał Sycylią. „Tchnij we mnie życie” – mruknęła. Włoski kochanek rozkosznie pieścił, tulił, drażnił, mruczał. Miłość pochłonęła ich zmysły. Gdzieś w oddali było słychać szum morskich fal. Nocne powietrze pachniało słońcem, rybą i oliwkami. Dwa ciała pieściły siebie wzajemnie. Skończyli o wschodzie słońca. Ulotnił się, jak to bywa z samcami.

Chłód

Chłód narastał. Wypełniał jego płuca milionem kłujących igiełek. Wzrok stracił kilka sekund temu. Te kilka sekund wydawało się być milionem lat najgorszych tortur. Czucie? Próbował sobie przypomnieć co to dotyk. Nie czuł, kiedy jego ręce przesuwały się po zimnym śniegu. Pozostała świadomość i słuch - tylko po co komu słuch w głuchej ciemności. Dźwięki nie dochodziły. Lodowate zimno przeniknęło jego wszystkie organy. Zdobył górę. Nie ma , że boli. Jest nieśmiertelny. Jest bogiem. Po kilku sekundach ważył dwadzieścia jeden gram mniej.

Nadzieja

Czekała ponad dwie godziny. Beznadzieja i rozczarowanie – po raz który w życiu? Nie przychodził. Jak zwykle zresztą. Zapomniał, nie chciał? Całe życie zapominał albo nie chciał...

Cisza

Otwieram oczy. Ciemno. Ktoś poruszył wewnętrzną strunę przeczucia. Czuję, że coś jest nie tak. Niepokój objawia się drżeniem rąk, głowa pulsuje. Czegoś brak. Coś się zmieniło. Niepokój przeradza się w wewnętrzne drżenie. Nie potrafię tego opanować. Jestem zdenerwowany? Nie mogę się uspokoić, kiedy zło narasta. To strach. Zaczynam się pocić. Czego się boję? Ogarnia mnie przerażenie. Serce przyspiesza, nabiera tempa, zaczyna walić jak szalone. Zaraz pęknie. Zwariuję. Natarczywy szum w głowie wzmaga się. Ciśnienie rozsadza głowę. Jakby wodospad walił o głazy. To już panika. Nie panuję nad

Subskrybuj RSS - Krzysztof Guz