Subiektywnie

Hal Jordan i Korpus Zielonych Latarni. Tom 4: Rozłam – Robert Venditti, Ethan van Sciver, Rafa Sandoval

Kto się czubi, ten się rozstaje

Marek Adamkiewicz

Jeszcze nieco ponad rok temu można było narzekać, że Zielone Latarnie są w Polsce ignorowane. Mimo tego, że ku końcowi zbliżała się inicjatywa „Nowe DC Comics”, która wprowadziła do naszego kraju wiele interesujących serii, jedyna obecność Hala Jordana to wielkie team-upy, które nie skupiały się bezpośrednio na perypetiach Korpusu Zielonych Latarni. Sytuacja uległa w końcu zmianie wraz ze startem „Odrodzenia”. Cykl, który zaczął się wtedy ukazywać od początku, był co najmniej dobry, choć trzeba też przyznać, że odrobinę nadęty. Z każdym kolejnym tomem ugruntowywał jednak swoją pozycję jako jedna z najciekawszych propozycji tej inicjatywy DC Comics, a czwarta odsłona nie zmienia tego stanu rzeczy.

Od czasu gdy dowódcy Zielonych Latarni i Korpusu Sinestro postanowili połączyć siły, obie formacje współpracują ze sobą i razem pilnują porządku we wszechświecie. Jednak „Zieloni” i „Żółci” zawsze się różnili i kwestią czasu było, kiedy porozumienie zacznie się sypać. Pretekst do rozłamu daje morderstwo dokonane przez członka jednej ze służb na przedstawicielu drugiej. I choć John Stewart nie chce pozbywać się potężnego sojusznika, najprawdopodobniej nie będzie miał w tej sprawie żadnego wyboru. Dodatkowym problemem dla Zielonych Latarni jest zaangażowanie się w konflikt między tak zwanymi Nowymi Bogami z siłą odpowiedzialną za ich stworzenie. Kosmiczni policjanci muszą stanąć po jednej ze stron, żeby zapobiec zniszczeniom na wielką skalę.

Staruszek Logan. Tom 1. Strefy wojny – Brian Michael Bendis, Andrea Sorrentino

Staruszek Logan

Jagoda Wochlik

„Staruszek Logan” to kolejna pozycja, którą wydawnictwo Egmont wypuściło w ramach serii „Marvel Now”. Odpowiadają za nią Brian Michael Bendis, autor scenariusza, i Andrea Sorrentino, rysowniczka.

Bendis jest znanym scenarzystą komiksowym, który stworzył takie tytuły jak „Ród M”, „Jessica Jones”, „Daredevil – Nieustraszony!” czy „New Avengers” oraz „Strażnicy Galaktyki”. Już po samej jego bibliografii widać, że jest starym wyjadaczem, jeśli chodzi o temat superbohaterów. Andrea Sorrentino z kolei pracowała do tej pory przy niezbyt wielu projektach. Ma na swoim koncie, oprócz „Staruszka Logana”, także „Secret Empire”, „All New X-Man” oraz „Green Arrowa”.

Na świecie nie ma już X-menów, odkąd Logan zabił ich wszystkich przez przypadek. Panuje więc bezprawie i anarchia. Logan wydaje się być ostatnim sprawiedliwym, mścicielem. Ale tylko do czasu, gdy znajduje pozostałości Ultrona i postanawia wybrać się do świata za murem, gdzie nadal rozwija się technologia i rządzą bezduszne korporacje.

To, co mi się w tym komiksie podoba, to ogranie motywu starości. Logan ma już swoje lata. Nie jest pewien, czy to, co przeżywa, jest prawdziwe, czy to jedynie wytwór jego wyobraźni. To bardzo ludzkie dylematy, które w którymś momencie dotkną większość z nas. Bohater ma bowiem świadomość, że choć jego ciało nadal może się regenerować, być może zaczyna źle oceniać sytuację powodu postępującej starości. Nie jest pewien, na ile może jeszcze sobie ufać. I to jest fajny motyw, który bardzo rzadko pojawia się w kontekście superbohaterów. Bowiem jak wszyscy wiemy, nie żyją oni na tyle długo, by doczekać starości.

Podoba mi się też klimat. Ciekawy był pomysł wrzucenia Wolverine’a w stylistykę rodem z Dzikiego Zachodu, która jednocześnie jest jakimś dziwnym postapokaliptycznym, światem. Muszę przyznać, że zadziwiająco to gra w tym komiksie.

BBPO. Plaga żab. Tom 4 – Mike Mignola, John Arcudi, Guy Davis

Pełzająca apokalipsa

Marcin Knyszyński

Po bardzo mocnym zakończeniu trzeciego tomu „Plagi żab” czekaliśmy na przynajmniej tak samo ekscytujący epilog tej opowieści. Scott Allie w przedmowie do czwartego tomu pisze, że dopiero podczas pracy nad jego pierwszą częścią („Przestrogą”) wyklarowała się całościowa wizja fabuły. Mike Mignola, który mocno odsunął się od „B.B.P.O.” w czasach powstawania komiksów z poprzednich tomów, teraz nagle powraca i, wraz z Johnem Arcudim, konsoliduje opowieść, wiążąc luźne wątki – choć oczywiście nie do końca. Osoby oczekujące na jasną konkluzję „Plagi żab” powinny być zadowolone – choć prawdopodobnie również nie do końca.

B.B.P.O. rusza na poszukiwania odczłowieczonego i oszalałego kapitana Daimio, który dał drapaka z bazy pod koniec trzeciego tomu. Nasi bohaterowie cały czas zmagają się z poważnymi problemami. Liz Sherman nieprzerwanie gnębią apokaliptyczne wizje, które zsyła na nią tajemniczy, przypominający doktora Fu Manchu, czarownik Memnan Saa. Kluczem do rozwiązania ich zagadki jest nieoczekiwana manifestacja ducha starego, nieżyjącego już członka Biura – legendarnego Homara Johnsona. Homunkulus Roger nadal nie żyje i nic nie wskazuje na to, aby powrócił. Hellboy pojawia się już tylko w coraz rzadszych wspomnieniach swych kolegów. Johan Kraus, przybity utratą ludzkiego ciała w poprzednim tomie, zaczyna zachowywać się w naprawdę dziwny sposób. Kapitan Daimio zniknął i wbrew temu, czego można było się spodziewać, jego wątek zostaje nagle odsunięty na bardzo daleki plan. Kate Corrigan i agent Devon sprawnie odgrywają drugoplanowe role. Abe Sapien zostaje nowym dowódcą B.B.P.O. a świeżo upieczona członkini zespołu, mumia Panya, zdaje się skrywać jakąś tajemnicę.

Bękarty z Południa. Tom 4: Motywacja – Jason Aaron, Jason Latour, Chris Brunner

Śmiertelnie poważna rozgrywka

Maciej Rybicki

O „Bękartach z Południa” trudno mi się wypowiadać w pełni obiektywnie, i to z dwóch powodów. Raz, że przyłożyłem się co nieco do polskiego wydania, pomagając tłumaczyć terminologię sportową (jak się kiedyś napsioczyło, to trzeba umieć być konstruktywnym i pokazać, że się da); dwa, że po prostu niezmiernie tę serię lubię. Ale że dobrze wiedzieć, za co się coś lubi, postaram się merytorycznie wyłuszczyć, dlaczego i czwarty tom wart jest zachwytów.

Dla przypomnienia: „Bękarty z Południa” to seria napisana i narysowana, a jakże, przez dwóch Południowców – Jasona Aarona i Jasona Latoura. Przedstawia ona niezbyt sympatyczne perypetie mieszkańców hrabstwa Craw, zapadłej dziury gdzieś w Alabamie, gdzie liczy się tylko jedno – futbol, a dokładniej sukcesy miejscowej drużyny licealnej. Tyle tylko, że poza sportowymi emocjami Craw staje się areną wyjątkowo licznych brudnych sprawek, porachunków i szemranych historii. Ot, zadupie jak każde inne. No może ciut bardziej parszywe. W każdym razie duet twórców wyjątkowo postarał się, by oddać klimat miejsca akcji. W czasie lektury niemal czuć uliczny pył, smród sportowej szatni, prochu i taniego piwa. „Motywacja”, bo taki tytuł nosi kolejna odsłona serii, stanowi bezpośrednią kontynuację historii opowiedzianej w tomach poprzednich. Trudno jednak mówić w jego przypadku o jednej postaci, na której skupiałaby się fabuła – rolę tę pełnią pospołu trener Boss, Roberta Tubb i… futbol.

Aquaman. Antologia – różni autorzy

Pogaduszki z rybami

Marek Adamkiewicz

Aquaman nigdy nie był dla polskiego fana komiksu najbardziej rozpoznawalnym superbohaterem, a podstawowy powód takiego stanu rzeczy to brak publikacji z jego udziałem. Gościnne występy – to jedyne na co mógł liczyć Władca Siedmiu Mórz, ale wraz z początkiem „Odrodzenia” zaczęła się w końcu ukazywać poświęcona mu seria, która po trzech dotychczas wydanych tomach jawi się jako dość przyjemna rozrywka. Jednak krótko przed premierą blockbustera o morskim władcy Egmont sprawił nam nielichą niespodziankę i zaprezentował antologię zawierającą przekrój opowieści z udziałem herosa – od Złotej Ery Komiksu aż do współczesności.

Antologia zawiera dwadzieścia opowieści o tym bohaterze. Ich przekrój tematyczny i stylistyczny jest dość szeroki. Dowiadujemy się między innymi tego, jak wyglądały jego początki, poznajemy też kilka wersji genezy herosa. Na kolejnych kartach „gadający z rybami” walczy z nazistami, poznaje miłość swojego życia, w dramatycznych okolicznościach traci syna, powołuje do życia Amerykańską Ligę Sprawiedliwości, podejmuje walkę z bogiem, a w końcu musi utrzymać pokój między Atlantydą a światem na powierzchni.

Zaprezentowane w „Antologii” komiksy ze Złotej Ery z pewnością mają za zadanie kompleksową prezentację bohatera, który do tej pory był dramatycznie zaniedbywany w Polsce, a także są swoistą formą zadośćuczynienia dla wszystkich fanów, którzy chcieli poznać jego początki i czytać o kolejnych perypetiach po polsku, a dotąd po prostu nie mieli takiej możliwości. I właśnie z historycznego punktu widzenia wydanie tych historyjek jest z pewnością krokiem dobrym, bo faktycznie znacząco przybliżają one postać Aquamana i pokazują, w jaki sposób zaczęła się jego kariera.

Piorun kulisty – Cixin Liu

Nauka, moja miłość

Marcin Knyszyński

„Wspomnienie o przeszłości Ziemi”, trylogia hard science fiction autorstwa Cixina Liu, pod koniec pierwszej dekady dwudziestego pierwszego wieku zawojowało Chiny a w 2014 roku ruszyła na podbój rynku anglojęzycznego. Tłumaczenie Kena Liu trafiło błyskawicznie do polskich translatorów – w kwietniu 2018 roku mogliśmy przeczytać „Koniec śmierci”, ostatnią część tej bardzo entuzjastycznie przyjętej serii. Taki sukces otwiera drogę dla kolejnych powieści – w Stanach Zjednoczonych dopiero co ukazał się „Ball Lightning” w przekładzie Joela Martinsena, a już po kilku miesiącach trafił do Polski.

„Piorun kulisty” to wcześniejsza powieść Cixina Liu, z akcją osadzoną w czasach nam współczesnych. Ma o wiele mniejszy rozmach i jest po prostu dużo bardziej „kameralna” w zakresie idei, scenografii i fabuły. Świat głównego bohatera, Chena, zostaje wywrócony do góry nogami w czternaste urodziny. Jego rodzice zostają dosłownie obróceni w popiół przez piorun kulisty, który podczas imprezy wpada do ich domu. Od tego momentu życie chłopaka, jak to sam przyznaje, zaczyna się od nowa, napędzane fascynacją tym na poły nadnaturalnym zjawiskiem. To ono uczyniło z niego sierotę oraz ogarnęło obsesją rozwiązania zagadki atmosferycznego fenomenu. „Kluczem do cudownego życia jest zafascynowanie się czymś” – jak powiadał jego ojciec. Słowa te, wyryte w umyśle Chena, są nie tylko jego dewizą – w świecie Cixina Liu naukowcy są wiarygodni dopiero wtedy, gdy przestają widzieć cokolwiek poza celem swoich badań.

Miasteczko Surrender – Caleb Carr

Miasteczko Surrender

Jagoda Wochlik

Caleb Carr jest pisarzem i wykładowcą uniwersyteckim. Zawodowo zajmuje się historią wojskowości. To autor powieści, scenariuszy filmowych i teatralnych. Rozgłos przyniósł mu przede wszystkim dziejący się w epoce wiktoriańskiej „Alienista”, którego w 2018 roku, jako kilkuodcinkowy serial, przeniosła na ekrany telewizja TNT. Teraz nakładem wydawnictwa Rebis ukazała się jego najnowsza książka „Miasteczko Surrender”.

Trajan Jones jest profilerem. Od lat na wykłada na uniwersytecie, bowiem w czasach swojej pracy w Nowym Jorku zadarł z niewłaściwymi ludźmi. Kiedy w jego okręgu zaczynają ginąć nastolatki, a wszystko wskazuje na działania seryjnego mordercy, policja prosi Jonesa o konsultacje. W sprawę angażuje się także jego przyjaciel oraz nastoletni chłopak, Lucas, który pewnego dnia nieopacznie wdarł się na teren farmy Jonesów.

„Miasteczko Surrender” to interesująca książka z kilkoma mocnymi punktami. Podoba mi się tło obyczajowe tej powieści – cała historia dzieci porzucanych przez rodziców i skazanych na łaskę państwa jest naprawdę bardzo ciekawie pomyślana. Carr po raz kolejny zadbał także o wątek kryminalny. Znajdziemy tu masę smaczków dla miłośników kryminalistyki i kryminologii, gdyż pisarz nie prześlizguje się po śledztwie, lecz oddaje je ze szczegółami.

W zabawny, a zarazem ciekawy sposób Carr nawiązał także do swoich książek o Laszlo Kreislerze. Fani „Alienisty” z całą pewnością poczują się usatysfakcjonowani, bowiem autor nie odcina się od swojego dziedzictwa, wręcz przeciwnie, czerpie z niego garściami.

Royal City. Tom 1: Krewni – Jeff Lemire

Emocje na prowincji

Marek Adamkiewicz

Jeff Lemire awansował ostatnimi czasy do grona moich ulubionych scenarzystów komiksowych. Kiedy biorę się za coś, co napisał, okazuje się, że jest to rzecz przynajmniej bardzo dobra. Kto wie, może kiedyś ta passa się zakończy (w sumie raczej na pewno – nic, co dobre, nie trwa wszak wiecznie), na razie jednak lektura komiksów Lemire'a to dla mnie wielka frajda. Nie inaczej rzecz ma się w przypadku „Royal City”, który trafił do Polski dzięki Non Stop Comics (swoją drogą – chwała im za tak dużą eksplorację oferty Image Comics). Jest to co prawda opowieść specyficzna, ale tych czytelników, którzy się w nią wkręcą, oczaruje bez reszty.

Pogrążony w kryzysie twórczym pisarz powraca do rodzinnego miasteczka. Okazja do ponownego spotkania z rodziną nie jest jednak zbyt wesoła – ojciec twórcy przeszedł zawał serca i przebywa w śpiączce w miejscowym szpitalu. Ta smutna okoliczność staje się pretekstem do ponownego spotkania całej rodziny. Jej członkom niełatwo wykrzesać z siebie pozytywne uczucia – każdy jest przytłoczony własnymi problemami, co sprawia, że szybko odżywają stare spory, otwierają się tylko pozornie zabliźnione rany. Ponadto nad rodziną wciąż unosi się widmo dawnej tragedii – kilkanaście lat temu jedno z rodzeństwa zginęło w wypadku i od tego czasu nikt tak naprawdę sobie z tą sytuacją nie poradził.

Tajne Wojny - Jonathan Hickman, Esad Ribić

Coś się kończy, coś się zaczyna…

Maciej Rybicki

Długo czekaliśmy na ten event (podobnie jak kilka lat wcześniej czekali na niego czytelnicy amerykańscy) – właściwie cała linia Marvel Now! zbudowana była wokół metawątku prezentowanego na łamach Hickmanowskich „Avengers”, „New Avengers” a także łączącej je miniserii „Czas się kończy”. Na dobrą sprawę wszystko, co działo się w uniwersum Marvela od startu serii Marvel Now!, było niczym innym, jak odliczaniem do wydarzeń mających nastąpić na łamach „Tajnych Wojen”. Choć epicka opowieść snuta przez czołowego scenarzystę Marvela miała swoje lepsze i gorsze momenty, nie sposób odmówić jej rozmachu. Czy jej finał zaspokoi rozbudzone (niemałe) oczekiwania?

Muszę przyznać, że do lektury przystępowałem z lekkim niepokojem – potencjał do skupienia się na typowym dla komiksowych eventów mordobiciu był tu bowiem wyjątkowo duży. Obawy te potęgowały jeszcze zapowiedzi, które wieszczyły, że akcja w znacznej mierze będzie się działa na planecie zwanej „Bitewnym Światem”. No i… faktycznie, ci, którzy trykociarskiej nawalanki szukają, bez wątpienia ją tu znajdą. Na szczęście jest jej znacznie mniej, niż być mogło. Główna seria skupia się bowiem na nieco innym charakterze konfrontacji, o którym za chwilę. Dla przypomnienia – po ostatecznej inkursji Ziemia-616 (klasyczne Uniwersum Marvela) i Ziemia-1610 (Uniwersum Ultimate) starły się ze sobą… i obie zostały zniszczone. Nadludzkim wysiłkiem Dr. Dooma i jego pomocników udało się jednak przeciwstawić Beyonderom i stworzyć coś w rodzaju nowego planu, w którym pewne postaci przetrwały – i to w nim obecnie toczy się walka.

Planetary. Tom 1 – Warren Ellis, John Cassaday

Inna archeologia

Marek Adamkiewicz

W ramach różnych cykli wydawniczych Egmont konsekwentnie prezentuje polskiemu czytelnikowi kolejne tytuły, które można uznać za przełomowe lub kultowe. Doczekaliśmy się już takich kamieni milowych jak „100 naboi”, „Transmetropolitan” czy „Saga o Potworze z Bagien”. Natomiast linia „DC Deluxe” prezentowała do tej pory komiksy w mniejszym lub większym stopniu związane z superbohaterami. Wraz z najnowszym tomem sytuacja ulega lekkiej zmianie, bo oto dostaliśmy „Planetary”, bodaj najsłynniejsze wydawnictwo imprintu Wildstorm, które na tym etapie z herosami DC Comics nie miało jeszcze tak wiele wspólnego.

Komiks opowiada o tytułowej organizacji, Planetary, która zajmuje się archeologią, ale w nietypowym wydaniu. Członkowie grupy odkrywają bowiem ukrytą historię naszego świata – penetrują mroczne zakątki Ziemi w poszukiwaniu sekretów, które mogą być bardzo niebezpieczne, gdy wpadną w niepowołane ręce. Dalsze przeznaczenie znalezionych informacji bywa różne, są albo ukrywane, albo eksplorowane dalej, na przykład w celu przekazania ich opinii publicznej, jednak w każdym przypadku rzecz tyczy się wiedzy, która od dłuższego czasu była niedostępna, a teraz może zmienić historię ludzkości.

Strony