Subiektywnie

Deadpool Classic, tom 1 – Fabian Nicieza, Rob Liefeld, Joe Madureira, Mark Waid, Ian Churchill i inni

Powrót do przeszłości

Maciej Rybicki

Jednym z najbardziej zauważalnych zjawisk na obecnym rynku komiksowym (i okołokomiksowym) jest rosnąca popularność Deadpoola. Najbardziej znany najemnik uniwersum Marvela doczekał się nie tylko gry komputerowej i filmu, ale także coraz większej liczby regularnych tytułów sobie poświęconych. Z polskiej perspektywy oznacza to, że na księgarnianych półkach pojawiła się sztandarowa seria pisana przez Briana Posehna i Gerry’ego Duggana, ale nie tylko… Idąc za ciosem, Egmont postanowił sięgnąć po klasyczne przygody Wade’a Wilsona pokazujące jego debiut na kartach komiksów. Czy jednak po przeszło ćwierćwieczu te historie wciąż mogą intrygować czytelników?

Ogień krzyżowy – Nancy Kress

Zimne ognie

Aleksander Księżopolski

„Ogień krzyżowy” miał być dla mnie remedium na głód prozy fantastycznej. Prozy z polotem i wizją, ale nieuciekającej od ważnych problemów. Seriale okazywały się za krótkie, gry za płytkie… Sięgnąłem zatem po powieść Nancy Kress z nadzieją na to, że zostanę porwany, a konflikt, którego miałem być świadkiem, zmusi mnie do błyskawicznego przewracania stron. Było inaczej.

Powieść Nancy Kress, autorki nagrodzonej między innymi Nebulą za – jak można wywnioskować z blurbów na skrzydełkach okładki – głębokich bohaterów i interesujące pomysły, faktycznie przedstawia ciekawy koncept, który ma potencjał na porywającą historię. Oto jesteśmy świadkami założenia pierwszej pozaziemskiej kolonii przez osoby prywatne, a nie państwa. Wymaga to połączenia sił kilku frakcji – korporacji Mira, plemienia Czejenów, rodziny Cutlerów, ruchu religijnego Nowych Kwakrów, muzułmańskiej rodziny królewskiej i Chińczyków, a także całego zastępu naukowców. Po niepokojącym epizodzie podczas lotu na docelową planetę , gdy sensory wykryły niezidentyfikowany obiekt latający, kolonizatorzy rozpoczynają budowę Mira City. I wszystko idzie dobrze do momentu, gdy napotykają obcą formę życia, nazwaną szybko Zwierzakami. Są oni humanoidalni, ale czy rozumni? Bohaterowie mają więcej pytań, ale nie trzeba długo czekać na odpowiedzi, bo pojawiają się inni, odpowiedzialni za całą sprawę obcy – Badyle. I dopiero tutaj, po tak przydługim wstępie, rozpoczyna się opowieść.

Problem trzech ciał – Cixin Liu

Ludzie jak insekty

Marcin Knyszyński

Cixin Liu w posłowiu do „Problemu trzech ciał” napisał, że „największe i najpiękniejsze dzieła w historii ludzkości nie zostały stworzone przez wędrownych bardów, dramaturgów czy powieściopisarzy, lecz przez naukę”. Nauka jest życiem Liu. Może przynieść zbawienie, może zapewnić ocalenie. Może odpowiedzieć na fundamentalne pytania. Nawet na takie: „Czy ludzkość zasługuje na istnienie”? Również Cixin Liu w pierwszej części swej trylogii jest na dobrej drodze, aby na nie odpowiedzieć. Na razie rozpoczyna tyradę.

Pięćdziesiąt lat temu w Chinach reżim Mao robi w końcu „porządek” z reakcyjnymi, antysocjalistycznymi elementami. Ye Wenjie, młoda astrofizyczka, jest świadkiem zabójstwa swego ojca przez rozszalałe zastępy rewolucyjnej Czerwonej Gwardii i na domiar złego zostaje oskarżona o konspirację przeciwko władzy. Oferta dożywotniego przeniesienia do tajemniczego ośrodka Czerwony Brzeg, będącego chińską wersją imperialistycznego SETI, w zamian za wyczyszczenie kartoteki zdaje się cudownym zrządzeniem losu. Ye Wenjie, coraz bardziej zniechęcona do swojego gatunku, bierze udział w wydarzeniach, które w przyszłości zmienią oblicze świata.

Prawie czterdzieści lat później fizyk Wang Miao, specjalista od nanotechnologii, zostaje oderwany od swojego epokowego projektu i zwerbowany przez bliżej niezidentyfikowaną wojskową jednostkę. Jego zadaniem ma być infiltracja organizacji Granice Nauki, której członkowie jeden po drugim popełniają samobójstwo. Jedynym powodem mogącym wytłumaczyć te wydarzenia jest stwierdzenie jeżące włos na głowie każdemu, kto w pełni zrozumie jego znaczenie: „Fizyka i jej prawa nie istnieją”. Oznaczać to może, że są tylko złudzeniem, porządkiem panującym chwilowo w naszym zakątku nieskończonego, wiecznie zmiennego, chaotycznego bezkresu nazywanego wszechświatem.

Spider-Man: Władza – Kaare Andrews, Jose Villarubia

Powrót mrocznego Pająka

Maciej Rybicki

Gdyby wśród fanów amerykańskiego komiksu zrobić szybką sondę na temat najbardziej wpływowego tytułu w historii, jestem niemal pewien, że w pierwszej trójce znalazłby się „Powrót Mrocznego Rycerza”. Historia stworzona przez Franka Millera i Klausa Jansona nie tylko położyła podwaliny pod poważne, mroczne ujęcie tematu superbohaterów, ale także wprowadziła model podstarzałego herosa, który wskutek rozmaitych zajść powraca do swej chwalebnej przeszłości. Tego typu rozwiązanie fabularne jest niezmiernie atrakcyjne dla czytelników i scenarzystów – stwarza bowiem ogromne możliwości tak w zakresie kreacji świata przedstawionego, jak i głównego bohatera. Obok wspomnianego już „Powrotu Mrocznego Rycerza” czy „Staruszka Logana” znakomitym przykładem komiksu, w którym wykorzystano powyższą konwencję jest „Spider-Man: Władza”.

Koniberki – Weronika Szelęgiewicz

Wiosna w Dolinie Koniberków

Anna Szumacher

„Krzaki głogu tworzące zagajnik na skraju łąki pokryły się już różowym kwieciem. W pewnej chwili, tuż przy ziemi, u ich korzeni dał się słyszeć szmer. Zamaskowane drzwiczki uchyliły się i ktoś powiedział: Już czas!
W głębi, pod ziemią, liczne głosy zaczęły powtarzać: Już czas! Już czas!”


Tak zaczyna się jedna z najbardziej urokliwych książek dla dzieci, jakie ostatnio pojawiły się na rynku. I to nie tylko ze względu na fabułę, ale również na fantastyczne ilustracje Anny Gensler, przy których z młodej piersi niemal co chwilę wyrywa się: „O rany, jakie to ładne!” A i niemłoda pierś poczuje trzepotanie serca na widok takiej feerii barw.

Czym jednak są tytułowe Koniberki, bo to właśnie ich życie opowiedziane zostało w książce Weroniki Szelęgiewicz? Cóż, to takie koniki. Bardzo, bardzo małe koniki, stąd bezpośrednie nawiązanie do koliberków. Sa tak malutkie, że mieszkają w kwiatach, a na powierzchnię wychodzą dopiero wiosną, by jesienią znowu zejść do swoich podziemnych domków i zapaść w sen zimowy. Z koliberkami łączy je jeszcze jedno: skrzydła. Każdy koniberek ma inne ubarwienie i inny kolor skrzydeł, a oczywiście im bardziej jest kolorowy, tym ładniejszy. I tu wracamy do ilustracji, które... a tak, może o fabule.

Anihilacja, tom 1 – Keith Giffen, Dan Abnett, Andy Lanning, Mitch Breitweiser, Kev Walker i inni

Kosmiczny Marvel

Maciej Rybicki

Gdy kilka lat temu na ekrany kin wchodzili „Strażnicy Galaktyki”, dla wielu miłośników komiksów było to odkrycie mało dotąd znanego zakątka uniwersum Marvela. Przez lata jedynymi wycieczkami w te rejony były wydane w „Mega Marvel” fragmenty „The Infinity War” i znakomity „The Herald’s Ordeal” z Silver Surferem w roli głównej. Dopiero ostatnie kilka lat przyniosło w tym zakresie zmianę – w WKKM pojawiły się m.in. „Tajne Wojny”, „Życie i Śmierć Kapitana Marvela” czy „Imperatyw Thanosa”, zaś Egmont zaproponował czytelnikom „Strażników Galaktyki” Briana Michaela Bendisa czy miniserię „Thanos Powstaje”. Nadszedł wreszcie czas na zaprezentowanie także najważniejszych crossoverów kosmicznej części marvelowskiego świata – przed Wami „Anihilacja”.

Alfred Hitchcock – Peter Ackroyd

Biografia mozaikowa

Adriana Siess

Po biografię Hitchcocka sięgnęłam ze swoistą ciekawością. Oto zdarzył się idealny moment, by przybliżyć sobie legendę kina, zajrzeć za kulisy życia mistrza grozy, poznać reżysera inaczej niż przez pryzmat jego filmowych dokonań. Zacząć znajomosć z synem sklepikarza, wspólnie przebrnąć przez lata kinowych triumfów i na koniec, po długiej podróży, towarzyszyć w odebraniu tytułu szlacheckiego. Zapowiadało się świetnie. Wypadło najwyżej przeciętnie.

Jakie jest prawdziwe zadanie biografa? Czy  to kolejno: zebranie wszystkich dostępnych źródeł, poukładanie ich w chronologicznej kolejności i streszczenie na kilkuset stronach własnej książki? Wydaje mi się, że Peter Ackroyd mógłby odpowiedzieć twierdząco. Dodałby pewnie także kilka słów na temat swoich niezwykle śmiałych odkryć dotyczących ukrytej natury Alfreda Hitchcocka. Dla przykładu przytoczę dwa zdania, które padły tuż po opisie standardowych przyzwyczajeń modowych reżysera (niemal identyczne, dobrze skrojone, ciemne garnitury): „Cenił sobie ograniczenia oraz narzucane przez nie porządek i dyscyplinę. Niemniej na fotografiach widać, że często pozwalał na to, by jeden z rogów kołnierzyka koszuli się zagiął – co może było wyrazem tęsknoty za wolnością”.

Deadpool. Wyzwanie Draculi – Brian Posehn, Gerry Duggan, Scott Koblish, Reilly Brown

Deadpool kontra mroczne siły

Maciej Rybicki

Nastały takie czasy, że wydawcy – także komiksowi – ze wszelkich sił starają się wzbogacić swoją ofertę także o nowe, nietypowe formy publikacji. W przypadku komiksów Marvela dobrym przykładem może być linia publikowanych elektronicznie, interaktywnych komiksów – Infinite Comics. Jedna z ciekawszych historii w niej wydanych nosiła tytuł „Deadpool: The Gauntlet Infinite Comic” z 2014 roku. Nie tylko została entuzjastycznie przyjęta przez fanów, ale okazała się także mieć spory wpływ na regularną serię o Najemniku z Nawijką. Wkrótce po premierze elektronicznej seria doczekała się więc tradycyjnego wydania papierowego pod lekko zmienionym tytułem – „Deadpool: Dracula’s Gauntlet”. I to właśnie ono zostało włączone do polskiej edycji regularnej serii „Deadpoola”.

Trzeba przyznać, że zabieg ujęcia „Wyzwania Draculi” w ramy cieszącego się sporą popularnością tytułu ma jak najbardziej sens. Przedstawione tu wydarzenia ( pokłosie pokazanego w zakończeniu tomu czwartego wyjazdu Wade’a do Europy) mają bowiem niebagatelny wpływ na to, co czeka czytelników w zbliżającym się wielkimi krokami albumie „Deadpool się żeni”. Warto przecież wiedzieć, skąd w życiu naszego bohatera wzięła się wybranka jego serca (jakkolwiek osobliwie by to nie brzmiało). „Wyzwanie Draculi” przynosi na to pytanie odpowiedź. Jest to też główny powód, dla którego warto po ten komiks sięgnąć. Jeśli bowiem chodzi o pozostałe przymioty, cóż… jest tak sobie.

Catwoman: Nie ma lekko – Ed Brubaker, Cameron Stewart, Javier Pulido i inni

Klasa wyższa

Marek Adamkiewicz

O tym, że Ed Brubaker umie prowadzić postaci kobiece, wiadomo nie od dziś. Amerykański scenarzysta udowodnił to między innymi w seriach „Fatale”, Velvet” czy właśnie w „Catwoman”. Pierwszy tom przygód Seliny Kyle to zresztą jeden z najjaśniejszych punktów wciąż rozrastającej się linii DC Deluxe. Bohaterka została w nim przedstawiona jako postać niejednoznaczna, rozdarta między złodziejskimi ciągotami a poczuciem obowiązku i odpowiedzialności za los mieszkańców gorszych dzielnic Gotham City. Wydawało się, że nie można ukazać Catwoman w ciekawszy sposób, ale, o dziwo, Brubaker pokazał, że nigdy nie jest tak dobrze, by nie mogło być jeszcze lepiej.

Główna zawartość „Nie ma lekko” to trzy łączące się z sobą historie. Po kradzieży diamentów Selina bawi się w dobroczynność. W jednej z dzielnic Gotham, dzięki jej zaangażowaniu, zostaje otwarty ośrodek dla lokalnej społeczności. Ktoś jednak sabotuje projekt i nie chce, by stał się on stałym elementem krajobrazu miasta. Wydarzenia szybko nabierają tempa, a ich konsekwencje są na tyle poważne, że Selina i inni bohaterowie będą potrzebowali sporo czasu, by sobie z nimi poradzić. Poza głównymi składowymi w tym opasłym tomie znajdziemy także kilka opowieści krótszych i mniej skomplikowanych. W jednej z nich zobaczymy, jak Catwoman próbuje oczyścić dobre imię swojej starej znajomej, w kolejnej będziemy świadkami pewnego ryzykownego napadu, w jeszcze innej zaś przedstawiono nam bohaterkę widzianą oczami innych. A to wcale nie koniec atrakcji.

Niewidzialne potwory – Chuck Palahniuk

Imitacje

Marcin Knyszyński

To mógł być debiut Chucka Palahniuka. „Niewidzialne potwory” to jego pierwsza powieść , wydana jednak dopiero jako trzecia, uratowana przed zapomnieniem w szufladzie na fali popularności dwóch poprzednich. Jest to bardziej kontrowersyjna i rozgorączkowana wersja „Fight Clubu”, większy fabularny kolaż i eksperyment narracyjny niż „Rozbitek”. Formalnie mocniej i odważniej, ideowo jednak bardziej chaotycznie i mniej spójnie. Chuck Palahniuk i jego pierwszy skowyt, któremu dane było w końcu zabrzmieć w świecie.

Narratorką powieści jest wzięta modelka, której kariera gwałtownie się załamuje. Miała wszystko, uśmiechała się z okładek magazynów, biły się o nią domy mody, była uosobieniem marzenia wielu młodych dziewcząt. Miała chłopaka, agenta policji, którego kochała całym sercem. Miała przyjaciółkę – również modelkę – z którą brała udział w najbardziej prestiżowych sesjach zdjęciowych. Pocisk, który przebija szybę samochodu i odrywa jej dolną szczękę, zmienia całkowicie jej dotychczasowe życie. Koniec kariery, ból, szpital, strach przed lustrem i alienacja. Chłopak zostawia ją dla jej najlepszej przyjaciółki, praktycznie koniec świata.

Równolegle z tą historią poznajemy też wydarzenia późniejsze. Narratorka, zasłonięta szczelnie woalką, gna przez Stany Zjednoczone wraz z dwoma indywiduami:  transseksualistką Brandy oraz pewnym mężczyzną, któremu z niezrozumiałych z początku przyczyn obie „panie” dosypują estrogen do napojów, aby wyzwolić w nim „kobietę”. Ich eskapada to amok, kradzieże w bogatych willach wystawionych na sprzedaż, ciągłe narkotyczne odloty i perwersyjny seks. Istne wariactwo, bunt przeciw wszystkiemu i wszystkim, a najbardziej przeciw samemu sobie.

Strony