Komunikat o błędzie

  • Nie udało się utworzyć pliku.
  • Nie udało się utworzyć pliku.

Subiektywnie

Avengers. Impas. Atak na Pleasant Hill – Gerry Duggan, Nick Spencer i inni (scenariusz), Ryan Stegman, Marcus To i inni (rysunek)

Kapitan Ameryka i żony ze Stepford

Jagoda Wochlik

W przededniu jednej z najbardziej oczekiwanych premier tego roku, mowa tu oczywiście o „Avengers: Endgame”, Egmont proponuje nam komiks „Avengers. Impas. Atak na Pleasant Hill”. Tom liczy sobie 420 stron i zawiera komplet wszystkich zeszytów składających się na daną historię. Jest to pierwszy crossover w ramach serii „Marvel Now 2.0”, stworzony w ramach celebracji 75 rocznicy powołania do życia Kapitana Ameryki – jednego z najsławniejszych herosów Marvela. Wydarzenie rozpisano w sumie na 16 zeszytów tworzonych wspólnie przez siedmiu scenarzystów i kilkunastu rysowników.

Maria Hill, obecna szefowa Shield, postanawia zbudować nietypowe więzienie dla najbardziej niebezpiecznych superłotrów. Ma to jednak być więzienie bez krat. Tworzy miasteczko Pleasant Hill, spełnienie amerykańskiego snu. Trafiają tam kryminaliści pozbawieni przez Hill wspomnień i tożsamości. Gdy dowiaduje się o tym Steve Rogers, który nie przyjmuje już serum superżołnierza i znacznie się postarzał, postanawia działać i powstrzymać nadużywającą uprawnień dyrektorkę. Pech chce, że tego samego dnia przebudzeni złoczyńcy postanawiają się zbuntować.

Czwórka z Baker Street. Tom 1 Tajemnicze porwanie – Jean-Blaise Djian, Olivier Legrand, David Etien

Pomocnicy Holmesa

Jagoda Wochlik

„Tajemnicze porwanie” to pierwsza część cyklu dla młodych czytelników „Czwórka z Baker Street”. Seria, którą piszą Jean-Blaise Djian („Wielki Martwy”) oraz Olivier Legrand, a ilustruje David Etien („W poszukiwaniu płatka czasu”) luźno nawiązuje do postaci jednego z najsłynniejszych detektywów wszech czasów, stworzonego przez Arthura Conana Doyle’a, Sherlocka Holmesa. Wiemy, że czasami korzystał on z usług małych uliczników i gazeciarzy podczas rozwiązywania swoich spraw. Trójkę takich dzieci, „pracowników” Holmesa, poznajemy w „Tajemniczym porwaniu”.

Tom jest nastolatkiem, zatem nic dziwnego, że właśnie przeżywa pierwszą miłość. Obiektem jego zainteresowania jest młoda, śliczna kwiaciarka. Dziewczyna nieoczekiwanie zostaje porwana. Chłopak i jego przyjaciele udają się po pomoc do Holmesa, ale dowiadują się od pani Hudson, że ten akurat wyjechał. Młodzi muszą wszcząć własne śledztwo.

Zagadka kryminalna nie jest tu specjalnie wyszukana, ale  młodszym odbiorcom, do których opowieść jest ewidentnie skierowana, powinna się podobać. Akcja płynie wartko, nie pozwala się nudzić. Na dodatek wraz z bohaterami możemy zwiedzić różne zakątki Londynu – od zamożnych dzielnic po zaułki, gdzie diabeł mówi dobranoc.

Jak dowiadujemy się z przemowy do tekstu, Legrand ma sporą wiedzę o epoce wiktoriańskiej, czasach działalności Sherlocka Holmesa. Rzeczywiście ją tu widać, choć biorąc pod uwagę, że jest to jednak scenariusz dla dziesięcioletnich i nieco starszych odbiorców, pewnie nie mógł się nią w pełni popisać.

Warto także zwrócić uwagę na kadry stworzone przez Davida Etiena. Rysownik wykonał kawał dobrej roboty, ożywiając na swoich planszach XIX-wieczny Londyn. Gdyby nie jego ilustracje, komiks nie miałby nawet połowy swojego uroku. Razem z bohaterami zwiedzimy bogate domy i podejrzane spelunki, będziemy się włóczyć po gwarnych ulicach i uciekać przed rozpędzonymi dorożkami. Do reputacji miejsc, które odwiedzają dzieciaki dopasowano nawet kolorystykę. Wszystko robi naprawdę spore wrażenie.

Marvel. Superbohaterki. 65 kobiet, które zmieniły losy wszechświata – Lorraine Cink, Alice X. Zhang

Superbohaterki i szklany sufit

Jagoda Wochlik

Kobiety są dyskryminowane w bardzo wielu dziedzinach życia. W pracy, w przestrzeni społecznej, w polityce. Medium, jakim jest powieść graficzna, nie stanowi  żadnego wyjątku. Mimo obecności w komiksach takich postaci jak Wonder Women,  u podstaw narodzin której leżał feminizm i przekonanie, że kobiety są wartościowymi członkiniami społeczeństwa, przez lata występowały raczej w roli pomocnic komiksowych protagonistów niż pełnoprawnych heroin, które zasługiwały na własną historię.  Lorraine Cink zdecydowała się zebrać 65 bohaterek Marvela, które miały wpływ na losy wszechświata.

„Marvel. Superbohaterki. 65 kobiet, które zmieniły losy wszechświata” to zbiór encyklopedycznych biogramów, w których przedstawiane są sylwetki – życiorysy i osiągnięcia wybranych heroin Marvela. Każda z notatek to przekrój przez komiksową historię danej postaci. W książce znajdziemy między innymi sylwetki kapitan Marvel, Scarlet Witch, dziewczyn z Runaways, Czarnej Wdowy, Spider Gwen, agentki Carter, Shuri.

„Marvel. Superbohaterki” w swojej budowie przypomina „Encyklopedię Avengers”, ale jest w tej książce znacznie więcej serca. To właściwie historia wielu komiksów z bohaterkami w pigułce. Bardzo mi się podoba przekaz tej pozycji. Poprzez ukazanie różnych postaci autorka udowadnia, że warto być sobą, że dochodzenie do wielkości wymaga wielu lat ciężkiej pracy. Książka pokazuje dziewczynkom, że mogą lubić naukę, że warto stawiać na rozwój własnych umiejętności. Przekazuje też, że powinny dążyć do stworzenia świata, w którym są traktowane na równi z chłopcami, bo wcale nie są od nich gorsze. Dowiemy się, że nic nie ma nic złego w szukaniu pomocy u przyjaciół lub mentorów oraz że popełnianie błędów to rzecz ludzka (a nawet superbohaterska). Chodzi tylko o to, jak się po tych błędach podnosimy. Również chłopcy sporo wyniosą z tej pozycji, gdyż jest ona ciekawą i niebanalną lekcją na temat tego, w jaki sposób dążyć do równouprawnienia.

Kwiaty dla Algernona – Daniel Keyes

Porażający blask

Marcin Knyszyński

Wydawnictwo Rebis wystartowało w kwietniu z nową serią wydawniczą, zatytułowaną „Wehikuł czasu”. I od razu z grubej rury – „Kwiaty dla Algernona” Daniela Keyesa to powieść znakomita, wymieniana często jako jedna z najważniejszych w historii gatunku. Wydana pierwotnie w 1966 roku i nagrodzona od razu Nebulą, jest tak naprawdę rozwinięciem krótkiego opowiadania autora z 1959 roku, które również zdobyło ważną nagrodę literacką – Hugo. Poznajmy Charliego Gordona.

Doktur Sztros muwi ja mam pisać co myślę i pamientam i fszystko co sie mi dziać od dziś. Nie wiem po co ale doktur muwi że czeba to oni zobaczo czy sie nadam. Hciałby sie nadać bo pani Kinnian muwi że może ja zmondżeć. A ja chce zmondżeć. Jestem Charlie Gordon pracuje w piekarni pana Donnera pan Donner daje mi 11 dolary na tydzień i hleb i ciasto jak hce. Mam 32 lat i nastempny miesionc urodziny:– dokładnie tak zaczyna się powieść Keyesa, którą w Polsce można przeczytać w przekładzie Krzysztofa Sokołowskiego. Wspominam o tłumaczeniu nie bez przyczyny – specyficzna narracja oryginału jest kluczowa dla całego wydźwięku powieści. Pełne błędów, niezręcznie konstruowane zdania w miarę upływu czasu stają się poprawne i klarowne. Dlaczego?

„Kwiaty dla Algernona” to dziennik zapisywany przez wspomnianego Charliego, niedorozwiniętego umysłowo pracownika piekarni. Zdecydował się on wziąć udział w pionierskim eksperymencie, mającym na celu zwiększenie inteligencji. Wcześniej ten „espermint” przeprowadzono na białej myszy nazwanej Algernonem, której inteligencja, mierzona specjalnie przygotowywanymi testami laboratoryjnymi, wzrosła niepomiernie. Charlie jest pierwszym człowiekiem, który weźmie udział w takim doświadczeniu. Nadzieje są wielkie – w końcu czy Charlie ma cokolwiek do stracenia? Może w końcu będzie „normalny”, może będzie mógł uczestniczyć w tych wszystkich niezrozumiałych do tej pory rozmowach, przy których milczał z pustym wyrazem twarzy? Może w końcu będzie miał przyjaciół?

The Wicked + The Divine. Tom 3: Komercyjne samobójstwo – Kieron Gillen, Kate Brown i inni

Boska zadyszka

Marek Adamkiewicz

Pisana przez Kierona Gillena i rysowana przez Jamiego McKelviego seria była do tej pory co najmniej intrygująca. Jej dwie pierwsze odsłony miały potencjał, by jasno zaświecić na popkulturowym firmamencie, przynosząc coś stosunkowo świeżego (a przynajmniej niewykorzystywanego niezliczoną ilość razy). Podtrzymanie tej całkiem niezłej formy było wyzwaniem dla twórców na trzeci tom. Próba okazała się  zbyt trudna – „Komercyjne samobójstwo” jest bowiem na tę chwilę zdecydowanie najsłabszą częścią „The Wicked + The Divine”.

Po wydarzeniach zaprezentowanych w „Fandemonium” przyszedł czas na złapanie oddechu i poznanie nieco większej ilości szczegółów na temat członków Panteonu. Tym samym centralnymi postaciami stają się bogowie, a czytelnicy mają okazję poznać motywacje Odyna, Sachmet, Morrigan i innych. Kto stoi za zabójstwem Lucyfera? To pytanie wymaga nie tylko szybkiej odpowiedzi, ale także zastanowienia się nad kwestią komu można zaufać i czy taka osoba w ogóle istnieje.

W trzecim tomie „The Wicked + The Divine” autor stara się nieco zmienić dotychczasową formułę i w kolejnych rozdziałach koncentruje się raczej na poszczególnych bóstwach. W paru przypadkach otrzymujemy próbę nieco głębszej charakterystyki tych postaci, co miało zostać osiągnięte na przykład poprzez zaprezentowanie nam początków obecnych wcieleń członków Panteonu. Czy zabieg okazał się udany? Niestety niespecjalnie. Pobudki kolejnych bogów wydają się dość wydumane – ich motywacja nie jest szczególnie przekonująca, a rozterki, jakie przeżywają, przywodzą na myśl jakąś nadprzyrodzoną wersję „Mody na sukces”. Liczy się duma, pozycja i nieskrępowana niczym zabawa. O tym wszystkim wiedzieliśmy jednak już wcześniej, powtarzanie tych informacji w kolejnym tomie z rzędu jest bezcelowe.

Ćma – Jakub Bielawski

Innego końca świata nie będzie

Marcin Knyszyński

Na samym początku tego roku w środowisku miłośników literackiego horroru w Polsce zrobiło się głośno o Jakubie Bielawskim. Wydawnictwo Phantom Books Horror wydało „Słupnika” – zbiór opowiadań wspomnianego autora. Były to teksty mocno osadzone w estetyce weird fiction i ściśle powiązane pewną charakterystyczną filozofią. Entuzjastyczne przyjęcie przyspieszyło premierę debiutanckiej powieści Bielawskiego – już za kilka dni w księgarniach pojawi się „Ćma”. Wracamy na Dolny Śląsk.

Akcja toczy się w miejscu pogrążonym w tej samej ciemności, która padała na Wałbrzych w „Ciemno, prawie noc”, głośnej powieści Joanny Bator. Góry Sowie, mroczne szczyty emanujące niewytłumaczalną grozą i przytłaczające swą intensywną obecnością, rzucają cień na dwa miasta. Jedno malutkie, szare i smutne, z ludźmi skazanymi na życie, którzy, przy blasku szklanej pogody, odliczają ponure godziny do kolejnego niechcianego poranka. Drugie trochę większe, niby mniej smętne, bo bardziej „światowe” – ale w sumie identyczne. Między nimi, wte i wewte, kursują stare, śmierdzące autobusy z zaplutymi, pociętymi nożem siedzeniami – podróże nimi stają się sensem życia dwóch bohaterek.

W mieście mniejszym, razem z mówiącą w praktycznie obcym języku babcią, mieszka Kaja – uzależniona od nikotyny, zbuntowana przeciwko całemu światu nastolatka. Odizolowana od ludzi przyrośniętymi do uszu słuchawkami i wysoko wzniesionym, środkowym palcem, jedyne ukojenie znajduje w kolejnych Harnasiach, wypijanych w dzikich, leśnych ostępach. W mieście większym, razem z udającymi szczęśliwe małżeństwo rodzicami, mieszka Nina – jedna z tych „popularnych dziewczyn”, za którymi biegają nastoletni durnie, liczący na co nieco po kilku głębszych. Alkoholowe libacje są sposobem na wypełnienie coraz większej wewnętrznej pustki.

Paper Girls 5 – Brian K. Vaughan, Cliff Chiang

Paper Girls 5

Jagoda Wochlik

Serię „Paper girls” tworzą wspólnie utalentowany scenarzysta Brian K. Vaughan oraz rysownik Cliff Chiang. Opowieść o gazeciarkach z Cleveland otrzymała aż trzy nagrody Eisnera – w 2015 roku dla najlepszej serii i rysownika, a rok później uhonorowano także kolorystę, Matta Willsona. W Polsce komiksy ukazują się nakładem Non Stop Comics od 2017 roku. Piąty tom to zbiorcze wydanie zeszytów 21-25.

Brian K. Vaughan to niewątpliwie scenarzysta o dużym talencie. Tworzył zarówno dla DC, jak i dla Marvela. „Runways”, jego serię o grupce nastoletnich bohaterów, uważam za jedną z największych perełek superbohaterskiego odłamu komiksów. Cliff Chiang również może pochwalić się niezłym dorobkiem. Rysował komiksy o Batmanie, Zielonej Strzale, Archiem, Ms. Marvel. Można sądzić, że taki duet zagwarantuje sukces każdej serii, za którą się zabierze. Czy tak jest rzeczywiście?

Gazeciarki zaczynają powoli przyzwyczajać się do podróży w czasie. Wreszcie jednak wpadają na to, jak wrócić do domu. Zanim to nastąpi, planują skorzystać z technologii przyszłości, by wyleczyć Mac z białaczki.

Czytelnicy moich poprzednich recenzji pamiętają zapewne, że nie jestem miłośniczką „Paper girls”. O ile „Runways” tego samego scenarzysty pokochałam, o tyle historia grupki dziewcząt z Cleveland, które zostają wciągnięte w wir podróży w czasie, zupełnie nie przypadła mi do gustu. I choć, przyznaję, czyta się to znacznie lepiej, odkąd co nieco zaczęło się wyjaśniać, to nadal uważam, że „Paper girls” to przerost formy nad treścią. Seria ubrana w płaszczyk SF ani nie mówi nam nic istotnego o dzisiejszym świecie, ani też nie przedstawia żadnej nowej i ciekawej wizji przyszłości. Owszem, podobnie jak „Stranger things” (a ostatnio także „Ready Player One”) gra na nutce nostalgii, ale to moim zdaniem nieco za mało, by uważać ją za tak kultową, jak próbuje się nam to sprzedać.

Jazz Maynard – Raule, Roger

Cały ten Jazz

Marek Adamkiewicz

Nie powiem, żebym był wielkim fanem i znawcą kontynentalnego komiksu europejskiego. Rzadko mam z takowym styczność, a w moje ręce częściej trafiają tytuły amerykańskich i brytyjskich scenarzystów. Jasne – jest znakomity do pewnego momentu „Thorgal”, który towarzyszy mi przez większą część życia i jest w dodatku jednym z moich najukochańszych dzieł popkultury, ale poza tym ten temat prezentuje się u mnie dość słabo. Od czasu do czasu dobrze  jednak spróbować poszerzyć trochę horyzonty i posmakować czegoś nowego, bo to, czego się nie zna, także może się okazać czymś wartościowym.

Główny bohater to włamywacz, który choć posługuje się swoistym kodeksem honorowym, będąc przy tym prawdziwym gentlemanem, nadal jest przestępcą. Jazz wraz ze swoją siostrą wraca, a właściwie ucieka z USA do rodzinnej Barcelony, gdzie z miejsca wpada w poważne kłopoty. Szybko okazuje się, że przeszłość nie zamierza zostawić Maynarda w spokoju. Dawni znajomi wykorzystują posiadane haki, by skłonić go do uczestnictwa w ryzykownym skoku. Co więcej, miastem rządzą skorumpowane elity, a Jazz może pomóc w ich zdemaskowaniu. Żeby tak się jednak stało, musi wyjść żywy z innych niebezpiecznych okoliczności.

W tym konkretnym wydaniu „Jazz Maynard” ukazały się zbiorczo trzy krótsze, prawie pięćdziesięciostronicowe albumy traktujące o przygodach naszego bohatera. Fabuła jest wyraźnie podzielona na trzy części, co rodzi pytanie – czy to dobry zabieg? Według mnie w niczym to przy lekturze nie przeszkadza – każdy segment traktuje co prawda o innej przygodzie Jazza, ale wszystkie są ułożone chronologicznie i mają wyraźnie zaznaczone powiązania. Czyli jeśli spojrzymy na wszystko całościowo, z łatwością dostrzeżemy główną linię fabularną, co wydaje się być rozwiązaniem optymalnym.

Hellblazer. Tom 1 – Brian Azzarello i inni

Constantine za oceanem

Marcin Knyszyński

Większość miłośników komiksu prawdopodobnie słyszała o Johnie Constantinie – facecie w szarym prochowcu, którego spowijają kłęby papierosowego dymu. „Hellblazer”, pierwsza, trzystuodcinkowa seria z tym bohaterem w roli głównej, ukazywała się od stycznia 1988 roku do kwietnia 2013 roku i przez całe to ćwierćwiecze była flagową pozycją imprintu DC Vertigo. Pod koniec pierwszej dekady obecnego wieku „Hellblazer” zawitał do Polski – mieliśmy wtedy okazję poznać jego przygody napisane przez Gartha Ennisa, autora znakomitego „Kaznodziei”. Teraz John Constantine powraca nad Wisłę – wydawnictwo Egmont rozpoczyna jeden z kilku zapowiadanych runów „starego” „Hellblazera” od Vertigo – na początek Brian Azzarello.

Kim jest John Constantine, którego kojarzymy już nie tylko z komiksu, ale i z adaptacji – filmowej oraz serialowej? To Anglik z Liverpoolu, urodzony w 1953 roku. Ten potomek starego rodu magów zadebiutował w komiksie w 1985 roku – w trzydziestym siódmym numerze „Sagi o potworze z bagien” autorstwa Alana Moore’a. Na co dzień zajmuje się egzorcyzmami, paranormalnymi śledztwami, naukami tajemnymi, walką z demonami różnej maści i stopniowym przywoływaniem tylko jednego potwora – raka płuc. Jest rasowym antybohaterem, cynicznym twardzielem, niebezpiecznym dla otoczenia i bardzo dwuznacznym moralnie, zapijaczonym łajdakiem. John, co jest ewenementem w długodystansowych seriach komiksowych, starzeje się w realnym czasie, upływającym wraz z kolejnymi odcinkami serii. Brian Azzarello zabiera nas do roku 2000 – Constantine ma czterdzieści siedem lat i ląduje w pace.

Milczysz, moja śliczna – Rhys Bowen

Milczysz, moja śliczna

Jagoda Wochlik

„Milczysz, moja śliczna” jest siódmym tomem cyklu o prywatnej detektyw Molly Murphy, w skład którego wchodzą także „Prawo panny Murphy”, „Śmierć detektywa”, „Do grobowej deski”, „Pieniądze to nie wszystko”, „O mój ukochany” oraz „Dublin, moja miłość”. Są to kryminały retro, dziejące się na początku XX wieku, napisane przez Rhys Bowen.

Molly Murphy ma ręce pełne roboty. Żydowska rodzina wynajmuje ją do sprawdzenia kandydata na męża ukochanej córki, podczas przechadzki z absztyfikantem po Central Parku natyka się na ciało nieprzytomnej kobiety, której postanawia pomóc, zostaje również zatrudniona do ochrony pewnej znanej aktorki, właśnie wystawiającej nową sztukę. Znajoma prosi ją także o zbadanie sprawy zaginięcia jej bliskiego krewnego.

Choć jest to już siódma część cyklu, a ja nie czytałam żadnej z poprzednich, prawie w niczym mi to nie przeszkadzało. Owszem, autorka odwołuje się do fabuły wcześniejszych tomów, gdyż losy głównych bohaterów zachowują ciągłość, jednak nie utrudnia to poznawania nowej historii.

„Milczysz, moja śliczna” ma szeroko rozbudowane tło obyczajowe. Przede wszystkim przewodnim tematem jest tu walka kobiet o niezależność i możliwość dołączenia do świata mężczyzn. Starania takie czyni zarówno Molly, jak i pojawiająca się w książce pierwsza detektyw w nowojorskiej policji – Sabella Goodwen. Możemy dowiedzieć się, jak na początku XX wieku wyglądało środowisko aktorów na Broadwayu, wnętrze szpitala psychiatrycznego i zachowanie personelu wobec pacjentów. Na dodatek autorka chętnie korzysta z autentycznych postaci. Wspominany zostaje Zygmunt Freud, a jedną z ważnych postaci w tym tomie jest Nellie Bly – pierwsza dziennikarka śledcza, kobieta, która dała się zamknąć w szpitalu dla umysłowo chorych, by opisać tamtejsze warunki i sposób traktowania pacjentów.

Strony