Subiektywnie

Niezwyciężony Iron Man – Brian Michael Bendis, Mike Deodato Jr., David Marquez

Niezwyciężony Iron Man

Jagoda Wochlik

Iron Man to obecnie jeden z najpopularniejszych bohaterów Marvela. Doczekał się trzech solowych produkcji kinowych, wystąpił też w kilku filmach zbiorowych. Przez lata swojego istnienia dorobił się nieprzebranych przygód, szeregu wrogów i problemów alkoholowych. „Niezwyciężony Iron Man” to najnowsza odsłona przygód tego bohatera w języku polskim. Tom zbiera czternaście zeszytów napisanych przez Briana Bendisa tuż przed jego odejściem do DC, gdzie przejął serię o Supermanie.

Firma Tony’ego Starka ma poważne kłopoty finansowe. Tony nie ma jednak czasu, by jakoś próbować je ogarnąć, gdyż w jego życiu po raz kolejny pojawia się Madame Masque. Trop prowadzi do Osaki, gdzie przebywa kobieta, która posiada moc władania technologią.

Zabierając się za czytanie, sądziłam, że będzie to komiks podobny do tych, jakie wychodzą obecnie w serii „Marvel Now 2.0”, ale okazało się, że „Niezwyciężony Iron Man” to kawał naprawdę niezłej roboty. Przede wszystkim jest naprawdę zabawny. Cała historia skrzy się od dowcipu. Nie jest naładowana tą ilością niepotrzebnego i nieznośnego patosu, którym potrafią być oblane superbohaterskie opowieści. Poza tym w komiksie wyjaśnione zostają niektóre kwestie, do których nawiązują potem inne serie, jak choćby dlaczego Tony Stark zatrudnił Mary Jane Watson. Ta wiedza sprawiła, że pewne puzzle z innych serii, które do tej pory nie pasowały, wskoczyły na swoje miejsce. Dużym plusem całej serii są także bohaterowie. Pojawia się wiele znanych i lubianych postaci. Oprócz Tony’ego obecna będzie wspomniana już MJ, Spider-Man, War Machine czy Doktor Doom (tutaj w nietypowej dla siebie roli).

Invincible. Tom 4 – Robert Kirkman, Ryan Ottley

Space-soap opera

Marcin Knyszyński

Seria „Invincible” ze scenariuszem Roberta Kirkmana i rysunkami Ryana Ottleya wyróżnia się pod pewnym względem na tle innych. Jest to bowiem jedna, długa historia, której kolejne odcinki są tak mocno powiązane fabularnie z wszystkimi poprzednimi, że wejście w nią w dowolnie wybranym momencie jest praktycznie niemożliwe. Dlatego też osoby, które nie znają „Invincible’a”, nie powinny zaczynać czytania od innego tomu niż pierwszy. Również dlatego recenzja ta jest przeznaczona tylko dla tych, którzy znają trzy pierwsze tomy.

Seria o „Niezwyciężonym” liczy aż sto czterdzieści cztery odcinki. Rozpoczynając tom czwarty, jesteśmy mniej więcej w jednej czwartej drogi do finału. Naprawdę nie sposób pozbyć się wrażenia, że Kirkman miał całościowy plan na tę serię już w na samym początku. Mark „Invincible” Grayson został wbrew swojej woli mianowany następcą swego ojca, Omni-Mana, i ma zająć się przygotowaniem gruntu pod inwazję Viltrumian na Ziemię. Ojciec Marka zostaje uwięziony gdzieś w odległym zakątku galaktyki a on sam przywozi na naszą planetę swego przyrodniego brata, Oliviera, który rośnie jak na drożdżach i pewnie niedługo objawi nadludzkie moce. Invincible i jego towarzysze, Strażnicy Planety, walczą z najróżniejszymi pomniejszymi superłotrami, przeczuwając, że prawdziwe zagrożenie dopiero nadejdzie. Ale bohater, oprócz tego, że jest najpotężniejszą istotą na Ziemi, jest również nastolatkiem z college’u. Ma dziewczynę, kumpli i codzienne problemy – Robert Kirkman poświęca „ludzkiej” stronie Invincible’a więcej czasu niż inni twórcy komiksów superbohaterskich.

Gwiezdny zamek 4. Francuz na Marsie – Alex Alice

Gwiezdny zamek

Jagoda Wochlik

Alex Alice, francuski scenarzysta i ilustrator komiksowy, może być znany polskiemu czytelnikowi z serii, którą stworzył z Xavierem Dorisonem, zatytułowanej „Trzeci testament”. Tamte komiksy, należące do gatunku fantasy i adresowane do dorosłego czytelnika, osadzone były w średniowiecznej Europie i opowiadały o losach tytułowego trzeciego manuskryptu, księgi w której Bóg objawił swoje tajemnice. Tym razem Alex Alice samodzielnie napisał i zilustrował komis przeznaczony dla młodszych odbiorców.

Bohaterem „Gwiezdnego zamku” jest młody odkrywca i badacz przestworzy, Serafin, który tym razem wyrusza w wyprawę na Marsa, by odnaleźć swojego ojca, z którym został rozdzielony we wcześniejszych tomach rozdzielony. Towarzyszy mu, tak jak poprzednio, dwoje jego młodych bawarskich przyjaciół – Zofia i Hans.

Alex Alice odwołuje się w swoim „Gwiezdnym zamku” do najlepszych tradycji francuskiej literatury popularnej. Czuć tu ducha historii napisanych przez Juliusza Verne’a. Znajdziemy charakterystyczną dla jego twórczości opowieść o fantastycznej wyprawie (w tym przypadku na Marsa), niesamowita machinę, którą podróżują bohaterowie oraz opowieść przygodową, której nie powstydziłby się autor „80 dni dookoła świata”.

Na dodatek Alice umieścił w swoim komiksie autentyczne postaci i miejsca. Na kartach jego opowieści spotkamy Ludwika Bawarskiego oraz Ottona Bismarcka. Zadbał także o realizm miejsc i zgrabnie połączył to wszystko z futurystyczną estetyką scen przedstawiających eksploatację przestrzeni na Marsie.

Kadry w „Gwiezdnym zamku” są bardzo przyjemne dla oka. Alice zdecydował się bowiem na jasne, pastelowe i ciepłe kolory. Przez to jego opowieść robi się nieco bajkowa, oniryczna. Właściwie kadrom „Francuza na Marsie” bliżej do obrazów niż komiksowych rysunków.

„Francuz na Marsie” to opowieść w duchu książek Juliusza Verne’a. To komiks przeznaczony przede wszystkim dla młodszej młodzieży, ale myślę, że i dorośli, którzy przepadają za opowieściami o fantastycznych przygodach, znajdą w nim coś dla siebie.

Batman. Tom 5: Zaręczeni – Tom King, Joelle Jones, Clay Mann i inni

Wieczór panieńsko-kawalerski

Marek Adamkiewicz

Kadencja Toma Kinga na stanowisku scenarzysty „Batmana” nie była do tej pory szczególnie udana. Na cztery zbiorcze tomy ledwie jeden okazał się naprawdę dobry, pozostałe trzy balansowały gdzieś na granicy przeciętności i słabizny. Taki stan rzeczy był, muszę przyznać, dość zaskakujący, wszak King pisać potrafi, co udowodnił chociażby w nie tak dawno wydanym u nas w ramach linii Marvel Now 2.0 komiksie „Vision”. Ale wracając do „Batmana” – mimo początkowej mizerii w poprzedniej odsłonie przygód Nietoperza zauważyłem wyraźne symptomy zwyżki formy, można było więc powoli zapomnieć o słabej trylogii „Jestem…” i mieć nadzieję, że dobra passa zostanie utrzymana także w „Zaręczonych”.

Pierwszy, trzyzeszytowy i tytułowy story-arc opowiada o wyprawie Batmana i Catwoman do dalekiego Kadymu. Tam bohaterowie chcą uwolnić przyjaciółkę Seliny, Holly, co może pomóc w oczyszczeniu dobrego imienia panny (jeszcze) Kyle. Sęk w tym, że na drodze stoi armia zabójców szkolonych przez najlepszą z nich, Talię Al-Ghul. W kolejnej składowej poznamy nieco więcej szczegółów na temat relacji między Batmanem a Supermanem, później będziemy świadkami pełnego napięcia spotkania Nietoperza i Kotki, a na koniec zobaczymy jedną z wersji ich wspólnej przyszłości.

Batman nader często uczestniczy w wydarzeniach mających ogromny wpływ na świat przedstawiony. Rozbuchane fabuły, wielkie zagrożenia, globalne spiski – tego w życiu bohatera nie brakuje. Czasami jednak przychodzi czas, by pokazać jego bardziej kameralne oblicze. Takie widzimy w „Narzeczonych”. Bo choć nie brakuje tu momentów, w których Gacek musi się wykazać, to w każdej z zamieszczonych tu opowieści chodzi o coś bardziej przyziemnego niż zazwyczaj. W mojej opinii jest to naprawdę odświeżający manewr, przydatny zwłaszcza w kontekście tego, że tych bat-sensacyjniaków mieliśmy ostatnimi czasy aż za dużo.

Thorgal – Młodzieńcze Lata. Sinozęby – Yann le Pennetier, Roman Surżenko

Thorgal

Jagoda Wochlik

Thorgal jest już dziś kultową postacią. Stworzyli go belgijski scenarzysta Jean Van Hamme i polski rysownik Grzegorz Rosiński. Perypetie wojowniczego wikinga szybko stały się na tyle popularne, że na ich podstawie powstały nawet trzy serie poboczne – jedna opowiadająca o młodości Thorgala, druga poświęcona czarodziejce Kriss de Valnor, którą wiking spotkał w trakcie swoich przygód, trzecia zawierająca przygody Louve, córki Thorgala mającej dar porozumiewania się ze zwierzętami. Właśnie ukazał się najnowszy tom serii „Młodzieńcze lata Thorgala” zatytułowany „Sinozęby”.

Gandalf Szalony wysyła wikingów ze swej osady pod dowództwem swojego syna, by odnaleźli i przywieźli do domu jego córkę, Aaricię. Thorgal, który jest do młodej kobiety bardzo przywiązany, postanawia w niej uczestniczyć.

W najnowszej odsłonie przygód młodego wikinga akcja toczy się na trzech płaszczyznach. Jeden wątek dotyczy wyprawy ratunkowej, drugi związany jest z poselstwem władcy Bag Dadhu do władcy wikingów, tytułowego Siniozębego, trzecia dotyczy samej Aarici, która postanawia uciec z niewoli.

Przyznać trzeba, że najnowsza odsłona przygód Thorgala jest znacznie ciekawsza od poprzednich. Choć nadal uważam serię „Młodzieńcze lata Thorgala” za raczej słabą, tak ten tom całkiem mi się podobał. Przede wszystkim znalazło się w nim bardzo dużo odwołań do wierzeń i tradycji wikingów (wspomniany zostaje chociażby „krwawy orzeł”). Poza tym pojawiają się też inne ludy, na przykład ten ewidentnie wzorowany na Arabach. Poszerzenie świata przedstawionego o nowe miejsca bardzo tej historii pomogło.

Rysunki nadal pozostają na bardzo dobrym poziomie. Świat wikingów żyje, mieni się kolorami, zachwyca. Choć Grzegorz Rosiński nie ma z poboczną serią nic wspólnego, rysunki Surżenki bardzo przypominają jego styl i nawiązują do głównego cyklu.

BBPO. Piekło na Ziemi. Tom 2 – Mike Mignola i inni

Świat idzie do diabła

Marcin Knyszyński

Egmont poszedł za ciosem i po dwóch miesiącach wydał drugi tom „B.B.P.O. Piekło na Ziemi”. John Arcudi przejął już całkowicie władzę na najważniejszym wątkiem scenariusza – Mike Mignola stał się kimś w rodzaju faceta z pieczątką „zaakceptowane”, który nie ingeruje w treść komiksu. Nowych rysowników jest kilku – wszyscy godnie kontynuują dzieło Guya Davisa. Seria w ogóle nie straciła na tych zmianach – to nadal świetny, rozrywkowy komiks z epicką fabułą, który trzyma cały czas równy poziom.

Scott Allie napisał w przedmowie, że „Plaga żab” wprawiła w ruch „Piekło na Ziemi”. No tak, wielki ogień, którym Liz Sherman wyżegała koszmarną, podziemną hodowlę monstrów Ogdru Jahada pod koniec „Plagi…” był preludium do wielkich zmian na całym świecie. Pomiot tego wielkiego, niemal boskiego potwora, zwany Ogdru Hem, zaczyna szukać sposobu na opanowanie naszej planety. Wszędzie wybuchają wulkany, trzęsie się ziemia (Houston ma problem! – już nie istnieje), zmarli wstają z grobów, zaś gigantyczne, mackowate stwory zamiast tkwić w opowiadaniach H. P. Lovecrafta, pojawiają się w najróżniejszych miejscach naszego globu. A Biuro Badań Paranormalnych i Obrony ma coraz więcej kłopotów.

Pierwszy tom „Piekła na Ziemi” mocno przerzedził szeregi B.B.P.O. Abe Sapien jest w śpiączce bez nadziei na wybudzenie. O Liz Sherman ani widu, ani słychu. Hellboy już na pewno nie wróci – co wiemy z szóstego tomu jego przygód. Kapitan Daimio ukrywa się w lasach Kolumbii Brytyjskiej. Johann Kraus, wyposażony w nowy, rosyjski kostium i starożytna mumia Panya, coraz częściej używająca swej umiejętności kontroli umysłów, ewidentnie kręcą coś na boku. Agent Devon trafia do poznanych w pierwszym tomie „nomadów”, którym przewodzi jedna z nowych, bardzo ważnych bohaterek komiksu – jasnowidząca nastolatka o imieniu Fenix. A nad całym tym chaosem próbuje zapanować szefowa Biura, Kate Corrigan.

Hawkeye. Odmieniony. Tom 1 – Jeff Lemire

Hawkeye

Jagoda Wochlik

Obecnie Hawkeye jest znany szerszej publice przede wszystkim jako jeden z członków Avengers. Ma jednak znacznie ciekawszą historię, z której osoby nieznające dobrze komiksów nie zdają sobie sprawy. Nowa seria „Marvel Now 2.0”, którą wypuścił właśnie Egmont, jest dobrym sposobem, by rozpocząć przygodę z tym bohaterem.

Clint i Kate otrzymują od szefowej Shield, Marii Hill, zadanie odnalezienia i przechwycenia tajnej broni z bazy Hydry. Misja szybko się komplikuje, bo tajną bronią okazuje się grupka zmutowanych dzieci obdarzonych niezwykłymi zdolnościami.

Nie jest tajemnicą, że serie wychodzące w ramach „Marvel Now” i „Marvel Now 2.0” rzadko mi się podobają i często wyrażam się na ich temat mało pochlebnie, ale „Hawkeye. Odmieniony” to nie będzie tego rodzaju przypadek. Komiks jest naprawdę dobry. Akcja biegnie dwoma torami – z jednej strony mamy przeszłość bohatera, dowiadujemy się między innymi dlaczego przybrał pseudonim Hawkeye, z drugiej obserwujemy jego teraźniejszość – gdy Clint jest już dorosły i mierzy się z rolą mentora młodej Hawkeye. Komiks daje nam możliwość zapoznania się z genezą bohatera. Na dodatek scenarzysta porusza ciekawe tematy – zmagania się z niepełnosprawnością, odpowiedzialności za drugą osobę. Pyta też o granice człowieczeństwa – czy w ciele dziecka może kryć się potwór?

„Hawkeye. Odmieniony” został narysowany w bardzo ciekawy sposób. Ponieważ akcja toczy się dwutorowo, w przeszłości i teraźniejszości bohatera, sposób rysunku został dopasowany do każdej z tych narracji. Przeszłość ukazano w pastelowych kolorach i naszkicowano w przyjemny dla oka sposób, jakby bohater mimo złych doświadczeń nieco ją gloryfikował. Natomiast teraźniejszość wydaje się  brzydka. Kreska jest ostra, pojawiają się niezbędne linie, ale tylko tyle, by naszkicować podstawowe rzeczy. Kadry poza postaciami są niemal puste, a sposób rysowania bardzo umowny.

Batman. Mroczny książę z bajki – Enrico Marini

Nie do końca wykorzystany potencjał

Marek Adamkiewicz

Batman to bohater na wskroś amerykański, dziecko tamtejszej popkultury, obecnie też jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci komiksowych. Na przestrzeni ponad osiemdziesięciu lat od powołania do życia doczekał się różnych wersji i interpretacji. Jego przygody opisywali twórcy znani i lubiani, w czym nie ma niczego dziwnego, bowiem popularność Nietoperza była i wciąż pozostaje bardzo duża. Za bary z tematem brali się także pisarze niezwiązani z superhero, chcący jednak spróbować swoich sił w tym wcale niełatwym nurcie. Jednym z nich jest Enrico Marini, znany między innymi z pracy przy seriach „Cygan” i „Skorpion”.

Joker porywa dziewczynkę, która może być córką Bruce’a Wayne’a. Celem przestępcy jest wymuszenie na milionerze zakupu na licytacji pięknego klejnotu, który ma stanowić prezent urodzinowy dla Harley Quinn. Jakkolwiek uleganie szantażowi nie leży w naturze Batmana, tym razem może musieć nagiąć swoje zasady – wszak na włosku wisi życie niewinnego dziecka. Trzeba działać szybko i zdecydowanie, bo Joker nie ma żadnych skrupułów. Kłopot polega na tym, że nikt nie zna miejsca, w którym przetrzymywana jest zakładniczka. Czas ucieka, a kolejne tropy prowadzą Nietoperza donikąd.

Sin City. Trudne pożegnanie – Frank Miller

Studium w czerni i bieli

Marcin Knyszyński

Egmont co jakiś czas dodrukowuje nakłady komiksów, które po czasie stały się bardzo trudno dostępne na rynku. W maju pojawił się ponownie pierwszy tom słynnej serii „Sin City” autorstwa Franka Millera. Nie ma chyba takiego miłośnika historii obrazkowych, który nie słyszałby o tym komiksie – zwłaszcza, że czternaście lat temu głośnym echem na świecie odbiła się ekranizacja trzech wybranych opowieści ze świata „Sin City”. Jedną z nich było „Trudne pożegnanie”, czyli pierwsza wyprawa do Miasta Grzechu.

Marv, ćpun brzydki jak noc, brutalny osiłek, bywalec najpodlejszych barów, zabijaka i wyjęty spod prawa przestępca poznaje w knajpie przepiękną i obawiającą się o swoje życie kobietę o imieniu Goldie. Po upojnej nocy Marv budzi się spełniony, skacowany i zszokowany. Goldie nie żyje. Ktoś zakradł się do pokoju i zamordował ją w czasie, gdy spali, po czym najwyraźniej zaalarmował policję. Marv, wrobiony w morderstwo, ucieka z obławy i poprzysięga zemstę zabójcy. Nieważne kim ten bydlak jest – piekło zda mu się rajem w porównaniu do tego, co Marv szykuje dla niego przed śmiercią. Niestety nie będzie łatwo – krucjata bohatera prowadzi go w górę hierarchii miasta. Tam właśnie czai się największe zło.

Sin City jest prawdziwym Miastem Grzechu. Tu nie mieszkają dobrzy ludzie, są sami źli, gorsi i najgorsi. Marv należy do tych ostatnich, jest brutalnym, prawdziwie wściekłym psem zepchniętym na margines społeczeństwa. Jego gęba odstrasza nawet te najmniej wybredne prostytutki. Jak sam twierdzi, ma „ostro namieszane w głowie” przez prochy, alkohol i życie na krawędzi. Ale tylko taki styl życia pozwala mu choć na chwilę zapomnieć o największym piekle – czyli pustej egzystencji, bez celu i żadnego uzasadnienia. Goldie dała mu ten cel i niestety od razu zginęła. Marv jest noirowym antybohaterem, ale takim pociągniętym bardzo grubą, czarną kreską. Żyje w koszmarnym mieście, również wyciągniętym prosto z czarnych kryminałów i poddanym karykaturalnej przeróbce.

Invictus – Marcin Ciszewski

Byśmy dwa takie mieli…*

Hubert Przybylski

Dawno, dawno temu miałem taką fazę, że czytałem wszystko, co dotyczyło wojennych zmagań na morzach i oceanach. Czy to była beletrystyka, czy dokument, czy wydarzenia rozgrywały się w epoce żaglowców, w czasie królowania drednotów, czy też na moim ulubionym Pacyfiku w latach 1941 – 1945 – nieważne. Ważne żeby były okręty i dzielni marynarze. Z notki o Marcinie Ciszewskim wyczytałem, że on też miał podobną fazę, z fascynacją tematyką drugowojennopacyficzną włącznie. I w sumie to mocno zastanawiające, że dopiero po latach i kilkunastu wydanych książkach zdecydował się sięgnąć do wojenno-morskich klimatów. Czy Invictus, wynik owego sięgania, jest równie dobry, jak poprzednie książki Ciszewskiego? O tym za momencik.

Gdyż albowiem najsampierw tradycja i w ogóle, czyli wprowadzenie do fabuły powieści. Rzecz dzieje się na alternatywnej wersji Ziemi. Sowieci wygrali Bitwę Warszawską w 1920 roku i bez większych problemów zajęli całą kontynentalną Europę, a później również Wielką Brytanię. Jest rok 1941. Japonia atakuje zdradziecko Amerykę, gdy ta szykuje się na przybycie gigantycznej sowieckiej floty inwazyjnej. Opóźniona technologicznie względem sowieckiej, zdziesiątkowana w czasie walk o Wielką Brytanię i ataku na Pearl Harbor amerykańska flota musi zmierzyć się z wielokrotnie większymi siłami najeźdźcy. Jej jedyną nadzieją jest największa pomyłka amerykańskiej administracji – wypierający 220 tys. ton** nieukończony pancernik USS „George Washington” i jego nowy, upokorzony przez przełożonych i złamany osobistą tragedią dowódca, który był i jest największym przeciwnikiem budowy kolosa.

Strony