Subiektywnie

Odnajdę Cię – Anna Karpińska

Dwie kobiety, jedna decyzja i historia, która nie zaskakuje

Jagoda Wochlik

Anna Karpińska to autorka poczytnych powieści dla płci pięknej. Ma na swoim koncie takie pozycje jak „Rozważna czy romantyczna?”, „Przekonaj mnie, że to Ty”, „Pozwól się uwieść” oraz „Chorwacka przystań”. W marcu na rynku wydawniczym ukazała się jej najnowsza książka, otwierająca serię „Księgarnia pod Flisakiem”, zatytułowana „Odnajdę Cię”.

Autorka prowadzi narrację dwutorowo. Z jednej strony przedstawia nam Bożenę, której młodość przypada na czasy PRL-u. Dziewczyna, córka nauczycielki francuskiego i sławnego dziennikarza, po suto zakrapianej prywatce u kolegi, zachodzi w ciążę. Dagmara natomiast, której losy przypadają na czasy współczesne, właśnie straciła matkę. Dowiaduje się, że ta zapisała jej w testamencie tytułową Księgarnię pod Flisakiem. Niewiele myśląc, Dagmara postanawia rzucić dawne życie i przenieść się z Wrocławia do Torunia, by poprowadzić podupadający interes.

Karpińska w zasadzie żongluje dobrze znanymi i niemiłosiernie ogranymi schematami, typowymi dla literatury kobiecej. Mamy więc niewiernego męża, którego biedna bohaterka nadal kocha, mimo że okazał się świnią. I męża drugiej bohaterki, który opuszcza, bo okazał się za słaby, by znieść wieczne problemy z zaadoptowanymi córkami. Mamy niechciane ciąże i adopcje, rodzinne tajemnice i małe świństewka, zawsze wychodzące na światło dzienne. Mamy wreszcie bohaterki, których z pozoru nic nie łączy, a jednak! Ale to już było, chciałoby się zaśpiewać. Niestety, było i wraca, nieznośnie niczym bumerang, a jednak jest na te historie popyt. Wciąż i wciąż od nowa.

Książę głupców – Mark Lawrence

Wędrując utartymi ścieżkami

Magdalena Makówka

Dwaj różni bohaterowie, magiczna klątwa, podróż, bez której jej zdjęcie nie będzie możliwe. Brzmi znajomo? Cóż, powyższe schematy są jednymi z częściej eksploatowanych w fantasy. Wielu pisarzy wykorzystuje jednak doskonale znane motywy, aby dać im nowe życie, pokazać z innej perspektywy. Czy Mark Lawrence, pisząc „Księcia głupców”, wprowadził do dość oklepanych schematów powiew świeżości?

Książę Jalan jest rozpuszczonym wnukiem Czerwonej Królowej. Wysoka pozycja społeczna pozwala mu na beztroskie spędzanie dni w objęciach kolejnych kobiet i picie wysokiej jakości trunków. Jednak przez własną nierozwagę popada w długi u osoby, która ma niewiele poważania dla jego królewskiej krwi. Za sprawą tajemniczej doradczyni królowej – Milczącej Siostry – jego los zostanie związany z losem wikinga Snorriego, który przez nadciągającego Martwego Króla stracił rodzinę. Teraz aby ją odzyskać, razem z księciem uda się na północ. Po drodze będą musieli stawić czoła nieumarłym, potężnym czarom i pragnącym ich zamordować najemnikom.

Mark Lawrence jest autorem dość dobrze sprzedającej się trylogii „Rozbite imperium”. A skoro raz wykreował świat, który czytelnicy kupili, to po cóż tworzyć nowy? Tak więc fabuła „Księcia głupców” jest osadzona w tych samych realiach co poprzednie powieści autora. Ba! Akcja toczy się dokładnie w tym samym czasie. Co więcej, Jalan i jego towarzysz podczas swojej podróży spotkają księcia Jorga oraz jego kompanię, a i drugoplanowi bohaterowie „Księcia cierni” pojawią się ponownie. Bez wątpienia fani wcześniejszej serii z zainteresowaniem będą wyłapywać wszystkie smaczki, inni czytelnicy mogą być nieco rozczarowani tym, że znają już wiele sekretów, jakie ma do zaoferowania świat wykreowany przez Lawrence’a. Problemu z odbiorem powieści nie będą mieć jednak osoby, które nie znają wcześniejszej twórczości autora, gdyż obie trylogie ukazują samodzielne historie.

Hawkeye. Moje życie to walka – Matt Fraction, David Aja, Javier Pulido, Alan Davis

Avenger po godzinach

Maciej Rybicki

Potężni herosi z niezwykłymi supermocami, epickie starcia na Ziemi i w kosmosie, które są w stanie zmienić oblicze wszechświata – przywykliśmy znajdować wszystkie te rzeczy na kartach komiksów o Avengers. A przecież w grupie najpotężniejszych ziemskich bohaterów są też i zwykli ludzie. Tacy jak ja i ty, bez żadnych nadprzyrodzonych zdolności. Ot, po prostu cholernie dobrze wyszkoleni w tym, co robią, ale w sumie nic ponadto. Przykładem takiej postaci jest Hawkeye – Clint Barton – bohater najnowszej z serii zaproponowanych przez Egmont w ramach linii Marvel Now!

X-Men: Mordercza Geneza – Ed Brubaker, Trevor Hairsine, Scott Hanna i inni

Xavier wiedział, nie powiedział, a to było tak...

Maciej Rybicki

Amerykańskie komiksowo lubuje się we wszelkiej maści retconach – dopowiadaniu drugiego dna do znanych historii lub też opowieściach mówiących, że „to jednak było nie całkiem tak jak nam się wydaje”. Lubią to czytelnicy (bo wraca się do popularnych historii), lubią scenarzyści (mogą dorzucić swoje trzy grosze do klasycznej opowieści), lubią wreszcie wydawcy (bo zainteresowanie czytelników mają „kupione” już na samym starcie). Popularności tej konwencji sprzyja też fakt sporej ilości dziur i niedopowiedzeń w historii uniwersum. Koronnym przykładem wydaje się okres między zakończeniem pierwszej serii w 1969 roku a powrotem tytułu w 1975 roku kultową opowieścią pod tytułem „Druga Geneza". Okres pomiędzy tymi pozycjami od lat budził zainteresowanie twórców, owocując choćby całkiem niezłymi seriami, które skupiały się na perypetiach oryginalnego składu mutanckiej supergrupy. W „Morderczej Genezie” Ed Brubaker sięga jednak do zdecydowanie mroczniejszej, nieopowiedzianej historii, która wydarzyła się we wspomnianym już okresie.

Brudne gry – antologia

Brudne gry dzikimi kartami

Hubert Stelmach

Zacznijmy od tego, że „Brudne gry” to piąty tom serii „Dzikich Kart” i bynajmniej nie są pozycją samodzielną. Zarówno książka, jak i pozostała część recenzji skierowana jest do osób, które z „Dzikimi Kartami” miały już do czynienia. Jeżeli nie zna się kontekstu fabularnego i historycznego, czytelnikowi będzie bardzo trudno odnaleźć się w natłoku bohaterów, terminów oraz odwołań do wydarzeń z wcześniejszych części.

Chronologicznie fabuła zaczyna się tuż przed poprzednią częścią, a kończy tuż po niej. W czasie „Wyprawy Asów” w Dżokerowie, dzielnicy Nowego Jorku, wybucha wojna gangów, której głównymi ofiarami są (jakżeby inaczej) dżokerzy. Nie potrzeba dużo czasu, żeby mieszkańcy pod wodzą doktora Tachiona postanowili wziąć sprawy w swoje ręce. Na domiar złego wszystko wskazuje na to, że epidemia wirusa wybucha na nowo – lawinowo pojawiają się nowe przypadki zarażenia.

Ponieważ wydarzenia rozgrywają się równolegle do poprzedniej części („Wyprawa Asów”), fabuła nie posuwa się specjalnie do przodu. Książka jest przepełniona wieloma drobnymi wątkami, z których część potraktowano powierzchownie i w zasadzie trudno wyodrębnić główną linię fabularną. W porównaniu z „Wyprawą”, gdzie każdy rozdział był kolejnym etapem podróży, jest to niejakie rozczarowanie. Główny antagonista tej triady (Hartman) dostał ledwie kilka stron, dokładnie tak samo jak jego potencjalny konkurent (wielebny Leo Barnett). Odniosłem wrażenie, że autorzy tak bardzo wkręcili się w stworzony przez siebie świat, że zamiast pchać fabułę do przodu, postanowili na chwilę przystanąć i pobawić się trochę ze swoimi bohaterami.

Co kryją jej oczy – Sarah Pinborough

Efekt chwilowej mody

Jagoda Wochlik

Choć Sarah Pinborough ma na swoim koncie już kilka powieści, „Co kryją jej oczy” jest pierwszą, która ukazała się na polskim rynku. Tytuł sugeruje pewne podobieństwo do   powieści argentyńskiego pisarza Eduarda Sacheri „Sekret jej oczu”. Jednakże poza otoczką tajemnicy obie książki mają ze sobą niewiele wspólnego i należy się z tym skojarzeniem rozprawić już teraz, na wstępie, by później nam nie przeszkadzało. To raczej efekt działania polskiego wydawcy, gdyż sama autorka zatytułowała swoją powieść „Behind Her Eyes”.

Adele i David są idealnym małżeństwem. Ona jest piękna, doskonale gotuje i wyśmienicie prowadzi dom. On odnosi sukcesy jako ceniony psychiatra. W to wszystko – trochę niechcący, a trochę na własne życzenie – angażuje się ta trzecia: Louise. Poznaje w barze mężczyznę, który następnego dnia okazuje się być jej nowym szefem. Co więcej, później wpada na ulicy na jego młodą, śliczną żonę. Zamiast urwać kontakt z którąś ze stron, Louise coraz bardziej wikła się w romans z szefem i przyjaźń z jego małżonką. Niebawem odkrywa, że na wizerunku „idealnej” pary jest zadziwiająco dużo pęknięć.

„Co kryją jej oczy” to kolejny przedstawiciel thrillera feminocentrycznego. Otrzymamy zatem narrację trzecioosobową, prowadzoną z punktu widzenia dwóch kobiet – Adele i Louise. Byłby to nawet niezły pomysł, gdyby nie fakt, że Pinborough nie podołała mu warsztatowo i te dwie relacje, dwa sposoby opowiadania, niewiele się od siebie różnią. A przecież powinny, skoro mówimy o dwóch kobietach w różnym wieku, o różnym statusie społecznym, z których jedna jest matką, a druga długo leczyła się psychiatrycznie. Mogło być interesująco, a wyszło jak zwykle.

Moce wikingów. Tom I. Światy i zaświaty wczesnośredniowiecznych Skandynawów – Władysław Duczko

Zrozumieć wikingów

Hubert Przybylski

Po raz kolejny dzięki Instytutowi Wydawniczemu ERICA miałem możliwość zanurzenia się w świecie wikingów. Tym razem jednak autorem książki nie jest Artur Szrejter, lecz profesor Władysław Duczko. I spojrzenie na wikingów też jest nieco inne, bo profesor Duczko nie skupia się na słowie pisanym, tylko na wydobytych z ziemi artefaktach. A że jest specjalistą w dziedzinie archeologii skandynawskiej, historii sztuki i numizmatyki*, więc po pierwszym tomie „Mocy wikingów” nie spodziewałem się żadnych rozczarowań. A jak było?

Na pewno nie „lekko i łatwo”. Ale nie dlatego, że książka jest źle napisana, czy coś w tym guście. Wręcz przeciwnie. Po prostu nie trafiła w taki czas, w którym piszący te słowa nieświeci sługa Wasz uniżony miałby jakiekolwiek predyspozycje do czytania zawierającej duże ilości nowych informacji literatury popularnonaukowej**. Tak naprawdę jedyne, do czego mógłbym się przeczepić, to kilkukrotne przerywanie przez profesora Duczkę omówienia jakiejś ciekawej kwestii i zapowiedzi, że dalszy ciąg wywodu znajduje się w drugim tomie. Tylko że kiedy czytałem omawiany właśnie pierwszy tom „Mocy wikingów”, następnego nie było jeszcze w zapowiedziach wydawnictwa. Ździebko to denerwujące. Na szczęście autor ma świetny, lekko gawędziarski styl, do tego posługuje się prostym językiem i nie mam najmniejszych wątpliwości, że nie tylko w wymienionych przeze mnie we wstępie dziedzinach, ale także w sferze przekazywania wiedzy innym jest doskonałym specjalistą. Dlatego choć nie było lekko i łatwo, to na pewno przyjemnie.

Tajemnica Leili – Kooshyar Karimi

Ciężarna w świecie islamu

Magdalena Makówka

Zwykło się uważać, że sytuacja kobiet we wszystkich krajach muzułmańskich jest tak samo zła. Nie jest to oczywiście prawda i położenie obywatelek w danym kraju zależy od kultury i historii danego państwa. Szczególnie specyficzna sytuacja jest w Iranie, który szczyci się długimi, przedislamskimi dziejami. „Tajemnica Leili” ma pokazać jak od wewnątrz wygląda sytuacja Iranek, Czy robi to jednak w sposób obiektywny?

Kooshyar Karimi jest synem żydówki i urodził się w teherańskich slumsach. Taki start w życiu najczęściej oznacza niezbyt długie, pełne udręk życie. Kooshyar miał jednak szczęście. Jedyną rzeczą, jakiej pragnęła jego matka było to, aby jej syn wyrwał się z nędzy i osiągnął w życiu sukces. Aby zrealizować ten cel poświęciła samą siebie. Dzięki temu Kooshyar został lekarzem. Do tego zaczął odnosić sukcesy jako pisarz i tłumacz. Kooshyar poślubił dość zamożną Irankę  i doczekał się z nią córki. Wciąż jednak nie czuł się szczęśliwy. Nie potrafił żyć w teokratycznie rządzonym Iranie. Pragnął wolności i demokracji. Do tego nie był w stanie słuchać o niesprawiedliwości, jaka dotyka kobiety w jego kraju. Przerażało go to, iż można ukamienować żonę, która zdradziła męża, a rodzice potrafią dokonać honorowego zabójstwa córki, która nie wytrwała do ślubu w czystości. Postanowił więc pomóc chociaż części z nich. Jako lekarz zaczął przeprowadzać aborcje u dziewczyn, którym z powodu brzemienności groziła śmierć. Dzięki niemu wiele uniknęło śmierci, także z powodu uniknięcia zabiegów przeprowadzanych w warunkach urągającym wszelkim standardom higienicznym. Działalność ta naraziła jednak mężczyznę na śmiertelne niebezpieczeństwo, gdyż karą za przeprowadzenie aborcji jest w Iranie śmierć przez powieszenie. O swojej działalności mógł zacząć mówić otwarcie dopiero po ucieczce z Iranu w 1999 roku.

Totalnie nie nostalgia. Memuar – Wanda Hagedorn, Jacek Frąś

Autoterapia

Aleksander Kusz

Im książka jest mocniej promowana, tym mniej chcę mieć z nią do czynienia. Boję się i robię się ostrożny. Wiem, że niesłusznie. Mimo tego, że dobre pozycje potrafią się obronić same, one też przecież potrzebują reklamy w zalewie innych pozycji. Jednak nic nie mogę poradzić na to, że nachalna reklama wzbudza moje podejrzenia.

Na szczęście mam dużo zaufania zarówno do Wydawnictwa Komiksowego, jak i Kultury Gniewu, i jestem pewny, że nie wprowadzają na rynek byle czego. A pozycje przez nich wydawane są wartościowe. Zarówno jedno i drugie wydawnictwo rzadko kiedy mocno promuje swoje komiksy, muszę więc przyznać, że mocno zaintrygował mnie fakt, że akurat właśnie omawiany przeze mnie komiks jest w tej kwestii wyjątkiem i został zareklamowany z rozmachem. Zaintrygowało mnie to, ale i przestraszyło z wiadomych względów. Tak więc z pewną dozą nieśmiałości sięgnąłem po „Totalnie nie nostalgia”, komiks Wandy Hagedorn i Jacka Frąsia.

To ciężki komiks. Nie znaczy to, że dużo waży. Jest ciężki, bo trudny w odbiorze. A potem jeszcze trzeba go sobie w sobie przerobić, przetrawić, przemyśleć. Komiks ten jest również nietypowy w formie, tu mam na myśli rysunek i pomysł przewodni. Czy to coś zupełnie nowego na komiksowym rynku? Nie do końca. Mieliśmy już podobne rzeczy, sam kilka z nich już Wam omawiałem. Więc co jest tu nietypowe? Myślę, że chodzi o bezpośredni przekaz, o szczerość autorki, taką aż do bólu, do ostatecznych granic. Wręcz, biorąc pod uwagę nasze polskie warunki, szczerość przekraczającą granice. Ale okej, po kolei! Bo zaraz jeszcze przejdę do podsumowania i nie będziecie musieli czytać wszystkiego tego, co napiszę poniżej.

Harley Quinn. Tom 3: Cmok, cmok, bang, dziab – Amanda Conner, Jimmy Palmiotti, Chad Hardin, John Timms i inni

Świrowania ciąg dalszy

Marek Adamkiewicz

Seria „Harley Quinn” stanowi bez wątpienia jeden z najjaśniejszych punktów projektu Nowe DC Comics. Dwa dotychczas wydane w Polsce tomy przyniosły czytelnikom sporo frajdy, oferując historie lekkie, pełne czarnego humoru i, potraktowanej z dobrze wyczuwalnym przymrużeniem oka, przemocy. Para odpowiedzialnych za nie scenarzystów (Jimmy Palmiotti i Amanda Conner, prywatnie małżeństwo) udowodniła, że doskonale czuje postać Harley i ma głowę do wymyślania kolejnych niesamowitych, a często też cudownie absurdalnych przygód tej uroczej świruski. Trzeci tom nie przynosi w tej materii znaczących zmian – to komiks o podobnej klasie, doskonale wyważony i interesujący.

„Cmok, cmok, bang, dziab” to trzy zeszyty regularnej serii oraz trzy okolicznościowe numery specjalne. Z tych ostatnich dowiemy się między innymi w jaki sposób w gromadce Harley znalazła się nowa osoba (A może „nowe coś”? Naprawdę nie wiem, jak określić inteligentne, gadające i bardzo ambitne jajko, władające przy okazji kilkoma cybernetycznymi ciałami…), jak bohaterka zapewniła dach nad głową dziesiątkom zwierząt, czy też jak wyglądała jej randka z najprzystojniejszym gothamskim miliarderem. Także regularna zawartość jest, jak zawsze, odpowiednio zwariowana. W obliczu natłoku codziennych obowiązków Harley musi poszukać pomocy w ich wypełnianiu. Decyduje się więc zatrudnić kilka asystentek. Żeby dostać tę pracę, trzeba jednak spełnić kilka dosyć wymagających warunków , spośród których najistotniejszym jest chęć uczynienia świata lepszym.

Strony