Komunikat o błędzie

  • Nie udało się utworzyć pliku.
  • Nie udało się utworzyć pliku.

Tradycja

Ocena: 
0
Brak głosów

Od dziecka przygotowywano cię do spotkania z Nim. Kazano sylabizować fragmenty pożółkłych ze starości ksiąg; uczono modlitw, zaklęć i technik medytacji.

Kiedy skończyłaś piętnaście lat, rodzinne konsylium zdecydowało, że trzeba cię poddać operacji nosa. Była bolesna, gojenie trwało długo, ale za to po zdjęciu bandaży ujrzałaś w lustrze prawdziwie arystokratyczny profil. Rok później w tej samej klinice chirurdzy skorygowali kształt twoich ust i piersi. Prawdziwie koronkowa robota, która kosztowała rodzinę krocie – lecz dla Niego nic nie jest zbyt piękne ani zbyt kosztowne. Nie oszczędza się na wierzeniach, jak mawiała twoja babka. To ona zadbała, żebyś miała odpowiednią wyprawę na tę jedną noc. Koszula haftowana perłami, naszyjniki, pierścienie, kapiące od złota przybranie na głowę. Część tych przedmiotów od wieków należała do twojej rodziny, inne zostały wypożyczone od kolekcjonerów, jeszcze inne były replikami robionymi na zamówienie przez zaprzyjaźnionego jubilera. Nie miały tej mocy, co oryginały, zaginione podczas wojny; lecz to w gruncie rzeczy nie miało znaczenia. Nie przedmioty były ważne, lecz ty.

Na tydzień przed ceremonią nie wolno ci było jeść mięsa ani pić alkoholu. W jej przededniu obowiązywał już ścisły post. Wykąpano cię sześciokrotnie: w wodzie, w wodzie zmieszanej z winem, w oliwie, we krwi kozła, w mleku i ponownie w wodzie. Namaszczono od stóp do głów wonnymi olejkami, a sypialnię przy wtórze śpiewów okadzono mieszaniną ziół i rybiej żółci. Zaplatanie nieścinanych od urodzenia włosów zajęło dobre trzy godziny. Podczas gdy młodsze siostry kończyły dekorować łoże, dziadek i ojciec wspólnie z tobą odmówili ostatnią modlitwę.

Walium zaserwowane ci o zmierzchu, na pusty żołądek, zrobiło swoje. Nie pamiętasz, co działo się w nocy. Jednak matka, która została z tobą w sypialni, by nadzorować rytuał, twierdzi, że wszystko odbyło się tak, jak należy. W pełnej zgodzie z tradycją.

W zeszłym tygodniu zabrano cię na obowiązkowe badania. Już wiadomo, że nosisz pod sercem synka.

Lekarz, który robił USG – jest oczywiście wtajemniczony, twoja rodzina nie podejmowałaby niepotrzebnego ryzyka – przy pożegnaniu doradził życzliwie, kiedy przyjść, żeby jak najwcześniej zobaczyć zawiązki rogów – „bo na pewno chciałaby je pani zobaczyć, gdy tylko się pojawią, prawda?”

Ma się rozumieć, że byś chciała.