Perpetuum

Ocena: 
0
Brak głosów

Bitwa zakończyła się późnym popołudniem. Niedobitki obu armii wycofały się, zabierając lżej rannych. Upłynęło trochę czasu, zanim ciężej ranni przestali jęczeć. W końcu nad pobojowiskiem zapanowała cisza, z rzadka przerywana krakaniem skrzydlatych padlinożerców.

Kiedy zupełnie się ściemniło, na skraju lasu ukazało się po kolei siedem wozów; jeden wyładowany beczkami, sześć – równo porąbanymi szczapami drewna. Każdy wóz ciągnęła para silnych kuców, którymi powoził karzeł w czarnej odzieży. Przy każdym z kozłów kołysała się latarnia rzucająca sine światło.

Dotarłszy na krawędź pobojowiska wozy zatrzymały się. Przez następnych kilka godzin siedmiu karłów uwijało się po polu, znosząc trupy, a także broń, tarcze i sztandary. Uskładali z tego wszystkiego siedem potężnych stosów, które następnie obłożyli przywiezionym drewnem i polali oliwą z beczek. Najniższy i najbardziej pomarszczony karzeł siedmiokrotnie skrzesał ognia. Potem, nadal nie odzywając się ani słowem, usiedli w pewnej odległości i wpatrywali się w płomienie.

Kiedy ogień wypalił się do końca – stało się to nadspodziewanie szybko – z powrotem wgramolili się na kozły, cmoknęli na kuce. Zimna poranna mgła wkrótce wchłonęła oddalający się turkot i poskrzypywanie.

Czas płynął.

Niebo pojaśniało. Rozśpiewały się ptaki. Nad lasem wzeszło słońce, mgły opadły.

Mniej więcej godzinę później na skraj lasu nadciągnęły z dwóch stron dwie armie. Trębacze i dobosze dali sygnał do boju.

Bitwa zakończyła się późnym popołudniem. Niedobitki obu armii wycofały się, zabierając lżej rannych. Upłynęło trochę czasu, zanim ciężej ranni przestali jęczeć. W końcu nad pobojowiskiem zapanowała cisza, z rzadka przerywana krakaniem skrzydlatych padlinożerców.

Kiedy zupełnie się ściemniło, na skraju lasu ukazało się po kolei siedem wozów...