Przygoda w parku

Ocena: 
3
Average: 3 (2 votes)

Feliks już od czterdziestu dwóch miesięcy nie miał kobiety i cholernie mu to doskwierało. Mikropenis nie był tu niczemu winien, Feliks nauczył się z tym żyć. Potrafił, a w każdym razie uważał, że potrafi, innymi sposobami zaspokoić partnerkę nie gorzej niż byle tuman obdarzony makropenisem. Niestety w ostatnim czasie postradał umiejętność uwodzenia, a niemiła regularność, z jaką uprawiał sucustrupatio, wskazywała na to, że czynność ta stała się nałogiem.

Któregoś popołudnia postanowił przejść się do parku. O tej porze nie było tam wielu kobiet, istniała jednak szansa spotkania jakiejś ładnej mamuśki z wózkiem. Mogła trafić się taka, którą mąż kompletnie zaniedbuje i która chętnie znalazłaby pociechę w ramionach innego mężczyzny. Na przykład Feliksa.

I w rzeczy samej: na ławce pod lipami, okalającymi niewielką polanę, siedziała dwudziestoparoletnia brunetka z włosami związanymi w koński ogon. Obok niej stał duży, niebieski wózek. Feliks podszedł bliżej i zajrzał do środka.

– Jaki śliczny dzidziuś – zagaił.

– Dziękuję.

– Prawie tak ładny jak mama.

– Przesada – zaśmiała się kobieta.

– Mówię poważnie – ciągnął Feliks. – Mam oko, jeśli o to chodzi.

– Ja tam się sobie nie podobam.

– Kobieta potrzebuje wzroku mężczyzny jako zwierciadła. Nieraz bywa tak, że mąż po porodzie przestaje się interesować żoną i biedaczka myśli, że jest nieatrakcyjna. A wygląda jak Julia Roberts, albo i lepiej.

– Podrywacz z pana.

– To chyba dobrze?

– Ogólnie rzecz biorąc tak. Ale nie w tym wypadku.

– Naprawdę?

– Niestety. Muszę pana rozczarować.

– Rozumiem. Nie należy pani do kobiet gotowych umówić się z nieznajomym tylko dlatego, że ten ją komplementuje.

– Doskonale pan to ujął. A teraz, jeśli pan pozwoli... – Kobieta wstała, odblokowała hamulec wózka i ruszyła w stronę głównej alei. Wkrótce zniknęła za zakrętem.

Feliks został sam. Ogarnęło go uczucie zniechęcenia i rozgoryczenia. Ile razy z rzędu można przełknąć porażkę? A potem znów mobilizować się do wysiłku? Chcąc uciec od niewesołych myśli, zaczął obserwować gołębie. Samczyk z pierzastym czubkiem od dłuższej już chwili dreptał za samicą: usiłował wskoczyć jej na kuper, bez powodzenia, bo gołębica za każdym razem w ostatnim momencie wymykała mu się i odchodziła, klucząc między łysymi krzaczkami. Przez chwilę Feliks przyglądał  się jej z roztargnieniem. „Co za kretynka” – pomyślał. Gołębica pogrążona w swym zawiłym slalomie zbliżyła się akurat nieopatrznie do ławki, a wtedy Feliks nachylił się błyskawicznie i złapał ją pod skrzydła. Gołębica przez moment wyrywała się dziko i trzepotała, zaraz jednak nieoczekiwanie się uspokoiła. Feliks odwrócił ją tyłem do samczyka i powiedział:

– No, kolego, obsłuż się. Miejże chociaż ty trochę uciechy.

Gołąb nie wykazywał jednak chęci do skorzystania z propozycji. Przez dobry kwadrans Feliks chodził za nim po całej polanie, nadstawiając mu samicę kuprem i perswadował:

– Słuchaj, gdyby mnie ktoś tak podsuwał kobietę, ani sekundy bym się nie wahał.

Mimo tych namów, gołąb nie dał się skusić. No cóż, dureń.

– To zmykaj – huknął Feliks i gołąb odleciał w stronę miasta.

Feliks rozejrzał się dookoła. Zapadał już zmierzch, park całkowicie opustoszał. Westchnąwszy głęboko, mężczyzna rozpiął rozporek, odszukał dziurkę wśród pierza i wyręczył czubatego niedojdę, po raz pierwszy w życiu chwaląc sobie rozmiar mikropenisa. Partnerka zniosła całą operację nad wyraz spokojnie. Dokończywszy dzieła, Feliks postawił ją delikatnie na trawie. Gołębica zaraz wzleciała w powietrze, żeby zająć się naturalnym ciągiem dalszym tej przygody, to znaczy szukaniem odpowiedniego miejsca i zbieraniem materiałów na gniazdo. Feliks otrzepał się ze źdźbeł i w znacznie już lepszym nastroju wrócił do domu.

Odpowiedzi

... niesmaczne. Komentarz ograniczę do tego.