Wyrzucony z samolotu

Ocena: 
8.6
Average: 8.6 (5 votes)

Feliks po raz pierwszy w życiu leciał dużym samolotem liniowym. Był nieco zdenerwowany całą tą angielszczyzną (check-in, boarding, gate), rozpanoszoną na krajowym bądź co bądź lotnisku, jakoś jednak przebrnął przez wszystkie trudności i uszczęśliwiony rozsiadł się na siedzeniu przy oknie. Z ogromną uwagą wysłuchał instrukcji dotyczących zachowania w razie wypadku, dokładnie też przestudiował odnośny folder, choć, po prawdzie, niewiele z niego zrozumiał, jako że nigdy nie miał smykałki do piktogramów i tym podobnych zakichanych rysuneczków.

Kiedy znudził go już widok za oknem – szarowełnista wykładzina z chmur – Feliks uniósł wzrok. W owalnym wgłębieniu ujrzał pokrętło, kilka guzików i coś jakby końcówkę latarki. Wcisnął pierwszy guzik, a wtedy zapaliła się lampka, którą zaraz wyłączył. Obrócił pokrętłem, uruchamiając wentylację. Następnie włączył biały przycisk z piktogramem przedstawiającym piłkę, która wpada do kosza. Przycisk podświetlił się na zielono. Po chwili nadeszła uśmiechnięta stewardessa.

   – Czego pan sobie życzy?

   – Ja? Niczego – odparł zdziwiony Feliks.

   – Aha, wezwał mnie pan przez pomyłkę – powiedziała stewardessa. Wcisnęła guzik, wygaszając podświetlenie i oddaliła się.

Feliks przez chwilę przyglądał się obrazkowi piłki wpadającej do kosza, po czym znów włączył przycisk. Stewardessa pojawiła się wkrótce, tym razem już bez uśmiechu.

   – O co chodzi? – spytała.

   – Ee, przepraszam – bąknął Feliks. – Chciałem zapalić lampkę.

   – Przecież jest jasno. Ale proszę. – Kobieta zapaliła mu lampkę, a następnie, wyłączywszy podświetlony guzik, kręcąc głową, wróciła do kabiny.

Feliks wiercił się niespokojnie na siedzeniu. Rozpiął i ponownie zapiął pas bezpieczeństwa. Jednak biały przycisk z piktogramem nie dawał mu spokoju.

   – Do licha, co się z panem dzieje? – zawołała stewardessa. – Chyba nie ma pan pięciu lat?

   – Nie – odparł Feliks. – Skończyłem trzydzieści cztery.

   – Proszę nie wzywać mnie bez istotnego powodu. Mam dość innych spraw na głowie.

   – Przepraszam. Ale ja miałem istotny powód. Chciałem zapytać, dlaczego do wezwania stewardessy służy guzik z piłką wpadającą do kosza? To dość mylące.

   – Z jaką znowu piłką? Mój Boże, przecież to jest głowa!

   – Ludzka głowa?

   – Oczywiście, że ludzka. A co pan myślał?

   – To nawet gorzej. Po co ktoś wrzuca ją do kosza?

   – Nikt jej nie wrzuca do kosza. To człowiek, który podnosi rękę, tak jak w szkole. Gdzie pan tu widzi kosz?

   – Hm, no może – mruknął Feliks niezbyt przekonany.

   – Jestem piekielnie zajęta, więc proszę mi więcej nie przeszkadzać, bo się na pana poważnie rozzłoszczę. Jako uciążliwy pasażer, zagrażający bezpieczeństwu innych, może pan nawet zostać wyrzucony z pokładu w trakcie lotu – powiedziała stewardessa na odchodnym.

Feliks, strapiony, wyjrzał za okno. Pierzyna z chmur zmieniła tymczasem strukturę: wyglądała teraz jak olbrzymia śnieżna pokrywa, ciągnąca się po horyzont. Na jej tle zgrabnie odcinało się zagięte w tył biało-granatowe skrzydło samolotu. Feliks z rozmarzeniem myślał o ciszy i bezkresie tego pseudoarktycznego krajobrazu.

Po jakimś czasie znów uniósł wzrok. Przez chwilę siedział bez ruchu, wpatrując się w obrazek z rzekomym człowieczkiem. Potem wziął głęboki oddech i sięgnął ręką do przycisku.

Odpowiedzi

Fajowe, tylko tytuł odrobinę rujnuje sprawę

Ma w sobie to "coś".

Strasznie fajne :) Mega podoba mi się zakończenie. Gdybym miała się czepiać, to stewardessa trochę zbyt szybko wychodzi z roli i zaczyna być wkurzona... Nie wiem, sprawiła na mnie jakieś takie nieprofesjonalne wrażenie. xD Ale całość i tak sympatyczna.

Fidel:
Tytuł jest zamierzony. Bo, rozumiesz, może faktycznie wyrzucą go z samolotu, ale raczej jest tak, że bohater jako człowiek kompletnie nieobyty, wziął na serio ponury żart wkurzonej stewardessy, a następnie, świadomy konsekwencji (o których sądzi, że są nieuniknione), a trochę też uwiedziony bezkresem przestrzeni za oknem, mimo wszystko decyduje się nacisnąć guzik.
Fraa:
Spróbuj podczas najbliższego lotu zrobić to samo co mój bohater, tzn. raz, potem drugi a potem trzeci bez wyraźnego powodu wcisnąć guzik przywoływania obsługi, a przekonasz się, czy zbytnio przyśpieszyłem złość stewardessy ;-).
Paszczaczek:
Dzięki!