W imię ojczyzny

Ocena: 
0
Brak głosów

Cicho, niemalże na palcach zbliżyłem się do schylającego się czterdziestoczteroletniego mężczyzny. Podnosił z ziemi zapalniczkę, która wypadła mu z dłoni. Widziałem, jak ktoś go, niechcący, mijając na przejściu dla pieszych, popchnął. Widać było, że przechodzień gdzieś się śpieszył, ale nie on mnie interesował. Tak samo jak nie zwracałem uwagi na ludzi, których mnóstwo przewijało się przez zamkniętą dla ruchu samochodowego ulicę. Kiedyś zastanawiało mnie, dlaczego niektórzy nadal przechodzą po pasach, mimo że ulica jest zamknięta od kilku lat. Doszedłem wtedy do wniosku, że to pewnie kwestia przyzwyczajenia, a to podobno druga natura człowieka.

Gdy to sobie teraz przypomniałem, uśmiechnąłem się do własnych myśli. Patrząc, jak mężczyzna, którego z powodu jego wieku nazwałem Mesjaszem1, przechodzi po pasach, upewniłem się, że to on. Ten nawyk był ostatnim gwoździem do jego trumny. Pozostałe zbierałem przez lata, ale on o tym nie mógł wiedzieć.

Stanąłem za jego plecami. Byliśmy równi wzrostem. Moja dłoń ciężko opadła na jego ramię, gdy tylko się wyprostował. Mężczyzna wolno się odwrócił. Widziałem malujące się na jego twarzy zaskoczenie i niepewność. Nie miałem czasu się tym jednak napawać. Moja zaciśnięta pięść wylądowała na jego twarzy. Mesjasz krzyknął bardziej z zaskoczenia niż z bólu.

- Tomaszu P... – zacząłem tradycyjną formułką, która mimo upływu lat nie uległa zmianom. Kontynuowałem ją, zadając kolejne ciosy. – W imieniu Polski Podziemnej... – Wiedziałem, że mi nie odda. Kiedyś by się nie wahał. Ale nie teraz. Teraz piastował godność, która nakazywała mu pokornie pochylić głowę i nadstawić drugi policzek. – Skazuję cię na karę śmierci za zdradę Ojczyzny2.

Krew z jego rozbitego nosa, oka i ust pociekła na ziemię. Działałem jak automat. Uderzyłem Mesjasza w brzuch. Zgiął się wpół. Wykorzystałem okazję. Chwyciłem go za głowę i uderzyłem o kolano. Podciąłem mu nogi, a gdy upadł, brutalnie odwróciłem go na brzuch, wykręciłem mu ręce, przygniotłem je kolanem, odpiąłem od szlufki pasa kajdanki i zapiąłem na przegubach, po czym zmusiłem Mesjasza do wstania.

Nie zdziwiło mnie, że nikt nie zwrócił uwagi ani na moją akcję, ani na upiorny wygląd i zakrwawioną sutannę Mesjasza. W tych czasach księża nie mieli już takiej pozycji społecznej jak kiedyś. Coraz częściej uważano ich za przedstawicieli sekty, co prawda największej, ale jednak sekty i mało kto zwracał na nich uwagę.

Popchnąłem mężczyznę i poprowadziłem w kierunku zaparkowanego trzy ulice dalej samochodu. Bezceremonialnie wepchnąłem go na tył vana.

*

Ciągle jeden i ten sam temat, jakby nie mieli o czym gadać – pomyślałem. Do tej pory głównie interesowali się politykami, maczającymi palce w wielkich korporacjach i sex-taśmami celebrytów, ale teraz zainteresowali się nagłym zniknięciem kaznodziei. Jakby mało ich było na świecie.

Jak codziennie uruchamiałem plazmowy ekran, który wyłączony służył za sufit sypialni, i chętnie oglądałem wirtualne informacje, a co pikantniejsze włączałem sobie w 3D i miałem wrażenie, że znajduję się w ich środku – jednak nigdy nie odważyłem się dotknąć jędrnej kibici żadnej celebrytki – tak dzisiaj nie miałem na to ochoty. Większość wiadomości dotyczyła znanego mi tematu tajemniczego zniknięcia Tomasza P. Nie obeszło się przy tym także bez wywlekania przez pseudo-dziennikarzy wątków z jego przeszłości i historii rodziny. Nie musiałem tego oglądać. Znałem je na pamięć, a jeden z przodków Mesjasza doprowadził do obecnej sytuacji.

- Wyłącz – poleciłem i ekran ponownie zmienił się w szklany sufit. – Naczynia do zmywarki.

Gdy miałem pewność, że do niej trafiły, to znaczy, zobaczyłem, jak się uniosły, wyleciały z pomieszczenia przez otwarte drzwi i usłyszałem, że odkręciła się woda w zmywarce, udałem się do bunkra.

Schodząc po betonowych schodach pamiętających jeszcze czasy lat czterdziestych dwudziestego wieku, zastanawiałem się, czy Mesjasz będzie miał dla mnie jakieś dobre słowo. W końcu była niedziela.

Przyjemny chłód dźwiękoszczelnych ścian o zmodyfikowanej nieco strukturze sprawiał, że zapominałem o otaczającym mnie świecie i skupiałem się na zadaniu. Chwyciłem leżącą na stole teczkę i, trzymając ją w dłoni, wszedłem do komory. Dotknąłem ściany. Bezszelestnie się przesunęła i zakryła drzwi. Żarówka zapaliła się samoczynnie, gdy w pomieszczeniu zapanowały ciemności.

Mężczyzna klęczał na środku podłogi. Nie spodziewałem się innego widoku. Odkąd trafił pod mój dach, gdy wchodziłem, znajdowałem go w tej pozycji. Miał pochyloną głowę i zamknięte oczy, ale wiedziałem, że nie śpi. Były bokser, a obecnie ksiądz, modlił się do Tego, którego religia jeszcze sto lat temu była najpowszechniejszą w Rzeczypospolitej Polskiej. Dlatego też przezwisko Mesjasz pasowało do niego w dwójnasób. I choć realia się zmieniły – w Rzeczypospolitej Nadbałtyckiej nie ma dominującej wiary – Tomasz P. pozostał wierny swojemu Bogu.

*

Nie wierzyłem własnym oczom i uszom. Trzy dni tortur. Biłem Mesjasza. Kopałem, plułem na niego, wyrywałem mu kleszczami zęby, paznokcie. Nic. Posypywałem jego rany solą. Nic.

Siedziałem w gabinecie i tępo wpatrywałem się w wydruk wykrywacza kłamstw. Urządzenie uparcie twierdziło, że mężczyzna mówił prawdę. Ale to nie mogło być prawdą. Prawdą było to, że Tomasz P. był potomkiem Petra Suwnicza, a ten był w moich oczach ścierwem, zdrajcą Ojczyzny. Był jednym z żołnierzy Polskiego Państwa Podziemnego i agentem NKWD jednocześnie, o czym przywódcy Państwa nie mieli pojęcia. Jednak zdrajca się ujawnił. Dwudziestego siódmego marca tysiąc dziewięćset czterdziestego piątego roku pojawił się w Prószkowie razem z enkawudzistami i aresztowali przywódców Państwa3.

Miałem dokładnie rozrysowane drzewo genealogiczne Mesjasza, wykradzione z archiwum dokumenty z informacją o DNA Suwnicza i wyniki laboratoryjne krwi księdza, który często charytatywnie ją oddawał.

Żeby zabić myśli, kazałem włączyć się informacjom i pogłośnić na tyle, abym je dobrze słyszał w gabinecie. Nie mogłem mieć wątpliwości. Odkąd w dwa tysiące siedemdziesiątym roku naukowcy potwierdzili, że pamięć każdej jednostki po jej śmierci jest gromadzona w Egregorze, a potem wraca wzbogacona do nowo narodzonego potomka danej rodziny, wiedziałem, że Tomasz P. pamięta, co zrobił jego przodek. A zgodnie z Księgą jego Boga kara jest wymierzana do siódmego pokolenia. Na szczęście Polskie Państwo Podziemne nadal działa i nigdy nie zapomina.

I gdy już postanowiłem zejść do komory i wypuścić szczury, usłyszałem coś, co sprawiło, że prawie spadłem z krzesła. Zerwałem się i wbiegłem do sypialni. Patrzyłem z szeroko otwartymi oczami na informacje. Nie wierzyłem.

…najnowsze badania wskazują, że Petr Suwnicz nie był zamieszany w zdradę przywódców Polskiego Państwa Podziemnego. Dokumenty dotyczące jego udziału zostały sfałszowane. Historycy i badacze nie mają co do tego żadnych wątpliwości...

Zakręciło mi się w głowie. Wybiegłem z pomieszczenia jak oszalały.

*

- Jak kilkakrotnie informowaliśmy, dzisiejsze podsumowanie miesiąca będzie w pełni poświęcone odnalezionemu dwa tygodnie temu księdzu Tomaszowi P. Księdza Tomasza zlokalizowały drony należące do Silesiańskiej Policji. Po czterech minutach od transmisji zdjęć na miejscu były już Korpus Medyczny i dwa cyborgi. Lekarze zabrali czołgającego się resztką sił Tomasza P. do szpitala, a cyborgi przeczesały teren. W jednym ze zwyczajnie wyglądających domów znalazły tajne zejście do dobrze zachowanego bunkra. Na miejscu zobaczyły ucztujące szczury. Z właściciela domu zostały niedające się zidentyfikować resztki. Ale w miejscu jego zamieszkania znaleziono dowody sugerujące, że mężczyzna był chory psychicznie. W trakcie wywiadu w szpitalu ofiara napadu potwierdziła przetrzymywanie i tortury. Nie chciała jednak udzielić żadnych szczegółowych informacji. Tydzień później ksiądz Tomasz zapadł w śpiączkę i zmarł na szpitalnym łożu. Prawdopodobnie wkrótce zostanie ogłoszony błogosławionym.

1          Nawiązanie do Widzenia Księdza Piotra [w:] Dziady.CzęśćIII, Adam Mickiewicz, ScenaVCelaksiędzaPiotra (źródło: http://literat.ug.edu.pl/dziadypo/0006.htm).

2   WimieniuPolskiPodziemnejskazujęcięnakaręśmiercizazdradęOjczyzny – wyrok wydawany na zdrajców i kolaborantów, wydawany przez przywódców działającego w latach 1939-1945 Polskiego Państwa Podziemnego (źródło: http://ryty.org/img.php?id=110).

3   27 i 28 marca 1945 r. nastąpiło aresztowanie przez NKWD przywódców Polskiego Państwa Podziemnego. Zostali oni wywiezieni na Okęcie, skąd odlecieli specjalnym samolotem do Moskwy. Następnie został przeprowadzony słynny Proces szesnastu (źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Proces_szesnastu).