Głód - Knut Hamsun

Klasyka (niemal) zapomniana

Mirosław Gołuński


Przed kilkoma laty jedno z poważnych wydawnictw rozpoczęło wydawanie serii Klasyka mniej znana, w której publikowano polskie utwory z poprzednich stuleci należące do obowiązkowego zakresu lekturowego wykształconego obywatela kraju nad Wisłą. Nie wiem, czy jeszcze tę szczytną (i zapewne częściowo przez państwo sponsorowaną) misję kontynuuje, ale ilekroć odwiedzam tanią księgarnię w moim mieście, natykam się na kartony wypełnione dziełami Bałuckiego, Krasińskiego, Niemcewicza, nad którymi pochylam się zapewne jako jeden z nielicznych – zawodowy czytacz polskiej literatury.

Kartony te przyszły mi na myśl, gdy czytałem Głód Knuta Hamsuna, nieco obawiając się, że zarówno ta, pięknie wydana w twardych oprawach książka, jak i inne (spośród których o Golemie Meyrinka miałem okazję pisać niedawno) mogą podzielić wyjątkowo niesprawiedliwy los tamtych. A potem pocieszyłem się, że dla tej późno dziewiętnastowiecznej powieści jest jednak nadzieja – jej autor jest Skandynawem i choć nie napisał kryminału, może uratuje go właśnie pochodzenie, bo Polacy, co prawda nie gęsi i swój język mają, ale – jak już dawno pisał wieszcz Mickiewicz – polskiej literatury nie cenią i nie rozumieją, za to literaturę zza Bałtyku cenią nadzwyczajnie. A Głodowi z wielu powodów warto dać szansę.

Mimo że wydana w 1890 roku, powieść Hamsuna jest bardzo współczesna, jeśli chodzi o sposób pisania. Pierwszoosobowa narracja nieprzedstawiającego się z imienia i nazwiska (za to od czasu do czasu świadomie fałszującego własną tożsamość – zwłaszcza przed organami policji) bohatera – outsidera, ze słabym raczej szczęściem próbującego uprawiać zawód dziennikarza, wpisuje się w dzisiejszy sposób pisania. Od czasu do czasu zdoła coś opublikować, dzięki czemu nie głoduje przez kilka kolejnych dni, ale za każdym razem dochodzi ponownie do ściany i jego opowieść zaczyna falować, a głód zaburza nie tylko jego percepcję, ale również opis świata, ocierający się o deliryczne fantasmagorie. Mówiąc nieco bardziej filologicznie, autor znakomicie połączył w swej powieści dobrze już w jego czasach znany i popularny naturalizm z dopiero wkraczającym na literackie salony behawioralnym psychologizmem. W efekcie obok fizjologicznych opisów symptomów głodu (wymioty, niezdolność przyjmowania pokarmów), otrzymujemy partie oddające zmieniające się nastroje głodującego żurnalisty in spe, przechodzenie od stanów apatii do euforii, od trzeźwego realizmu do katatonicznych zwidów. I choć dzisiejsze anorektyczki nie głodują z powodu braku pieniędzy (i bohater nigdy by ich zrozumiał), to fizjologiczno-psychologiczne reakcje na głód są analogiczne. Widzę w nich jedną z grup docelowych tej lektury – świetnie pokazuje ona, że głodowanie nie tylko pomaga pozbyć się wyimaginowanego tłuszczu, ale również pozbawia człowieka sił witalnych i intelektualnych – bohater pisze coś sensownego nie wtedy, gdy już od kilku dni nie jadł, ale raczej gdy jest choć trochę syty. I nie należy mojej opinii odczytywać jako satyry – ani powieść, ani anoreksja nie są dla mnie nawet pretekstem do ironii – o kpinie więc nie może być mowy.

W historię dziennikarza – mężczyzny wpisana jest również kobieta. Ale nie jest to tak, jak u popularnego ostatnio Grey’a, choć łączy ich branża, to bohater Hamsuna nie jest posiadaczem żadnego tytułu ani gadżetu. Wikła się zaś w relację z jednej strony niespełnialną na żadnym poziomie, a z drugiej, to właśnie ona (nazywana przez niego „Ylajali”, gdyż jej prawdziwego imienia nigdy nie pozna) przejmie kontrolę nad relacją. I jeśli uświadomić sobie, jak wówczas pisano i jak powinny zachowywać się młode panny z dobrych domów, to ówczesne czytelniczki mogły mieć wypieki na policzkach znacznie większe niż dzisiejsze wyzwolone kobiety. Tak, to wątek dosłownie romantyczny i w romantyczny sposób przewrotny, o ile umie się go odczytać. Drogie Panie, chcecie romantycznej historii z poodwracanymi rolami – Głód jest dla was. Drodzy Panowie, uruchomcie wyobraźnię, a powieść nabierze specyficznej pikanterii.

Trzecia grupa, którą powieść ta może, a nawet powinna zainteresować, to buntownicy. Narrator utworu Hamsuna to właściwie buntownik bez powodu, głęboko przekonany o sensie swego powołania, a jednocześnie doświadczający wszystkich upokorzeń wynikających ze zmagania się z etycznymi ograniczeniami swego honoru i dojmującym poczuciem głodu. To gorzka lekcja życia w świecie, który nie znał systemu socjalnego, ubezpieczeń społecznych ani opiekuńczego państwa. W opracowaniach tej powieści sugeruje się, że autor zawarł w niej wątki autobiograficzne – co bohaterowi dodaje dramatyzmu.

Wreszcie niektórych powinna przyciągnąć właśnie postać Knuta Hamsuna. Oto postać na swój sposób tragiczna. Przeżył ponad dziewięćdziesiąt lat, został laureatem literackiej Nagrody Nobla, a umierał w osamotnieniu, odrzucony przez swoich rodaków, gdyż jako osiemdziesięciolatek dał się zwieść ideologii faszystowskiej. Kara zapewne zasłużona, ale rzadko wykonana z taką bezwzględnością – wielu innym wybaczono, robiącym i mówiącym znacznie gorsze rzeczy – jemu nie. Być może właśnie w Głodzie znajdą niektórzy odpowiedź na pytanie o jego postawę pół wieku później?

Wydawnictwo Zysk i S-ka przypomniało utwór, który kiedyś był znany i szeroko dyskutowany, potem należał do żelaznego repertuaru lektur nie tylko skandynawistów, ale również polonistów i w ogóle ludzi o humanistycznych zainteresowaniach. A dziś? Brońmy klasyki, bo tak szybko odchodzi, wypierana przez proste fabułki i jednowymiarowe postacie, niech nie trafi do taniej księgarni, ale niech zdrowy snobizm nakaże mieć ją czytelnikom na swych półkach, a wymyślone imię Ylajali znów znaczy. Tego czytającemu społeczeństwu z całego serca życzę.


Tytuł: Głód
Tytuł oryginału: Sult
Autor: Knut Hamsun
Przekład: Franciszek Mirandola
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Rok Wydania: 2015
Liczba stron: 215
ISBN: 978-83-7785-709-0