Komunikat o błędzie

  • Nie udało się utworzyć pliku.
  • Nie udało się utworzyć pliku.

Wilq Superbohater. Tom 22. Gdyby mała foczka walczyła z małą pandą - Bartosz i Tomasz Minkiewicz

Trzy filary spektakularnie pomarszczonego fotela

Hubert Przybylski


Bo czasami jest tak, że się nie ma siły. Nie ma się siły stać, nie ma się siły siedzieć, nie ma się siły leżeć, nie ma się siły spać*... Nie ma się też siły czytać, grać w Fifę czy inszego Wiedźmaka, a o przepraszaniu Żydów za najstarszego antysemitę na Ziemi nie wspomnę, bo wciąż nie mam siły. I w takim to okresie bezsiły przed normalnym zdrowym czło... nieświeciem zostaje postawiony kłest. Może to nie główny wątek, ale do skompletowania wszystkich arcziwmętów potrzebny, a i mający niebagatelne znaczenie dla całości doczesnej rozgrywki. W moim przypadku tym kłestem było napisanie recenzji dwudziestego drugiego zeszytu Wilqa.

"Tylko tyle?", zapytacie zdziwieni. Cóż. Dziwnym nie jest.

Po pierwsze primo, już na samym wstępie mentalną blokadę na proces poznawczy komiksu normalnemu zdrowemu czło... nieświeciowi zakłada tytuł zeszytu. Gdyby mała foczka walczyła z małą pandą. No właśnie. Zastanówcie się tylko, co by było gdyby. Po której stronie tego megakonfliktu byście stanęli? Czy w ogóle byście stanęli, czy może skończyłoby się na siedzeniu na pomarszczonym fotelu (houou, normalny zdrowy houou), żarciu popkornu ze skwarkami i oglądaniu tego spektakularnego pojedynku dwóch najprawdziwsko twardzielskich przedstawicieli ziemskiej fauny? A może tylko ograniczylibyście się do trolowania na jakimś relacjonującym fajt portalu, którego polityka oparta jest na trzech filarach współczesnego dziennikarstwa. Przemyślcie to. Ale nie tak na szybcika, pomiędzy numerem 2 a myciem zębów, albo podczas przegryzania kebaba (z kurczakiem!) w trakcie jazdy nocną linią do Tesco. To jest zbyt ważna kwestia, żeby zbyć ją byle jak. W moim przypadku zajęło mi to prawie miesiąc, a i to tylko dlatego, że nie miałem siły. "Wnioski?", zapytacie. "Wnioski-sroski", odpowiem. Tu nie o wnioski chodzi, tylko o proces dochodzenia do nich. Proces, w którym trzeba sobie uświadomić wiele istotnych rzeczy, z których co najmniej jedna ma niebagatelne znaczenie***. I właśnie owo dochodzenie do wniosków sprawia, że możemy w jakimś ciemnym tunelu zostać świetliście zailuminowani i odkryć brutalną prawdę****. Pewnie, jak zawsze w przypadku komiksów Wilqa, każdy odkryje swoją własną brutalną prawdę i prawdopodobnie potem nie będzie miał sił jeszcze bardziej... Cóż. Życie...

Po drugie primo, czterdzieści stron (z okładkami) czyta się błyskawicznie. Ale nie daj Boże, zrobicie to przed snem. Noc będzie nieprzespana, a Wasz rechot będzie się niósł po domu/bloku niszcząc więzy rodzinne, przyjaźnie i budząc szacun tej wrednej starej cholery zza ściany (znaczy, jeśli masz taką wredną starą cholerę za ścianą, ale równie dobrze może to być inne piętro, lub posesja obok). A jak noc będzie nieprzespana, to potem dzień będzie do tego miejsca, dokąd promieniowanie kosmiczne nie dochodzi i po szkole/robocie będziecie chcieli się zdrzemnąć, ale to spowoduje, że kolejna noc będzie też nieprzespana. I tak oto wpadacie w parapetuum mobile, a spirala niemocy nakręca się i nakręca...

Po trzecie primo, nawet to, że z komiksu dowiecie się, gdzie się mieści tajna baza S.Ł.A.B.O., że poznacie genezę najstarszej legendy opolskiej*****, że będziecie wiedzieli, jakich drzeworytów szukać u wujka Gógla, że zostaną Wam objawione kulisy kolejnej inwazji kosmitów(b), to i tak nie będziecie mogli spać po nocach, bo nie będziecie wiedzieli, czy Alcman spotkał przygodę i czy ona mu odpowiedziała. I nie liczcie tym razem na motywację ze strony Człowieka Wulgaryzmu z Wielunia - jego dawka w tym zeszycie jest iście homopatetyczna.

A teraz wnioski, bo co to za recka bez wniosków...

Wniosek 1. Moja ocena dwudziestej drugiej odsłony przygód Wilqa jest taka sama, jak i poprzednich. Te komiksy nie mają żadnych słabych stron (poza niewielką objętością i brakiem spin-offu w postaci oddzielnych zeszytów przygód Człowieka Wulgaryzmu z Wielunia), a Bracia Minkiewicz jak rządzili, tak rządzą nadal.

Wniosek 2. Polecam.

P.S. Na ostatniej stronie okładki jest minipolecanka Wielkiego Escapo Pope'a, recenzowanego w ostatni piątek przez Alka. Po mojemu - opinie pokrywają się w stu procentach.

P.S.2. Pamiętacie o filmie? Jeszcze tylko przez kilka tygodni będzie dostępny do oglądania za free, a nawet bez mikropłatności.


Tytuł: Wilq Superbohater. Tom 22. Gdyby mała foczka walczyła z małą pandą
Autorzy: Bartosz i Tomasz Minkiewicz
Wydawca: BM Vision
Oprawa i papier: mięciutka jak kaczuszka, papier szerokości równej prawie standardowej wysokości rolki papieru kuchennego, wysokość o jakieś 1/3 większa.
Ilość stron: 36 stron na papierze jak powyżej plus 4 strony okładek (tego samego rozmiaru!), z czego ta pierwsza z dwoma odcieniami różu (!!! - aż chce się nucić największe przeboje Lady Gagi) - wszystko zapełnione treścią na maksa.
Data wydania: lipiec 2015
ISBN: 978-83-933845-5-6


* Apropo de facto - taki brak sił, to jest największy koszmar każdego szanującego się, uczęszczającego dwa razy w tygodniu na siłkę i raz na crossfit kulturysty-pro-amatora. Naczelna zasada** pakerni mówi bowiem: "jeśli nie musisz iść - stój, jeśli nie musisz stać - siedź. jeśli nie musisz siedzieć - leż, jeśli nie musisz leżeć - śpij".

** Znaczy, jedna z trzech. Druga mówi: "pij wodę", a trzecia to "jeśli nie dasz rady odłożyć ciężarów na miejsce, poproś o to dziewczynę z obsługi".

*** A mianowicie - mała panda, to przecież krewniak niedźwiedzia.

**** I módlcie się, żeby to było tylko jakieś pinolino, a nie niedźwiedź z latarką czołową.

***** Jest bardziej hardkorowa, niż ta o krakowskim smoku-rozpuku, królewnie Wandzie, co to nie chciała Niemca (ale miała pecha), albo złoto-rumianej kaczce (tia... jakby w Warszawie umieli porządnie upiec kaczkę z Tesco).