Komunikat o błędzie

  • Nie udało się utworzyć pliku.
  • Nie udało się utworzyć pliku.

Mroczna Wieża. Tom II. Powołanie Trójki – Stephen King

Rafał Sala

Tak to już jest, że niektóre opowieści są długie. Bardzo długie. Problem z bardzo długimi historiami jest taki, że z reguły pierwszy tom powinien być powalający albo przynajmniej przyciągający na tyle, żeby czytelnik miał ochotę sięgnąć po kolejny. Stephen King jest pisarzem, który byłby zdolny na stu stronach rozpisać się o byle pierdołce, o spadającym z drzewa liściu czy kropli wody spadającej z chmury na Matkę Ziemię. King potrafi krążyć wokół tematu, podgryzać go delikatnie przez długie godziny, by w końcu pozwolić czytelnikowi na zagłębienie kłów w jakże pysznym mięsku głównego wątku. Nic więc dziwnego, że opowieść o Rolandzie rozpisał w ośmiu tomach, a pewnie i tego było mu mało.

Drugi tom Mrocznej Wieży jest kontynuacją historii rozpoczętej w Rolandzie. Główny bohater nadal zmierza do swojego upragnionego celu, czyli tytułowej Wieży. Po rozmowie (rozprawie, debacie) z Człowiekiem w Czerni Roland budzi się na plaży, która już od samego początku okazuje się być miejscem przeklętym. Nie zdradzę szczegółów, bo pierwsze strony są wprost genialne i uczucia, z którymi zostawiają czytelnika, są tak mieszane, że ma się ochotę wsiąść w samolot, znaleźć Kinga i spuścić mu łomot. Serio.

Już sam tytuł wskazuje nam, z czym będziemy mieć do czynienia. Roland najnormalniej w świecie zbiera ekipę, z którą wyruszy w dalszą podróż. Oczywiście persony te będą pochodziły z naszego świata, a same będą uwikłane w najróżniejsze historie. Wystarczy wspomnieć o Eddiem, który jest uzależniony od narkotyków oraz Odetcie, której ciało zamieszkują dwie osobowości. Pojawia się też Jack. Ale co, kto i dlaczego dowiecie się dopiero po przeczytaniu Powołania Trójki.

Powieść czyta się znacznie lepiej niż Rolanda. Klimat, który w pierwszym tomie odgrywał znaczącą rolę, teraz ustępuje pola na rzecz akcji. Dzieje się tutaj znacznie więcej, a to, że dostajemy nowych bohaterów, sprawia, że człowiek czuje się jak u Kinga za piecem. Już wielokrotnie łapałem się na tym, że postaci stworzone przez mistrza horroru zapadają w pamięć i po prostu dają się lubić. Może wynikać to z faktu, że zawsze są niedoskonałe, wielokrotnie się mylą i błądzą, a to jednak cechy nas wszystkich. King, podobnie jak to ma miejsce w każdej porządnej sadze fantasy, zbiera drużynę. Co prawda, nie mamy tutaj pierścienia, który należy zniszczyć, ale zarówno Roland, jak i powołana Trójka dźwigają swego rodzaju brzemię, niezależnie od tego, w jakim stopniu zdają sobie z tego sprawę.

Świetnym zabiegiem wykorzystanym przez Kinga jest też fakt, że nigdzie nie wyjaśnia, po co bohaterowie mieliby dotrzeć do Mrocznej Wieży. Roland, który jako ostatni rewolwerowiec nie ma nic do stracenia, gotów byłby poświęcić bardzo wiele, by tam dotrzeć, z drugiej strony chyba nawet on sam nie wie, co czeka ich po dotarciu do celu. Na razie jesteśmy w Shire, mniej lub bardziej sielskim, ale jeszcze w miarę bezpiecznym. W powietrzu czuć zapach przygody i czegoś mrocznego czającego się tuż za rogiem. Jak to u Kinga, nie będziemy się nudzić.

Powołanie Trójki jest bardzo dobrą kontynuacją Rolanda, i może właśnie dzięki mniejszej ilości filozofowania, jest to książka dla szerszego grona czytelników. O ile pierwszy tom trzeba było trawić jak dobre, ale ciężkostrawne grzyby, to tutaj słowo smakuje jak wiosenna i lekka sałatka w upalny dzień. Pozostaje tylko pewien niedosyt, uczucie, że to jeszcze nie zmierza i długo nie będzie zmierzać do finału. Ale może to i dobrze. Mimo wszystko drugi tom Mrocznej Wieży jest nadal jakby wstępem do właściwej historii, której przecież celem jest tytułowa budowla. Nie pozostaje mi nic innego, jak sięgnąć po kolejny tom opowieści o Rolandzie, który kiedyś tam pod Mroczną Wieżą stanie.


Tytuł: Mroczna Wieża II: Powołanie trójki
Autor: Stephen King
Tytuł oryginału: THE DT II: THE DRAWING OF THE THREE
Tłumaczenie: Zbigniew A. Królicki
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 448
Data wydania: 10 lipca 2015
ISBN: 978-83-7985-584-1