Detektyw

Ocena: 
8.5
Average: 8.5 (2 votes)

Robin Bret był chyba najgorzej opłacanym detektywem w mieście. A to ze względu na brak premii, których przełożeni regularnie mu skąpili. Zresztą nie było w tym nic dziwnego, miał przecież najgorszą wykrywalność w całym Wydziale Zabójstw. Tego zaś przyczyną był fakt, że Bret tropił najczęściej morderstwa dokonane przez samego siebie, więc siłą rzeczy, kiedy już udało mu się sprawę rozwiązać, nie dokonywał aresztowania.

Ofiara, w której mieszkaniu się znajdował, była młodą, atrakcyjną brunetką – tyle mówiły stojące na szafce zdjęcia, bo zabójca sprawił, że twarz dziewczyny zmieniła się w zwęgloną skorupę.

Stojący w drzwiach technik pstryknął fotkę i przesunął się, wpuszczając do środka niecierpliwiącego się nekromantę. Robin go znał.

– Cześć, John – rzucił, odsuwając się od łóżka, na którym leżała zamordowana.

Przybyły mruknął coś niechętnie pod nosem i stanął przy dziewczynie, kładąc obok resztek jej policzka małą walizkę.

– Znowu wypalona – stwierdził.

Westchnął z rezygnacją i zaczął rozstawiać sprzęt.

Robin wiedział, co nekromanta ma na myśli. Nie da się zdjąć cyfrowego zapisu, morderca wypalił dziewczynie ośrodki pamięci długotrwałej. Prawdopodobnie potylica ofiary była równie poparzona jak twarz, ale to mieli sprawdzić za chwilę. John Sully widział takie ślady wielokrotnie w swojej karierze i zdawał sobie sprawę, że nic z ofiary nie wyczyta. Robin również miał okazję widzieć podobnie okaleczone ciała i również wiedział, że odczyt przy takich uszkodzeniach jest niemożliwy. A Sully był dodatkowo niezadowolony, bo fakt, że o tym wiedział, nie zwalniał go z obowiązku przeprowadzania procedury nekroskopii.

Otworzył walizkę, wyciągnął torbę foliową z jednorazową pajęczyną siatki elektrodowej i naciągnął ją na zmasakrowaną głowę ofiary. Potem usiadł na stojącym przy łóżku krześle i nałożył sobie na czoło odbiornik.

Detektyw wiedział, co teraz się stanie. John będzie miał drgawki, będzie rzucał pod nosem pojedyncze, oderwane słowa, jakby mamrotał istotne dla całego procesu zaklęcia. Ale to były tylko „echa”, przesyłane przez nekrograf resztki pamięci zamordowanej werbalizowane przez umysł nekromanty. Resztki dogorywającej, niewysmażonej do końca pamięci semantycznej.

Robin potarł odruchowo prawą skroń, na której tuż przy gęstej brwi wszczepiony miał obiektyw mem–camu. Wypadek, którego doznał trzy lata temu sprawił, że cierpiał na zaniki pamięci, a podłączony do mózgu mem–cam pozwalał mu odtwarzać i przypominać sobie minione zdarzenia. Ot, prosty zabieg, seryjny implant i gotowe. Urządzenie dawało się jednak wyłączyć, a Robin zdawał sobie sprawę z coraz częściej przytrafiających mu się zamierzonych amnezji. To, że zamordował tę dziewczynę, było pewne. Potwierdzał to zarówno sposób, w jaki wyczyszczono pamięć ofiary, jak i skrzyżowane palce u jej lewej dłoni. Aż dziwne, że nikt inny z Wydziału nie zwrócił uwagi na ten mały podpis seryjnego mordercy. Ktoś w końcu na to wpadnie.

W międzyczasie nekromanta skończył się trząść, stękać i bełkotać nad ofiarą i detektyw miał wrażenie, że wszystko poszło szybciej niż zwykle. Sully otarł czoło i usta dobytą skądś chusteczką, po czym zaczął się pakować.

– I co? – zapytał Robin ze zwykłej grzeczności.

– Gówno – usłyszał w odpowiedzi.

Wzruszył ramionami. Czyli brak odczytu. Normalka.

Ponownie spojrzał na zdjęcie uśmiechniętej dziewczyny i zamyślił się. Jeśli wypadek, którego doznał, spowodował jakieś zmiany w mózgu, jeśli wywołał jakieś psychotyczne dewiacje, pod wpływem których mordował te wszystkie kobiety... powinien się zgłosić. Zadenuncjować się. Pójść do kapitana, przyznać się do wszystkiego.

Niestety większą przyjemność sprawiało mu odkrywanie prawdy kawałek po kawałku. W jaki sposób poznał ofiarę? Przecież nigdy wcześniej nie widział jej na oczy. Jaki miał motyw?

Nekromanta opuszczał właśnie pokój klnąc cicho pod nosem.

Robin skinął na stojącego w kącie patologa.

– Zaczynaj pan – wskazał ofiarę. – Do jutra chcę widzieć, co było dokładną przyczyną śmierci.

Rozpoczynało się polowanie.

Odpowiedzi

sympatyczne