Komunikat o błędzie

  • Nie udało się utworzyć pliku.
  • Nie udało się utworzyć pliku.

Wielki Escapo - Paul Pope

Komiksowo, obrazowo, wizualnie

Aleksander Kusz


Gdy jakiś czas temu Maciek namawiał mnie na wprowadzenie komiksów na Szortal, nie wiedziałem, jak to się skończy, a właściwie nie wiedziałem, że ta idea rozwinie się tak dobrze. Współpracujemy z większością wydawnictw oferujących komiksy, do Maćka najpierw dołączyłem ja ze swoimi wynurzeniami, a teraz jeszcze Marek. Jest dobrze.

Piszę to dlatego, że wymyślając co napiszę w niniejszym omówieniu, miałem przemyślenia ogólno komiksowe. Mój młodszy syn znalazł w szafie Asterixy, o których prawie zapomniałem. Nie pamiętałem w ogóle, że kiedyś je kupiłem. Usiadłem sobie nad nimi i przeglądałem. I wtedy zacząłem wymyślać, jakie komiksy teraz tak naprawdę lubię. Bo kiedyś to wiadomo: Kajko i Kokosz, Tytusy, Jonka, Jonek i Kleks (zawsze byłem pewien, że autor to facet, jakoś nie dopuszczałem myśli, że może to być kobieta, myślałem, że ma na imię Paweł, ale ktoś kreseczki zapomniał), komiksy Tadeusza Baranowskiego, trochę fantastycznych i koniec. A teraz? Może to dziwne, ale nigdy nie kręciły mnie komiksy o superbohaterach. Dobrze więc, że tę działkę, główną przecież teraz na rynku, przejęli z chęcią Maciek i Marek. Mój najlepszy komiks to Sandman. Przede wszystkim dlatego, że napisał go Gaiman, bo Gaiman wiadomo, moim Guru jest (dziewiątą część Sandmana niedługo Wam omówię, bo właśnie ją czytam), ale zaraz potem są komiksy niszowe, alternatywne, które obecnie są wydawane przede wszystkim przez Wydawnictwo Komiksowe (Prószyński i S-ka) pod światłym przewodnictwem Wojciecha Szota. 

Przeczytałem kilka ich pozycji i muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem tego, co można zrobić z komiksu (w książkach byłoby trudniej, ale w komiksach to przecież laik jestem). Przecież to niesamowite! Wiem, że dla Was to żadna nowość, ale dla mnie i owszem! Okazało się, że komiks nie musi opisywać przygód od pierwszej do ostatniej klatki, przy okazji nie musi mieć żadnego superbohatera w majtkach na spodniach, czy całego zielonego, nie musi nawet pokazywać przygód postaci z kreskówek. Może po prostu opisywać życie, codzienne, mozolne, czy wymyślone, jak to miało miejsce w Brodzie…. I za to lubię te komiksy, za to, że są takie „normalne”. Wiadomo, że wyrosłem z książek przede wszystkim, więc lubię jednak, kiedy jest jakaś treść, fabuła. A wiadomo, że to nie zawsze jest najważniejsze w komiksach (dla mnie zawsze najważniejsze, ale potrafię zrozumieć innych, którzy uważają, że warstwa wizualna jest ważniejsza).

I tak oto, idąc sobie tropem wolnych myśli ganiających wiatr w mojej głowie, doszedłem już do tytułu omawianego komiksu, a jest nim Wielki Escapo Paula Pope’a. Omawiam Wam wydanie deluxe, najnowsze, z kolorem, z drugą częścią i dodatkami rodem z najlepszych, reżyserskich wersji DVD. Komiks bowiem składa się z trzech części. W pierwszej mamy oryginalny komiks z 1999 roku (ale kolorowy), w drugiej mamy następną opowieść o Wielkim Escapo, a w trzeciej, zajmującej prawie dokładnie 1/3 zbioru (jakiś księgowy to układał czy co?!) mamy zestaw dodatków. Wszystko to wydane w bardzo ładnej szacie graficznej, szyte kredowe karty, oczywiście w twardej oprawie.

Tak więc wizualnie, na pierwszy rzut oka jest idealnie, a jak dalej? Kreska jest ciężka, tak samo kolor, zazwyczaj ciemny, przytłaczający. Nie znam innych komiksów autora, ale po krótkim rekonesansie stwierdziłem, że to raczej jego tradycyjna forma (zdziwiłem się nawet w materiałach dodatkowych, bo znalazło się tam o wiele więcej kolorów niż w części „podstawowej”. Fabularnie nie rzuca na nogi, ale przecież nie ma, bo Pope to przede wszystkim obraz, a nie treść. I jeszcze jedno – emocje, tego jest bardzo dużo.

Dostajemy bowiem opowieść o człowieku, który nie boi się śmierci, potrafi uciec z każdej pułapki, jest przez wszystkich podziwiany, ale…, no właśnie ale, jest zakochany, oczywiście bez wzajemności, w pięknej linoskoczce Aerobelli. I właśnie w tych emocjach, poetyckości przedstawienia sytuacji jest siła. Doskonale wspierają ją kadry, ciemne, niewiele ujawniające. Czytając mamy odczucie, że jesteśmy tuż obok, że słyszymy konferansjera zapowiadającego donośnym głosem Wielkiego Escapo, że razem z innymi widzami denerwujemy się i czekamy, czy uda mu się uciec z następnej pułapki. Razem z nim stoimy za drzewem bojąc się podejść do Aerobelli, bo przecież jest taka piękna, a jak już uda mu się wypowiedzieć słowa miłości, to czekamy z zaciśniętymi kciukami, czy linoskoczka odwzajemni jego uczucia.

W drugiej części Wielki Escapo spotyka w bardzo trudnej pułapce śmierć, a właściwie Śmierć, co jest dla niego niesamowitym przeżyciem, bowiem wcześniej wydawało mu się, że śmierć właściwie nie istnieje, a jeśli już, to na pewno omija go szerokim łukiem. Po rozmowie z nią już nic dla niego nie będzie takie samo, będzie patrzył na życie i przez to także na śmierć z całkiem innej perspektywy.

Trzecia część to dodatki. Mamy tu impresje innych autorów na temat Wielkiego Escapo, dodatkowo mamy rysunki Pope’a związane z tym komiksem. Trzecia część mnie nie powaliła, ot, dodatki, przejrzałem i zapomniałem. Może dlatego, że nie znałem wcześniej tego komiksu i jakoś dodatki do wersji podstawowej mnie nie interesowały.

Bardzo spodobała mi się poetyckość, wieloznaczność i metaforyczność komiksu. Autorowi udało się stworzyć obraz, który zapamiętuje się na dłużej i to na kanwie bardzo okrojonej fabuły.  Naprawdę niewielu twórców potrafi coś takiego stworzyć.

Nie jest to dla mnie najlepszy komiks wydany ostatnio przez Wydawnictwo Komiksowe, ale na pewno jest to komiks, który zapamiętam na dłużej.


autor: Paul Pope
tytuł: Wielki Escapo
Tłumaczenie: Daniel Gizicki
wydawnictwo: Wydawnictwo Komiksowe
data wydania:  marzec 2015
liczba stron: 236
ISBN: 978-83-64638-22-0