Komunikat o błędzie

  • Nie udało się utworzyć pliku.
  • Nie udało się utworzyć pliku.

Preparator - Hubert Klimko-Dobrzaniecki

Odkrycie

Aleksander Kusz


Ja to tak lubię na opak. Czasami świadomie, czasami nieświadomie. Tym razem zdarzyło mi się nieświadomie. Bardzo się cieszę, że się zdarzyło, bo w przeciwnym razie nie przeczytałbym świetnej książki dobrego autora.

Jeżeli sprawdziliście, o jakiej książce piszę, to po tym krótkim wstępie możecie przestać czytać omówienie i zabrać się za szukanie książki, a następnie jej czytanie. To naprawdę świetna powieść, dawno nic tak dobrego nie przeczytałem. A wszystko to za sprawą Łukasza Orbitowskiego. Bo gdyby nie Jego książka wydana przez wydawnictwo Od deski do deski,  nie wiedziałbym o istnieniu tegoż, a co za tym idzie, nie wiedziałbym o pierwszej książce wydanej przez to wydawnictwo (książka Łukasza była druga). Na dodatek, aż wstyd się przyznać, choć o autorze tej książki słyszałem, nie przeczytałem do tej pory żadnej pozycji z Jego dorobku. Już śpieszę nadgonić moje zaniedbanie i mam nadzieję, że mi je wybaczycie. Tym bardziej śpieszę, że jedna z Jego książek jest zatytułowana – Bornholm, Bornholm, co przypomniało mi o tej pięknej wyspie i od razu zachciało mi się na nią wrócić. Kto tam jeszcze nie był, serdecznie polecam, niesamowite miejsce!

Wydawnictwo i serię na F/Aktach omówiłem Wam dosyć szczegółowo przy okazji książki Łukasza Orbitowskiego, nie będę się więc powtarzał. To bardzo dobry pomysł i, jak do tej pory, dwie świetne książki.(trochę boję się kolejnej pozycji autorstwa Janusza L. Wiśniewskiego o zabójstwie Andrzeja Zauchy, ale na pewno spróbuję przeczytać). Kilku innych dobrych autorów zostało również zaproszonych do współpracy, nic tylko stanąć i przyklasnąć. Lubię takie projekty, choć są trochę wbrew rynkowi i głównym nurtom, ale czuję wtedy, jakby w tych książkach autor i wydawnictwo zostawiali trochę więcej serca.

Hubert Klimko-Dobrzaniecki, autor w miarę znany, oczywiście w  pewnym kręgu czytelników. Był nominowany do wielu nagród, do paru innych nie nominowany, ale jeśli chodzi o te najważniejsze, przedpokoje chyba zaliczył. To zresztą nieważne, dla mnie nieważne, bo nagrody przecież niewiele znaczą, chociaż muszę przyznać, że gdyby nie Nike, to nie odkryłbym książek Joanny Bator, a to jedno z moich największych odkryć w ostatnich latach (oprócz Alice Munro oczywiście! – tutaj przed Noblem!). Więc tak, ok, dobrze, że są nagrody, dobrze, bo można sobie sprawdzić nominowanych i nagrodzonych, ale absolutnie nie można sugerować się w ciemno nagrodami przy wyborze książek, bo na kilku nagrodzonych książkach mocno się zawiodłem.

Myślę, że gdybym zajrzał do książek Klimko-Dobrzanieckiego wydanych po roku 2007 roku, kiedy to był nominowany do nagrody Nike, nie zawiódłbym się. Bo w książce, którą właśnie omawiam, podoba mi się narracja i fraza, ale przede wszystkim przemyślenia. To jest to, co mnie bardzo mocno wciągnęło w powieść. Autor jest w podobnym wieku jak ja, prawdopodobnie wkłada w usta głównego bohatera jakieś swoje przemyślenia na temat dzieciństwa, dojrzewania oraz przełomu socjalizmu i kapitalizmu. Oczywiście nie mam tu na myśli skrajnych przemyśleń głównego bohatera, o takie nie podejrzewam Autora. Chodzi mi o ogólne przemyśleniach, ponadczasowe, ludzkie. Tutaj jestem ich bardzo blisko. Czytając książkę aż się zastanawiałem, czy to coś znaczy, że myślę podobnie jak główny bohater, hmm… nie, wolę nie rozwijać tego wątku.

Preparator, bo taki tytuł nosi ta książka, to zbeletryzowana opowieść o podwójnej zbrodni popełnionej w Łodzi w 2011 roku. Właściwie to nie opowieść, a dialog, a właściwie nie dialog, a monolog przerywany co jakiś czas wypowiedzią słuchającej osoby. Jeszcze inaczej - jest to spowiedź głównego bohatera, w której opowiada on historię swojego życia, opisuje swoją rodzinę, warunki, w jakich mieszkał, czasy, w których żył, oraz swoich znajomych. To opowieść o życiu głównego bohatera, które doprowadziło go do popełnienia tych strasznych zbrodni.

Na początku było mi bardzo ciężko wejść w książkę i w opowieść. Miałem odczucie, że monolog, który zastosował Autor, jest przytłaczający. Jednak po pewnym czasie książka mocno mnie wciągnęła. Nie potrafiłem się od niej oderwać, jakby wciągnęła mnie w siebie. Oswoiłem też ten swoisty sposób narracji. I tak było już do końca powieści, kiedy było mi żal, że to już koniec.

Główny bohater został wychowany w typowej polskiej rodzinie - mieszkanie w bloku plus tak zwany „zimny chów”, tak popularny w tamtych czasach. Hołubiona jest tylko wspaniała córeczka, a syn jest prawie w ogóle niezauważany, a jeśli już, to żeby go skrytykować, a nie pochwalić, czy przytulić, a gdzie tam!, o przytuleniu nawet nie może być mowy. Ojciec jest odsunięty od rodziny i wychowania, przecież z góry wiadomo, że się do tego nie nadaje. Na dodatek praca wykonywana przez niego jakoś nie nastraja pozytywnie do tego, aby zajmował się dziećmi, jest bowiem preparatorem, „zimnym doktorem”. Sami przyznacie, że dziwny to zawód (nie to co rodzinnie usposobiony księgowy). Ojciec próbuje ratować jakoś sytuację syna, czasami pomaga, próbuje wyciągać go z kłopotów, wbrew zaleceniom matki zabiera go na ryby (przynajmniej próbuje), ale to nic nie daje, główny bohater tylko pogrąża się, coraz bardziej zatapia się w niebycie, niezrozumieniu, coraz bardziej jest na bakier ze społeczeństwem i z systemem. W końcu przemyka przez życie, jakby obok innych, bo z nimi jakoś nie umie. Wykonuje wiele zawodów, by ostatecznie przejąć schedę po ojcu, który odchodzi na emeryturę, i zostaje preparatorem.

Tak sobie żyjąc/nie żyjąc zostaje doprowadzony do sytuacji, z której już nie ma powrotu, i która doprowadzi go do właśnie odbytej spowiedzi. Podobnie jak w Innej duszy Łukasza Orbitowskiego, i tu w głównym bohaterze budzi się jakaś siła, która powoduje człowiekiem, ciągnie go, mimowolnie, jakby wbrew niemu samemu.

Porównywałem tę powieść do Innej duszy, bo przecież to ta sama seria i podobne tematy. Doszedłem do wniosku, że te dwie powieści są trochę do siebie podobne. Oczywiście, nie w narracji, bo ta jest całkiem inna. U Orbitowskiego mamy opis zdarzeń i sytuacji opowiedziany bez emocji przez głównego, fikcyjnego bohatera. U Klimko-Dobrzanieckiego jest monolog, pełen emocji zagubionego człowieka. W obu powieściach mamy do czynienia z jakąś wewnętrzną/zewnętrzną obcą siłą, która steruje bohaterami, mamy także bardzo dobry opis czasów, w których przyszło im żyć. W żadnej z powieści nie znajdziemy usprawiedliwienia popełnionych zbrodni, jednak sugestywny opis życia przyszłych zabójców sprawia, że czasami można odnieść wrażenie, że ich rozumiemy, momentami wydają się bardziej ludzcy, niż ich otoczenie.

Dobra powieść. Bardzo dobra powieść. Jedna z lepszych przeczytanych przeze mnie w tym roku, może nawet najlepsza. To nie jest łatwa powieść w odbiorze, ale naprawdę warto po nią sięgnąć. Bardzo polecam!

autor: Hubert Klimko-Dobrzaniecki
tytuł: Preparator
wydawnictwo: Od deski do deski
data wydania: marzec 2015 r.
liczba stron: 232
ISBN: 978-83-65157-99-7