Komunikat o błędzie

  • Nie udało się utworzyć pliku.
  • Nie udało się utworzyć pliku.

Przyziemie

Ocena: 
8.5
Average: 8.5 (2 votes)

Mimo że tarcza Gilariona, za którą się skrył, roztaczała ochronną aurę, rycerz poczuł na skórze żar ognistego podmuchu smoka.

– Teraz!

Kiedy komenda rycerza odbiła się echem od ścian jamy, z dwóch pobocznych salek wyleciały włócznie i wbiły się w szyję bestii. Smok przestał zionąć ogniem i wydał z siebie przeszywający do szpiku kości ryk.

Rycerz z trudem wyrwał się z odrętwienia i wyciągnął Exoderona ze złotej pochwy. Wzniósł ostrze, a potem naparł na nie całym ciężarem ciała, przebijając serce bestii.

Wycieńczony bohater osunął się na ziemię, krople potu spływały mu po policzkach. Poczuł, jak ciążą mu miecz i tarcza, więc odłożył je z namaszczeniem na bok. Kiedy jego przyjaciele, krasnoludzki wojownik Onthar i elfie rodzeństwo Suindavin i Suindavana, zbliżyli się do niego, uniósł się, by spojrzeć na smocze cielsko.

Uśmiechnął się, balisty zadziałały. Gdy podniósł dłoń, żeby odebrać gratulacje, słowa „game over” wyłoniły się z powietrza tuż przed jego oczami, zamazując całą resztę obrazu. Jama, towarzysze, smok, broń i zbroja, wszystko zniknęło pozostawiając tylko szybujące słowa.

– Nie!

Młodzieniec zerwał z głowy gogle i słuchawki, chwilę szamotał się z kablami i pobiegł przed lustro. Nagi i wychudzony zupełnie nie przypominał tego, kim był jeszcze przed paroma sekundami. Jedynie ciemności panujące w pokoju przypominały smoczą jamę, w której przed chwilą się znajdował. Rzucił się na kolana, rozpaczliwie sprawdzając kolejne żetony rozsypane po podłodze pokoju, lecz jego frustracja rosła w miarę jak przekonywał się, że wszystkie są wykorzystane. Nie została mu ani minuta.

– Muszę wrócić!

Otworzył drzwi i jęknął, oślepiony przez stojące wysoko słońce. Powoli przypominał sobie życie poza grą. Narzucił szlafrok, wziął kartę kredytową, osłonił oczy ramieniem i pobiegł w stronę sklepu na rogu.

Stracił siły, gdy brakowało mu kilkudziesięciu metrów do celu. Jego nogi drżały. Oparł dłoń na murze i kontynuuował swój marsz, wyobrażając sobie, że uległ zaklęciu złego czarownika. Szukał mikstury, która wyzwoliłaby go z piekła, w którym się znalazł.

Drzwi sklepu otworzyły się. Sprzedawca podniósł wzrok znad tableta, na którym czytał, i przywitał młodzieńca grymasem.

– Proszę, proszę. Już myślałem, że nie żyjesz. Wiesz, co mówią o tej wirtualnej papce?

Chłopak zignorował go, nie miał zamiaru słuchać sługusów czarownika. Mimo to musiał dostosować się do jego zasad, jeśli chciał wrócić do swojego prawdziwego życia.

– Daj mi wszystkie żetony czasu, jakie masz!

Wyciągnął kartę kredytową, wpatrując się w regał, na którym błyszały w słońcu setki żetonów. Każdy innego koloru, przypominały portale do innych światów.

– Wygląda na to, że ktoś potrzebuje swojej dziennej dawki.

– Szybciej!

– Wiesz co? –zaśmiał się sprzedawca. – Nie masz środków na koncie.

– Nie, nie, nie!

– Tak, tak, tak! Zmykaj stąd, zanim zasmrodzisz mi cały sklep.

– Nie rozumiesz! To nie jestem ja. Muszę wrócić!

Mężczyzna za ladą uśmiechnął się. Wyciągnął dłoń po parę szarych żetonów i położył je przed sobą.

– Darmowe próbki. Masz.

– Zabiorą mnie do Śródziemia?

– Kto wie. Nie mój problem.

Młodzieniec zabrał żetony i czując, jak dodają mu siły, wrócił do domu. Cisnął szlafrok w kąt, usadowił się w fotelu. Rozplątał kable,  po czym założył gogle i słuchawki. Jęknął, wciskając żetony do konsoli.

Świat zniknął. Zastąpiła go trójwymiarowa projekcja. Niepewność chłopaka nie trwała długo, z nieokreślonego w przestrzeni miejsca dobiegł go głos:

– Witaj w „Stwórz swój świat”! Jaki ma być?

– Chcę Śródziemia.

– To świat chroniony prawami autorskimi. Obawiam się, że musisz wybrać inny.

– Chcę średniowiecza pełnego magii, elfów, krasnoludów, orków i smoków.

– No dobra.

Obraz zniknął, a jego miejsce zajął jasny las. Promienie słońca przebijały się przez korony drzew, ptaki świergotały wiosennie. Młodzieniec podskoczył z radości i ruszył biegiem w poszukiwaniu najbliższej wioski. Lecz gdy dotarł na miejsce, coś się nie zgadzało.

– Ten zamek wygląda jakoś dziwnie.

– Drogi panie, zamek należy do hrabiego Nadiala. To jedna z najpiękniejszych budowli w okolicy.

– Ale obok drzwi jest tabliczka, na której napisano „Made in China”.

– Potrafisz, panie, odczytać słowa stwórcy! Nawet my, elfy, tego nie potrafimy!

– Elfy? Przecież jesteś paskudny.

– Jak śmiesz mnie obrażać? Choć jesteśmy w wiosce krasnoludzkiej, nawet one nie śmią z nas drwić.

– Co? Przecież wszyscy są wyżsi od nas.

– Aha. Co pan sobie wyobraża? Może jeszcze mi pan powie, że posąg smoka na środku wioski wcale nie jest posągiem smoka?

– To pies!

– Dosyć tego! Idź pan stąd, jeśli nie odpowiada mu taki świat!

Młodzieniec poczuł na sobie spojrzenia elfa i krasnoludów. Nawet posąg smoko-psa na niego patrzył. Uznał, że nie takiego świata oczekiwał i wrócił do jasnego lasu.

– Głosie! To nie tego chciałem.

– Spełniłem twoją wolę.

– Chcę Śródziemia, nie tej podróbki.

– Zatem nazwij ją Przyziemiem. Nic innego za darmo nie dostaniesz.

– Za darmo?

– Tak, wersja demonstracyjna. Ale jeśli chcesz, mogę ją skasować. Nie ma problemu.

– Nie, nie. Trzeba było tak od razu. Dziękuję.

Młodzieniec zrobił zwrot o sto osiemdziesiąt stopni, wzniósł drewniany miecz i wyruszył na przygodę z brzydkimi elfami i wysokimi krasnoludami.

 

Przełożył Michał Wróblewski