Komunikat o błędzie

  • Nie udało się utworzyć pliku.
  • Nie udało się utworzyć pliku.

Niecierpliwa

Ocena: 
4.5
Average: 4.5 (2 votes)

Kurtyna poszła w górę. Jak najbardziej oczekiwanie. Zapalono światła, rozbrzmiała muzyka. Odrobinę fałszywie, ale tym się nie przejęłam. Najciekawsze dopiero przede mną. O, przybyli aktorzy. Większość trochę niewyspana. Zaczynajcie wreszcie, bo mi nudno strasznie! Na przód sceny wyszła staruszka.

– Widzicie tego mojego wnuka? Strasznie się zawziął – zachlipała. – Do szkół go posłali. Wrócił zaraz i z kolegami po nocach łazi. Ech… żadnej pociechy, tylko łzy. Moje łzy. Taki ten padół być musi?

Odruchowo pokiwałam tylko głową.

– Widziała pani, jak wszystko odremontowali? – szepnął starszy pan do sąsiadki. – Jak nowe. Ciekawe, ile kosztowało – rzekł bardziej do siebie niż do niej.

– Pan to tylko o pieniądzach – odpowiedziała starsza pani. – Sam pewnie groszem nie wspomógł.

Staruszek obruszył się.

– Małom się natrudził przez całe życie? – zapytał. – Co pani tam zresztą wie? Pewnie wszystko do Torunia w kopercie idzie.

  – Teraz się robi wszystko przez komputer. W kopercie to pan możesz swój testament trzymać.

  – Idźże babo w diabły...

  – Wzajemnie.

  Pogrążyli się w zamyśleniu. Czerwone policzki, zaciśnięte pięści, zmarszczone brwi.

Tymczasem zza kulis wychylił się młodzieniec. Nieśmiały strasznie. Wyjdźże wreszcie, myślę sobie. Nie chcesz?

  Wyszedł na środek sceny i spuścił głowę. Sprawdził szybko, która godzina. Jakby bał się upływającego czasu.

  – Ładny zegarek znalazłem – powiedział i zdjął go z nadgarstka, by położyć przed sobą na podłodze. 

  – Znalazłeś? – zagaduje ta sama staruszka, która dopiero co narzekała na wnuka.

  Chłopak zaczerwienił się, chyłkiem zgarnął zegarek i wyszedł.

  – Nie dla niego to przedstawienie. Bilety za drogie, rola nie do nauczenia. Trudna – skomentowała staruszka.

  Ziewnęłam, z niecierpliwością czekając na antrakt.

  Babina wycofała się, na front wyszła młoda dziewczyna. Szczupła, blada, z zielonymi włosami. Na ręku tatuaż, w nosie kolczyk. Reszta aktorów zaczęła szemrać z niezadowoleniem, ale ona nie zwróciła na nich uwagi.                        

  – Mama w szpitalu. Mama już nie w domu. Chora jak kiedyś dziadek. – Padły krótkie, nieskładne zdania. – Dziadka już nie ma. Kaszlał dużo i powiedział, że wróci, jak się lepiej poczuje. Kaszlał dużo. Jak... jak mama... Dlaczego? – Zaczyna płakać.

  A mnie jakoś niesmutno.

  – Czemu ona płacze? – pyta synek, który dotąd spał oparty o moje ramię.

  – Źle jej w życiu. Tamtej też.

– Naprawdę?

– Zobacz, zachowują się, jakby mówiły do mnie. A cóż ja powiedzieć mogę? Co ja jestem? Matka Boska Dobrej Rady?

– Możesz tylko patrzeć, mamo.

Zerkam na niego. Ściska tę swoją książkę i patrzy na mnie ze spokojem. Jaki on mądry!

– Wyjdziemy? – proponuję.

  – Nie możemy, przecież wiesz. – Puszcza do mnie oko, a potem wierci się i poprawia koronę. – Strasznie to ciężkie, mówi, jakbym cały świat dźwigał.

  Nie odpowiadam. Aktorzy wchodzą i wychodzą. Migotliwe postacie, przygasłe cienie, które trawi ogień.

  – Theatrum mundi – mruczę znowu. – Ale... synu... oni nic nie wiedzą. Przychodzą, proszą, skarżą się, kłócą, a my tylko...

  – Patrzymy.

– Nie mają pojęcia, że...

– Wielu ma, mamo. Platon nas przejrzał. I wielu innych.

Przejrzał?, myślę. Wszystkich Troje? Ojca, Syna, Ducha? Masz ci los, a ja znów niczego nie zrozumiałam. Wiecznie poszukująca Matka Boska Niecierpliwa z jasnogórskiego obrazu. Jutro znów zadam te same pytania.