Komunikat o błędzie

  • Nie udało się utworzyć pliku.
  • Nie udało się utworzyć pliku.

Rozłąka - Christopher Priest

Rozdzielenie – ale czego?

Mirosław Gołuński


Nie będę ukrywał, jestem miłośnikiem historii alternatywnych i mogę śmiało powiedzieć, że sporo już powieści należących do tej grupy przeczytałem. A jednak Christopher Priest zaskoczył mnie, a jego Rozłąka to powieść wybitna, nawet jeśli malkontenci powiedzą, że właściwie nie ma w niej nic nowego – albo nie powiedzą, bo ten typ czytelników po tak poważną literaturę rzadko sięga. Z lekturą recenzowanej tu powieści wiąże się kilka zasadniczych problemów.

Pierwszym jest fabuła. Pozornie można by ją streścić w maksymalnie dwóch akapitach. Tyle tylko, że takie streszczenie nie odda sensu ani pytań, które z niej się wyłaniają. Można by również poświęcić na jej streszczenie kilkadziesiąt stron, zabijając rzecz jasna, przyjemność lektury i docieranie do istoty rzeczy, bo tym razem naprawdę właśnie o nią chodzi.

Drugim, bezpośrednio związanym z pierwszym jest czas, a właściwie czasy. Kluczowe wydarzenia rozgrywają się 10 maja 1941, brytyjskie bombowce lecą zrzucić swój ładunek na Hamburg. Za sterami jednego z wellingtonów zasiada porucznik J. L. Sawyer, niespełna trzydziestoletni, ale już bardzo doświadczony pilot. W pewnej chwili, jeszcze nad Morzem Północnym wraz z załogą są świadkami pościgu czterech niemieckich myśliwców za piątą, również oznaczoną czarnym krzyżem maszyną. Pościg prawdopodobnie kończy się sukcesem. Kilka minut później mają déjà vu – ale tym razem uciekający samolot wpada w chmury i znika ścigającym messerschmittom z oczu. Co się wtedy wydarzyło?

Odpowiedzi na to pytanie, choć mocno nieświadomie, szuka historyk Stuart Gratton. Czytelnik szybko się jednak orientuje, że Gratton nie żyje w naszym czasie, choć kończy się u niego XX wiek (nie było mi łatwo przyjąć od razu rzeczywistość, w której Niemcy nie przegrały II Wojny Światowej, a Żydzi zostali przeniesieni na… Madagaskar). Badacza zainteresowała postać J. L. Sawyera, choć szybko okazuje się, że J. L. Sawyerów jest dwóch – braci bliźniaków, brązowych medalistów w wioślarstwie na olimpiadzie w Berlinie w 1936. I to wszystko, co ich łączy. Jeden jest pacyfistą pracującym dla Czerwonego Krzyża, drugi – pilotem RAF; jeden ożenił się z niemiecką Żydówką – Birgit, wywiezioną przez braci z nazistowskich Niemiec po olimpiadzie, drugi – jest kawalerem; w jednej z wersji historii pacyfista zginął w czasie bombardowania, a pilot przeżył zestrzelenie swojej maszyny, w drugiej jest dokładnie odwrotnie.

Kolejny problem to faktura powieści. Poza stosunkowo krótkim wstępem, czytelnik otrzymuje fragmenty książek, skrawki dokumentów, zapiski lub wspomnienie braci Sawyerów. Polski czytelnik może sobie przypomnieć wielkiego mistrza tego typu prozy, Teodora Parnickiego – pierwszego w Polsce, a zapewne jednego z pierwszych na świecie twórców takiej świadomie uprawianej fantastyki historycznej – u niego również mamy do czynienia przede wszystkim z dokumentami i dialogami. Oczywiście, Priest pisze znacznie przystępniej, ale skojarzenia nasuwać się mogą. Również dlatego, że w tej powieści nie ma prostych odpowiedzi, nie jest tak, jak w Człowieku z Wysokiego Zamku Philipa K. Dicka, gdzie mamy jednoznacznie inną wersję historię, ale też nie jest tak, jak w Osamie Ladvie Tidhar (też wydanej w niezawodnej Uczcie Wyobraźni w której ocierają się o siebie dwa równoległe światy. W Rozłące sprawa jest o wiele bardziej złożona, gdyż mamy dwa równoległe światy, które się nie stykają, a przynajmniej historyk nic o tym nie wie. W ten sposób drobne wydarzenia w czasie lotu (przy czym w jednej z wersji jedyną osobą, która przeżyła z załogi bombowca jest nawigator, który nie widział ścigających się niemieckich myśliwców) pozostaje jedynym czytelnym śladem rozdzielenia.

No właśnie. Ostatnim problemem, który tutaj wymienię, jest sprawa tłumaczenia tytułu. Zwykle jestem pod dużym wrażeniem pracy wkładanej przez translatorów w trud przyswajania polszczyźnie literatury fantastycznej, ze szczególnym uwzględnieniem Uczty Wyobraźni. Tym razem jednak odczuwam dyskomfort związany z przekładem tytułu. Angielskie The Separation oddano jako Rozłąka. Nie jest to oczywiście tłumaczenie niepoprawne językowo, jednakże angielskie słowo „separation” ma co najmniej kilka znaczeń. „Rozłąka” w języku polskim odsyła do sfery intymnej, słowa tego używamy dla opisu relacji między dwojgiem ludzi, którzy z jakiego powodu, na ogół niezawinionego przez siebie, zostali rozdzieleni. W słowo to wpisana jest tęsknota, smutek, żal. Takie emocje pojawią się w powieści Priesta, lecz nie sądzą, by były one tym znaczeniem, które autor tytułem chciał wydobyć. Wydaje się, że „rozdzielenie”, „oddzielenie” – będące również pełnoprawnymi znaczeniami dla „separation” byłyby odpowiedniejsze – a nawet dosłowny odpowiednik „separacja” – co prawda u nas odnoszący się przede wszystkim do sfery prawnej – byłyby bliższe faktycznej treści utworu. Przyznaję, że gdy myślę o powieści Priesta, przywołuję przede wszystkim oryginalny tytuł z całą jego wieloznacznością w języku angielskim.

W tytule zapytałem, co zostaje rozdzielone – i w zakończeniu również nie udzielę na to pytanie odpowiedzi. Siłą bowiem tej powieści jest właśnie jej niejednoznaczność, pozostawienie miejsc niedookreślonych – by użyć kategorii polskiego filozofa, Romana Ingardena – które każdy czytelnik wypełnić musi sam. To jedna z tych powieści, które uczą czytać, myśleć, gdyż „dają do myślenia”.


Tytuł: Rozłąka
Tytuł oryginału: The Separation
Autor: Christopher Priest
Tłumaczenie: Robert Waliś
Wydawca: MAG
Data premiery: 26 czerwca 2015
Ilość stron: 416
ISBN: 978-83-7480-542-1