Tajny pamiętnik doktora Watsona

Ocena: 
0
Brak głosów

(Niedawno odnaleziono tajny pamiętnik doktora Watsona. Poniżej znajduje się ostatni wpis. Nietrudno zgadnąć, że słowa te napisał zaledwie dzień lub dwa przed tym, jak zginął z rąk swojej żony, która zastrzeliła go, działając w obronie własnej. Wielbiciele Holmesa powinni przeczytać ten fragment i wyciągnąć własne wnioski).

 

            Sherlock Holmes. Jakże nienawidzę tego imienia i nazwiska! Jakże mnie one prześladują! Nawet teraz, kiedy wyraźnie chciałem napisać tylko i wyłącznie o sobie, zacząłem od przytoczenia jego przeklętego nazwiska.

            Niech będzie i tak. Zapalmy diabłu ogarek. Opowiem o Holmesie.

            Sherlocku Holmesie. Wielkim Detektywie. Umysłowym Gigancie. Mistrzu Kamuflażu. Odrażającym Robaku.

            Sherlocku Holmesie, samolubnym fanatyku, który delektował się zgniataniem drobnych przestępców stopami swego intelektu.

            Nie wiem, czy ten pamiętnik ujrzy światło dzienne, ale jeśli kiedykolwiek tak się stanie, jestem pewien, że czytelnicy będą zaskoczeni słowami, które właśnie napisałem. Czy to możliwe, że stary, dobry, poczciwy i wierny Watson wypowiada się w ten sposób o wspaniałym detektywie?

            Niemożliwe! Niewiarygodne!

            Bzdura. Lepiej w to uwierzcie. A ty, Drogi Czytelniku, lepiej przygotuj się na więcej niespodzianek.

Co o mnie wiesz? Co ktokolwiek o mnie wie? Świat wie o mnie tylko tyle, ile uznałem za stosowne ujawnić w swoich kronikach Sherlocka Holmesa. A większość z tego to kłamstwa.

            Odegrałem znaczącą rolę w stworzeniu Sherlocka Holmesa z Sherlocka Holmesa. To ja go uformowałem. To ja byłem narzędziem kształtującym jego intelekt. To ja uczyniłem go sławnym dzięki swoim zapiskom. Ja. Ja. Ja.

            Nie było to dla mnie niczym więcej jak ciekawą odmianą. Byłem znudzony życiem. Czułem, że na świecie czeka na mnie tak niewiele intelektualnych wyzwań. Nie zapowiadało się żadne godne uwagi współzawodnictwo. Zatem stworzyłem własny konkurs. Usłyszałem o Sherlocku Holmesie i jego talencie do rozwiązywania zagadek kryminalnych, o jego umiejętności dedukcji. Odszukałem go. Do moich licznych osiągnięć należy dyplom ukończenia studiów medycznych. Nie było mi trudno stać się tym, kim nie byłem – nieudolnym starym lekarzem. Zamieszkałem z nim. Analizowałem go. W finezyjny sposób go kształtowałem. Musiałem to zrobić, jeśli miał mi dostarczyć wyzwania w postaci intelektualnej rozrywki.

            Później, przez kilka lat, angażowałem go w wymagające sprytu zadania.

            Pomimo wszystkich swoich wyjątkowych umiejętności nie był dla mnie godnym przeciwnikiem. Nie jeśli chodzi o dedukcję. Zawsze wiedziałem, co powie, zanim się w ogóle odezwał. Bawiło mnie bardzo, kiedy widziałem, jak wyniośle się zachowuje, jaki czuje się potężny i utwierdza się w przekonaniu o intelektualnej wyższości nade mną, wypowiadając takie brednie jak „elementarne”. Bawiło mnie też bardzo to, jak kultywuje swoje dziwactwa – fajkę, skrzypce.

            Nie był dla mnie godnym przeciwnikiem. Nawet w sztuce kamuflażu. Sherlock Holmes Mistrzem Kamuflażu? Ha! To ja jestem mistrzem kamuflażu. Ja. Czy Holmes mógłby latami przebywać w towarzystwie wroga, pozostając niezdemaskowanym? Nie, a mnie się to udało. Sherlock Holmes nie zna mojej prawdziwej tożsamości do dziś. Wciąż myśli o mnie jako o zramolałym, starym głupcu, doktorze Watsonie. Człowieku, którego może traktować, jak mu się podoba. Człowieku, z którego żoną może popełnić cudzołóstwo, unikając wykrycia.

            Oto, co on myśli.

            Nie. NIE.

            Nadszedł koniec tej farsy. Za dzień lub dwa zabiję Sherlocka Holmesa. Zgniotę go jak robaka, którym zresztą jest. Za dzień lub dwa zabiję też moją niewierną żonę. Za kilka dni odrzucę pozory doktora Watsona. Za kilka dni świat dowie się, że doktor Watson nie jest nikim innym, jak tylko jedynym i niepowtarzalnym MORIARTYM.

 

Przełożyła Aleksandra Brożek-Sala