Przedszkole

Ocena: 
8
Average: 8 (5 votes)

Mężczyzna był wysoki i szczupły. Pociągłe oblicze, jasne oczy oraz lekki uśmieszek charakteryzowały osobę dobrotliwą, cierpliwie przyjmującą koleje losu. Budził zaufanie, roztaczał aurę baśni w samej istocie rzeczywistości. Dzieci polubiły go i szybko zapomniały o kilku poprzednich przedszkolankach. Nawiasem mówiąc, dziwna historia – w ciągu zaledwie trzech pierwszych miesięcy nowego roku szkolnego pięć kobiet zrezygnowało z etatu w zaskakująco kategorycznym trybie, rozwiązując umowę bez podania powodów, z dnia na dzień. Czy przyczyną mogło być stadko uroczych milusińskich? Adam Mytnik nie dopuszczał nawet takiej ewentualności, choć pracował tam zaledwie od tygodnia.

Zamknąwszy samochód, rozejrzał się. Jego wzrok, jak niemal co dzień, powoli przeskakiwał po okolicznych budynkach, alejce dojazdowej wyłożonej kostką brukową, przyciętych trawnikach, drzewkach tworzących alejki. Nasyciwszy się miłym dla oka widokiem, zwrócił uwagę na główny budynek, przed którym zaparkował.

Z zewnątrz prezentował się imponująco. Jedynie plastikowe ramy okien lśniły obojętną bielą, reszta tonęła w bogactwie barw. Ściany, drzwi, nawet szyby pokrywały kolorowe postaci z bajek. Oczywiście wyłącznie pozytywne. Żadnych mrocznych przeciwników Power Rangersów. Żadnych wojowników Kranka i Schredera – oczywiście same Wojownicze Żółwie Ninja były, a jakże.

Graffiti śmieszyło tandetą, jednak przeznaczenie budynku tłumaczyło wszystko. W miejscu, w którym niegdyś znajdował się szary gmach wojskowych koszar, teraz mieściło się przedszkole.

Brwi Mytnika ściągnęły się, czoło przeorały zmarszczki. W prawie dwumetrowej wielkości rysunku na ścianie, przedstawiającym Krecika na szczycie kopca, było coś niepokojącego. Krecik co prawda się uśmiechał. Wsparty jedną łapką o kształtny szpadelek drugą machał do równie ogromnej Myszki. Ale na dnie jego ogromnych oczu krył się przesiąknięty drwiną błysk. Bolek i Lolek, pochyleni ku sobie, zdawali się szeptać jakieś tajemnice. Wyraz pyska Reksia sugerował, że teren przedszkola ma już swego opiekuna i lepiej aby wszyscy mieli to na uwadze.

Mytnik westchnął, nie po raz pierwszy próbując w myślach zbudować portret psychologiczny osoby, która tym wszystkim postaciom namalowanym na ścianie przedszkola nadała tak osobliwy rys.

Wzruszywszy ramionami, zostawił za sobą dziedziniec i wkroczył do jasnych korytarzy budynku. Przyjechał wcześniej, by przed pojawieniem się dzieci przygotować kilka pomocy dydaktycznych. Dzisiejsza lekcja miała w zabawny, ale pouczający sposób wprowadzić milusińskich w świat pierwszej pomocy. Trzeba będzie odkurzyć Pana Heńka, manekina, a właściwie kadłubek pozbawiony kończyn, wykonany z materiału poddającego się naciskowi maleńkich dziecięcych rączek. Odległość powyżej dolnej krawędzi mostka... spleść dłonie... trzydzieści uciśnięć i dwa wdechy... trzydzieści uciśnięć i dwa wdechy...

Otworzył drzwi sali i stanął jak wryty. Dzieci siedziały w ławeczkach. Wszystkie, co do jednego. Kiedy ostatnio którakolwiek z mam nie przyniosła mu karteczki od lekarza, wykluczającej pociechę z kilku lekcji, albo nie poinformowała go, że Zosia... Lesio... Matylda muszą jechać do Gdańska... Poznania... Lipek Małych, bo babcia ma urodziny i wypadałoby babcię odwiedzić? Poza tym, do zajęć wciąż pozostawało kilkadziesiąt minut.

– Dzień dobry, dzieci – wydukał. – Nie za wcześnie?

Żadne się nie odezwało. Nie odpowiedziały tym swoim cienkim, rozwlekłym „dzieeeeeeńńń doooobryyyyyyy”. Siedziały w ławeczkach, wodząc za nim spojrzeniem, gdy zamykał za sobą drzwi, szedł wzdłuż tablicy i siadał na obrotowym fotelu. Czuł się nieswojo.

Zaszurało krzesełko. W drugiej ławce podniósł się chłopiec. Krzyś Jakiśtam.

– Jest pan naszym przyjacielem – powiedział Krzyś. – Nie tak jak pani Ewa. I pani Ala... I inne panie. One nas zostawiły. Pan nas nie zostawi?

Mytnik zaśmiał się serdecznie. Więc o to chodzi? Zebrały się tutaj wszystkie, być może organizując się wcześniej, by okazać mu sympatię. Kochane szkraby.

– Nie. Nie zostawię was.

Krzyś skinął głową.

– Nasi przyjaciele chcieliby pana poznać.

Nasi przyjaciele. Z ust Mytnika nie schodził uśmiech.

– O kim mówisz, Krzysiu?

– O naszych przyjaciołach. Widzieli już pana. Mówią, że jest pan miły. Chcą się z panem przywitać.

Przyjaciele. Dzieci z równoległych grup? Cóż to za dziwna sytuacja?

– Nie mam nic przeciw temu. My mamy iść do nich, czy oni...

– Już tu idą.

Mytnik otworzył usta, ale nie wydał dźwięku. Usłyszał kroki. Ciężkie – z pewnością nie było to stąpanie malutkich dziecięcych stópek. Wyraźnie słychać było drapanie, jakby ktoś szurał grabkami po wyłożonej kafelkami podłodze korytarza. Kroki ucichły, chwilę potem poruszyła się klamka.

Oddech zastygł w gardle Mytnika.

Uśmiech pod ogromnym krecim ryjkiem był prawdziwie czarujący, jednak w wielkich, okrągłych oczach czaiło się wyraźne szyderstwo. Rozbrzmiał perlisty, znany milionom dzieci śmiech, równie szyderczy.

Ahoj!

Odpowiedzi

Hm, przyznam, że choć temat znam troszkę "od podszewki", to jeszcze nie spotkałam się w żadnym z przedszkoli z wprowadzaniem dzieci w świat pierwszej pomocy. ławeczki sugerują, że była to starsza grupa przedszkolaków, choć i tam najczęściej są stoliczki.
Czytało mi się bardzo przyjemnie, płynnie, nie wychwyciłam żadnych błędów i bez problemu dotarłam do końca. Chętnie przeczytam coś jeszcze Twojego autorstwa.