Czerwona czy niebieska?

Ocena: 
0
Brak głosów

Znacie to uczucie, gdy macie tylko dwie rzeczy do wyboru, a i tak nie potraficie się zdecydować?

A macie czasem przeczucie, że ten wybór zmieni całe wasze życie?

Cóż, w moim przypadku to nie przeczucie, a stuprocentowa pewność. Tak, należę do tej małej grupki ludzi „świadomych czasu”. Czym się to objawia? Oprócz tego, że nie muszę patrzeć na zegarek, bo zawsze wiem, która dokładnie jest godzina – siedemnasta trzydzieści trzy i pięćdziesiąt dwie sekundy, nawiasem mówiąc – to właśnie tym, że zawsze wiem, kiedy znajduję się na życiowym rozdrożu. Mam wtedy wrażenie, jakby wszystko w moim wnętrzu skurczyło się i skręciło, a czas zwolnił, dając mi czas na decyzję.

To jest jeden z tych momentów. Czerwona czy niebieska?

Często potrafię również powiedzieć, dokąd mnie zaprowadzą poszczególne ścieżki, co czasem pomaga w wyborze.

Przez plecy przebiega mi dreszczyk niepewności. Wyciągam rękę w kierunku czerwonej, żeby sprawdzić jaka przyszłość się za nią kryje.

Nie, nie widzę przyszłości, moją domeną są emocje. Potrafię wyczuć co mnie czeka - czy na wybranej drodze czeka na mnie radość, przyjemność, strach, ból czy może to wrażenie straszliwej pustki – tak właśnie odczuwam nadchodzącą własną śmierć. Wiem, że kiedyś znajdę się w punkcie, z którego gdziekolwiek spojrzę, tam będzie nicość – boje się tego tak bardzo, że czasem nie chcę sprawdzać...

Czerwona czy niebieska? Mam coraz mniej czasu.

Markuję wybór czerwonej i analizuję przepełniające mnie emocje. Cofam dłoń i to samo robię z niebieską. I jestem w kropce – nie wiem co wybrać. Wszędzie czuję zamęt. Wiem, co to oznacza. Zdarz mi się to wtedy, kiedy ścieżki są bardziej niż zwykle zagmatwane – cokolwiek wybiorę, czekają mnie kolejne wybory, a za nimi następne, i to wszystko w najbliższym czasie. Oczywiście, zawsze jest tak, że każdy wybór pociąga za sobą następny, ale najczęściej nie są one tak blisko siebie i nie są one kluczowe. Pogubiliście się już?

Wyobraźcie sobie czas jako sieć. Ale nie taką z tworzywa, tylko taką archaiczną, plecioną. W dodatku pozrywaną i poprutą w wielu miejscach. A siebie wyobraźcie sobie jako punkcik – albo lepiej mrówkę, albo inne nic nie znaczące żyjątko -  poruszający się po tej sieci przed siebie, w nieznane. W każdej chwili podejmujecie jakieś decyzje, ale tak naprawdę większość z nich jest nieistotna – możecie co najwyżej zmienić włókno po którym idziecie, ale dalej będzie to ten sam sznur, dążący w tym samym kierunku, więc tak naprawdę nic się nie zmienia. Ale czasem sznur dociera do węzła – to nasze rozdroże. Czasem możliwe drogi wyjścia będą dwie, czasem trzy, pięć lub więcej – nieistotne, bo i tak można wybrać tylko jedną. Ważne jest to, że wybór znacząco zmieni kierunek, w którym będzie podążać nasze życie. Czasem wasze ścieżki życia mogą spotkać się ponownie w następnym węźle, ale mogą także rozejść się zupełnie.

Świeżo zaznajomieni z tą teorią często myślą, że węzłem muszą to być jakieś znaczące wydarzenia, wybór szkoły, pracy, partnera życiowego i tym podobne. Nic bardziej mylnego! Niejednokrotne przekonałam się, że kluczowe są malutkie, pozornie nic nie znaczące wybory – wziąć parasol czy nie? Ugotować obiad czy zjeść na mieście? Iść skrótem czy główną? Większość ludzi nie zauważa takich momentów i nie poświęci im więcej niż jednej myśli. Ja zaś zawsze jestem świadoma, że właśnie podejmuję życiową decyzję. Jest to o tyle denerwujące, że najczęściej nie mam żadnych argumentów „za” albo „przeciw”, nic co by mi pomogło podjąć decyzję. Tak jak teraz.

Czerwona czy niebieska? Wpatruję się bezradnie w leżące przede mną rzeczy. Czas na decyzję się kończy.

- Kochanie, jesteś gotowa?

- Jeszcze chwilkę! – odkrzykuję, rzucając ostanie spojrzenie na dwie sukienki.

Czerwona czy niebieska? Od tego zależy moje dalsze życie.