Zahir

Ocena: 
8
Average: 8 (2 votes)

„W Buenos Aires Zahirem jest pospolita dwudziestocentowa moneta. Żyletka lub też scyzoryk wydrapały na niej litery NT i cyfrę dwa”.

Zamykam z trzaskiem tomik, oprawiony w piękną skórę. Wstaję z ławki.

Kupiłem książkę w małym antykwariacie. Zawsze uwielbiałem Borgesa. Nie wiem, czemu próbuję przeczytać to opowiadanie od początku. Chciałbym zanurzyć się jeszcze raz w Bibliotece Babel. Albo poszukać tajemnej encyklopedii Tlönu, Uqbaru, Orbis Tertius. Już same nazwy brzmią jak zaklęcia.

Zahir to moneta, o której nie można zapomnieć. Kiedy trafi w czyjeś ręce i zaistnieje w umyśle, pozostaje tam już na zawsze. Potężnieje. Aż do szaleństwa.

Wkładam rękę do kieszeni i napotykam drobne z reszty, którą wydał mi antykwariusz. A właściwie tylko jedną monetę. Wyjmuję ją. Całkiem pospolita. To dziwne, ale nie mogę zapamiętać jej nominału. Po kilku sekundach zupełnie o niej zapominam.

W ciągu następnych dni zaczęło mnie prześladować poczucie, że przeoczyłem coś ważnego. Stawało się coraz bardziej dręczące. Obsesyjnie notowałem wszystkie sprawy w kalendarzu i załatwiałem je systematycznie. Uczucie nie zniknęło.

Po tygodniu znów przypadkowo natrafiłem na monetę. Prześliznęła się przez palce, błądzące bez celu po kieszeni. Doznałem olśnienia. To był Zahir. Tyle że mój własny, o zupełnie odmiennych właściwościach. Nie mogłem go zapamiętać, a poczucie, że o czymś zapomniałem, zaczęło doprowadzać mnie do szaleństwa.

Lewą ręką trzymałem monetę, a prawą zapisywałem w kalendarzu dużymi literami „ZAHIR”. Nic z tego. Kiedy tylko wypuściłem go z palców, ulatywał mi z pamięci. Wpatrywałem się w to pojedyncze słowo osłupiałym wzrokiem, nie mogąc sobie przypomnieć, dlaczego je napisałem. Ledwie zamykałem notes, zapominałem również o tej notatce.

Zacząłem rozwieszać kartki z przypomnieniami po całym mieszkaniu. Zdzierałem je po jakimś czasie, nie rozumiejąc, czemu tak zaśmiecam sobie dom. A potem wieszałem nowe.

Postanowiłem pozbyć się Zahira. Zapłacić nim w kiosku za gazetę, tak jak to zrobił bohater Borgesa. Na próżno. Ilekroć wychodziłem z domu, zapominałem o swoim postanowieniu, a nawet o tym, by włożyć rękę do kieszeni.

Doszedłem do wniosku, że dręczące uczucie zapomnienia o czymś zniknie, jeśli Zahir będzie cały czas dotykał mojej skóry. Chciałem zawiesić go na łańcuszku i nosić na szyi przez cały czas niczym leczniczy talizman. Nie potrafiłem jednak zapamiętać, że powinienem odwiedzić jubilera. Ilekroć mijałem mały zakład złotniczy na sąsiedniej ulicy, popadałem w jakiś dziwny somnambulizm. Nawet nie pamiętałem, jaką drogą stamtąd wróciłem.

Teraz mam wrażenie, że to wszystko działo się dawno temu. Nie wychodzę z domu od miesięcy. Nie golę się. Sąsiadka, która przynosi mi zakupy, prawie ucieka na mój widok. Szukam. Obsesyjnie, metr po metrze przeszukuję całe mieszkanie. Wyję z bólu i frustracji, bo nie pamiętam już, czego szukam. Nie potrafię jednak przestać. Czasami wkładam rękę do kieszeni i wtedy napotykam Zahira. Przez krótki czas jestem pobudzony i pełen pasji. Szkicuję go zapamiętale, awers i rewers, we wszystkich możliwych rozmiarach, ołówkiem i piórem. Papiery przesypują się przez moje biurko i spadają na podłogę. Potem jednak zapominam znów.

Gromadzę informacje dotyczące spraw dziwnych i zapomnianych. Mam nadzieję, że powstanie z tego wielka Encyklopedia Osobliwości. Stale jednak mam poczucie, że o czymś ważnym zapomniałem, więc szukam. Szukam wciąż.

Czekam tu. Niech ktoś mnie wybawi. Proszę.

Odpowiedzi

Hmmm, gdybym tylko miauuu adresss...;)

Dobry tekst, nieźle wali po emocjach. Zacznę uważać na intruzywne drobniaki.