Niewybaczalne

Ocena: 
5
Average: 5 (2 votes)

            – Proszę wstać, sąd idzie.

            Postawny mężczyzna w czarnej todze wszedł na salę i skierował się ku podwyższeniu. Usiadł, po czym zdecydowanym głosem zarządził:

            – Wprowadzić oskarżoną.

            Oczy wszystkich zwróciły się ku drzwiom, przez które w asyście ochroniarzy weszła drobna blondynka, chociaż określenie „weszła” było w tym przypadku ogromnym nadużyciem. Skrępowane kajdankami nogi uniemożliwiały jej wykonanie choćby malutkiego kroczku, więc dwaj potężni mężczyźni właściwie wciągnęli ją na salę. Nie próbowali udawać delikatności, gdy z impetem usadzili dziewczynę na ławie. Jęknęła tylko. Ciasno spięty kaftan bezpieczeństwa i wciśnięty w usta wojskowy knebel nie pozwalały na nic więcej.

            – Wysoki sądzie – odezwał się obrońca – wnoszę o zdjęcie mojej klientce kaftana i kajdanek oraz usunięcie knebla na czas trwania rozprawy.

            – Mecenasie, jeszcze jedna taka uwaga i wyrzucę pana z sali – odpowiedział sędzia. – A teraz proszę wszystkich o zajęcie miejsc.

            Zaszurało, gdy zebrani usiedli.

            – Rozpoczynam rozprawę przeciw Jane Doe. Wszyscy znamy akt oskarżenia, oszczędzę więc państwu szczegółów. Proszę jednak ze względów formalnych zaprotokołować, że został on odczytany. Czy strony nie zgłaszają zastrzeżeń? – Popatrzył na oskarżyciela, a potem na obrońcę. Żaden nie protestował.

            – Czy oskarżona przyznaje się do winy? – zapytał.

            – Tak, wysoki sądzie – odpowiedział obrońca.

            Skrępowana kaftanem dziewczyna spróbowała zaprotestować, jednak knebel skutecznie stłumił słowa, zmieniając je w ciche bulgotanie. Szarpnęła się desperacko.

            – Uspokoić oskarżoną – polecił sędzia.

            Jeden z ochroniarzy wyjął paralizator, przyłożył do gardła blondynki i nacisnął przycisk. Targnęła się konwulsyjnie i niemal natychmiast zwiotczała, mocząc spodnie. Siedzący obok mężczyźni przytrzymali ją, nie pozwalając zsunąć się z ławy.

            – Dziękuję. – Sędzia rozejrzał się po sali. Na twarzach zebranych dostrzegł jedynie uśmiechy satysfakcji. Najszerszy u Rzecznika Praw Obywatelskich.

            – Czy obrona ma coś do dodania? – zapytał w taki sposób, że mecenas tylko pokręcił głową.

            – Dobrze. W takim razie uznaję Jane Doe winną zarzucanych jej czynów. Prokurator wnosił o karę śmierci przez powieszenie, sąd jednak zdecydował się odrzucić wniosek. – Odczekał chwilę, gdy przez salę przebiegł szmer niezadowolenia. – Oskarżona świadomie zaplanowała, a następnie przeprowadziła ludobójstwo na skalę masową, wykazując się przy tym szczególnym okrucieństwem. Kara powinna być adekwatna do przewinienia, dlatego też sąd podjął decyzję o zmianie sposobu egzekucji z powieszenia na skremowanie żywcem. Pozwoli to oskarżonej doświadczyć losu, który zgotowała swoim ofiarom. Zamykam posiedzenie.

            Uderzenie młotka kończące rozprawę zagłuszyła burza oklasków. Klaskał nawet obrońca.

***

            Jane obudziła się zlana potem. Wyskoczyła z łóżka i w samych majtkach pognała na dół. Ze sterty leżących koło kominka papierów wygrzebała egzemplarz swojej starej, niedokończonej powieści, którą podczas wczorajszych porządków przygotowała do spalenia. Schowała kartki w szufladzie biurka, po czym wróciła do łóżka. Zasypiała, rozmyślając, czemu właściwie poddała się i odpuściła pisanie...