Ślachty oszmiańskiej czasownika wybicie

Ocena: 
7.5
Average: 7.5 (2 votes)

Karabele. Ławy. Lulki. Kielichy. Winny opar z głów podgolonych. Pijemy. Szlachta oszmiańska. Beczka trzecia – hultajska.

- Się rodzi Mazur ślepo – wywodzi pan Bałamut.

- Waszmość ścichapęk i przeto…krwi…uszu…wypuszczę – mówię.

Czcza mnie za nossis wodzi erudycyja, a gęba malinowa cokolwiek Ruska, w opozycji do mojej wymowy.

- Stawaj!

Zaraz gniew. Nim się zastawił, w łeb cionem onego złego szczybiotę. Łeb rozpęknięty. Krwie…za grosz.

Kielich wychyliwszy przecie przykląkłem.

- Bracia – mówię – w łbie tego, pozorem jeno ślachcica, miast rozumu scalaki i kości pamięci najduję. To robot przechera, śpiegun fatalny z wieku pańskiego dwudziestego pierwszego.

Pili my tydzień, za wątłą duszę onego przybłędy.