Bardzo grzecznie

Ocena: 
9
Average: 9 (1 vote)

Pukanie do drzwi oderwało Anię od zmywania. Przechyliła dźwignię przy kranie, upewniwszy się, że wcześniejszy szum wody nie spowodował przesłyszenia. Mokre dłonie wytarła w spodnie, odgoniła psa od drzwi. Z widoczną wprawą prześlizgnęła się przez wąską szparę i dopilnowała, żeby czworonóg nie dołączył do niej i niespodziewanego gościa na korytarzu. Podniosła wzrok, by stanąć oko w oko ze starszą panią, choć jeszcze nie staruszką. Obcą kobietą, na pierwszy rzut oka bardzo zagubioną.

– Szukam kogoś – powiedziała nieznajoma. – Może pani wie, gdzie znajdę – kontynuowała – taką brunetkę w średnim wieku, ma małą córeczkę i kudłatego psa.

Ania mimowolnie wzruszyła ramionami.

– Nie znam sąsiadów zbyt dobrze – zaczęła się tłumaczyć.

Naprawdę ich nie znała, starała się pozostać niewidzialna. Wymieniała konieczne uprzejmości, czasami kilka uwag na temat pogody czy okolicznych wydarzeń, nic więcej.

– Ona ma na imię Ewa. – Starsza kobieta próbowała podpowiadać, bez skutku.

– Naprawdę nie znam sąsiadów. – Anka uśmiechnęła się słabo.

Potem jednak przypomniała sobie szczekanie, które słyszała czasem, kiedy schodziła po schodach. Z lewej strony, dwa piętra niżej.

– Ale wie pani co? Dwa piętra niżej mieszka ktoś z psem, po lewej stronie, niech pani spróbuje tam – zasugerowała uprzejmie, choć bez pewności czy przekonania.

W obecnych czasach trudno było się przekonać o czyichś zamiarach. Ania nie była zbyt ufna… Wypytywanie przez obcą osobę mogło oznaczać cokolwiek, choćby mieć na celu sprawdzenie, w jakich godzinach ktoś jest w domu. Z drugiej strony…

– Dziękuję – słabym głosem odpowiedziała starsza pani i odeszła.

Anna wróciła do mieszkania. Z niejasnym przeczuciem pełznącym po plecach zatrzymała się krok za progiem. Kiełkujący w niej niepokój rozrastał się z każdą chwilą. Pomyślała, że ją też mogą kiedyś namierzyć, znaleźć, zadać obcym kilka pytań, a potem naruszyć to, co zbudowała. Wszystko zniszczyć. Wszystko to, o co walczyła i na czym jej tak bardzo zależało.

Pies pisnął i wtulił włochaty łeb w drżące nogi właścicielki. Nie rozumiał powodu strachu, ale doskonale wyczuwał jego charakterystyczny, ohydny odór. Najwyraźniej nie chciał, żeby jego człowiek się bał. Może odbierało mu to tak potrzebną stabilność dnia powszedniego?

Ania poklepała zwierzę po plecach, po czym osunęła się na podłogę, zwijając napięte z nerwów ciało w kłębek. Ręce schowała w rękawach bluzy, a czoło oparła o kolana. Musiała rozważyć, czy stać ją na kolejną ucieczkę i niechciane zmiany.

Wychowała się w domu bez domu. W rodzinie bez więzi. W sieci ze ścian, sufitu i podłogi. Gdzie każdy jej krok był poddawany wnikliwej ocenie, nigdy lepszej od miernej. Pewnego dnia nie wytrzymała, wyszła, trzasnąwszy drzwiami. Początkowo próbowała jeszcze udawać, kontynuowała obłudną grę ze złudzeń i pragnień. Chciała być normalna. Życzyła sobie na każde urodziny, żeby w końcu pokochali ją jak jedyną córkę, a nie obwiniali za porażki i obarczali rozczarowaniem.

Ostatecznie dojrzała do tego, że z ludźmi, którzy ją spłodzili, dzieli wyłącznie geny. Nic więcej. Na pewno nie marzenia, cele czy priorytety. Ona nie rozumiała ich, oni jej. Anna czasem chciała im wytłumaczyć to czy tamto, ale oni nie słuchali. Bo po co mieliby, skoro tak było im wygodniej?

Potem – w ramach prezentu dla samej siebie – zmieniła imię, nazwisko, przeprowadziła się do innego miasta i wreszcie przestała udawać.

A jeśli Ewa też tak zrobiła, a Anka ją właśnie wydała?

Sprzedała ją – siostrę, może nie krwi, ale odwagi – nieświadomie udzielając informacji wrogowi. Zdusiła cisnące się do oczu łzy. Za późno na nie i za wcześnie na tchórzostwo, postanowiła w duchu.

Rozejrzała się po mieszkaniu. Malutkim, ale jednak własnym. Uśmiechnęła się do psa, który leżał na podłodze obok niej. Obecny i wierny.

Anna osiągnęła bardzo dużo, wiedziała o tym.

Nawet jeśli jej matka czy ojciec kiedyś upomnieliby się o to lub o nią, czyż obcej osobie nie można po prostu grzecznie odmówić?