Prędzej wielbłąd...

Ocena: 
0
Brak głosów

Patrzyłem na pochylonych nad stołem operacyjnym lekarzy. Jeszcze się nie zorientowali. „Publiczna służba zdrowia” – pomyślałem i ruszyłem w stronę światła.

#

Wiecie, zupełnie inaczej sobie ten cały raj wyobrażałem. Brama miała być. Miałem podejść, zastukać... Jak się człowiek nasłucha w młodości Dylana, to potem gówno wie o życiu. Pozagrobowym. Brama – owszem – była. Solidna, drewniana, okuta brązem. Ale przed bramą stało wielkie, zawalone papierami biurko, za którym siedział jakiś starszawy gość, ubrany w coś w rodzaju długiej, lnianej koszuli nocnej. I kiwał na mnie palcem.

- Proszę, proszę. Zapraszam serdecznie... eee... – zajrzał do jakiejś teczki. – Zapraszam serdecznie, Krzysztofie. Krzysztofie... Piękne imię, piękne. Krzysztof... Christo-pheros... Niosący Chrystusa... Tak, piękne imię... Witamy w raju!

Rany gorzkie! Kto to jest? Gada jak potłuczony.

- Znaczy, mogę wejść? – spytałem grzecznie.

- Oczywiście... Oczywiście... Jeszcze tylko mała formalność. Ankieta do wypełnienia. Jedno pytanie. Szybka odpowiedź i.... Witamy w raju!

Ankieta? Niech mu będzie.

- Proszę bardzo – mówię. – Zamieniam się w słuch.

- Którą z książek Stanisława Lema cenisz sobie najbardziej i dlaczego? Podaj przynajmniej trzy powody.

- Nie wiem. Nigdy nie czytałem Lema.

Facet zmartwiał. Choć to może nie najszczęśliwsze określenie, biorąc pod uwagę okoliczności.

- Nie czytałeś Lema? Mój Boże! – jęknął.

- Słucham – rozległ się tubalny głos.

- Nic, nic... – mój rozmówca wyraźnie się spłoszył. – Mały kłopot przy wejściu.

Spojrzał na mnie z pogardą.

- Chcesz wejść do raju, a nie czytałeś Lema?

- A co? To grzech?

- Może i nie grzech, ale wstyd! My tutaj dbamy o pewien poziom, mój panie! My tutaj nie wpuszczamy byle kogo, mój panie!

Wyraźnie się zacietrzewiał. Poczerwieniał na twarzy i krzyczał coraz głośniej:

- I zaprawdę powiadam ci, prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne niż nie znający Lema wejdzie do królestwa niebieskiego.

Wyciągnął w moją stronę sękaty paluch i wrzasnął:

- Precz, chłystku! I nie wracaj dopóki nie przeczytasz przynajmniej „Cyberiady”

#

Obudziłem się w szpitalnym łóżku. Śliczna pielęgniarka zmieniała mi opatrunek na głowie.

- No, panie Krzysiu – zamruczała mi do ucha. – Ciężko było. Bardzo ciężko. Wrócił pan do nas z dalekiej podróży.

Żebyś ty wiedziała, kwiatuszku, z jak bardzo dalekiej.

- Może przyniosę panu coś do poczytania – zaproponowała.

- Bardzo chętnie. Cokolwiek. Byle nie Lema.

Jak on to powiedział? Nie wracaj dopóki nie przeczytasz przynajmniej „Cyberiady”? No to, poczekasz na mnie jeszcze trochę, staruszku.