Ballada o Kaśce cz. II

Ocena: 
0
Brak głosów

… I tak matko stało się,

Że straciłam wianek.

Nie kowala był to syn,

Ni bednarza Janek.

 

Czy to człowiek był, czy zwid

Nie wiem ja w ogóle,

Więc nie pytaj, droga mać,

Co ja wiem w szczególe.

 

Chociaż jasny dzień to był,

Słabość mnie opadła.

Ostrzegałaś, jednak mnie

Obietnica zwiodła.

 

Cóż-że teraz matuś ma

Stanie się tu ze mną?

Któż to weźmie dziewkę, gdy

Nad nią wisi piętno?

 

Gdy zaciążę, wtedy co?

Podmieńca powiję?

A co wtedy powie wieś?

Chyba się zabiję!

 

„Nie płacz córuś” – mówi mać

I Kasię pociesza,

I przytula dziecko swe,

I w myślach rozgrzesza.

 

Głaszcze czule głowę jej,

Słone łzy wyciera,

Do swej piersi tuli i

Tak jak może wspiera.

 

Włosy Kasi gładzi też,

Lecz tu bój się Boga!

W uszach dziewki świeci coś!

Krzyknęła nieboga.

 

„Jezu Święty! Córko, cóż

W uszach ci się mieni!

Niech Panienka chroni nas,

Bośmy potępieni!

 

Zjawa mówisz? Kopyt on

Nie miał wśród tych ździebeł?

Ogoniasty? Rogi miał?

Może jaki DIABEŁ!?

 

Szatan córkę brać mi chce?

Za cóż taka kara?

Czy zgrzeszyłam myślą złą?

Zbyt słaba ma wiara?

 

Nie pozwolę córki wziąć,

Jedną mam jedynie.

Ksiądz może poradzi coś,

Ten z mądrości słynie.”

 

I już ciągnie naszą Kaś

Do księdza plebana

I o pomoc prosi go

Cała zapłakana.

 

Ksiądz, choć młody, mądry był

Oraz oczytany.

Rzym go ponoć przysłał tu,

Bo miał jakieś plany.

 

Nikt nie wiedział, czemu wieś

Stała się tak ważna,

Jednak plotka poszła, iż

Sprawa to poważna.

 

Lecz wracając już do Kaś

Oraz jej mateczki,

Wysłuchawszy bacznie ich

Ksiądz rzekł do dzieweczki:

 

„Zostań tutaj, matka zaś

Niech do domu wraca.

To jest sprawa ważna, więc

Czeka nas tu praca.

 

Matka wyszła, a więc czas

Na pełną historię,

Bym obmyślić sobie mógł

rzeczy kategorię.

 

Teraz powiedz wszystko mi,

Nie wstydź się zupełnie.

Boską ręką jestem tu,

Wolę Jego spełnię.

 

Bóg miłościw wielce jest,

Więc nie taj niczego”.

Po czym podał kielich jej

Ze szkła przepięknego.

 

W tym kielichu była ciecz

Z lekkim narkotykiem,

Co amnezję cofa, gdy

Traumy jest wynikiem.

 

Kaś wypiła cierpką ciecz,

Oczy jej się zmgliły,

Zgasły, a za chwilę tak

Dziwnie zaświeciły.

 

Ksiądz znów pyta, ona zaś

Mówi jakby w transie

O istocie, polu i...

Nagle staje w pąsie.

 

Pleban ciśnie, ona zaś

Spódnicę unosi,

By pokazać dziurkę swą,

Skoro ksiądz tak prosi.

 

I rozkłada nogi, by

Lepiej mógł zobaczyć

I paluszek wkłada w nią

Aby ją zaznaczyć.

 

Szuka dłonią, nagle ma!

Guziczek znajduje

I miast mówić tylko już

Cicho pojękuje.

 

Proboszcz przerwał pytań tok.

Choć był trenowany,

Pot go oblał i już chce

Zmienić swoje plany.

 

Miast Kaś pytać, między jej

Uda się zagłębić.

Siłą lędźwi niczym młot

diabła moc wypędzić.

 

Już podnosi szatę swą,

Bieliznę luzuje,

Już ma oręż wbijać w Kaś,

Lecz... się zatrzymuje.

 

Wzgórek dziewki słabo skrzy

Niczym w dzień pochodnia.

Widok ten go zmroził jak

Działająca chłodnia.

 

Młot mu uwiądł, umysł zaś

Na swe miejsce wrócił

I Kasiny ciała czar

W tej chwili odrzucił.

 

Gdyby ktoś z was z boku stał

Zdziwiłby się pewnie:

Na podłodze leży Kaś,

Ksiądz zaś nad nią blednie.

 

I próbuje szybko wstać,

Choć majtki mu wadzą,

Oczy jego ciągle zaś

Dziewki łono śledzą.

 

Wreszcie staje, jakby duch

Jaki go  nawiedził

I w spełnieniu żądzy tej

Ogromnie przeszkodził.

 

Mnąc sutannę w dłoni swej,

Nagle krzyknął strasznie.

Przez bluzeczkę piersi Kaś

Skrzyć zaczęły właśnie!

 

„Stój, dziewczyno! Dosyć już

Mam tu informacji,

Basta! Starczy mi na dziś

Tych weryfikacji.

 

Stój! Zatrzymaj ruchy rąk

I leż tu spokojnie,

Bo cię Boga wielki gniew

Natychmiast dosięgnie.”

 

Z siłą spycha ręce jej

I wciąga majteczki.

Jak najszybciej zakryć chce

Uroki dzieweczki.

 

Trzyma ją też, póki ta

Się nie uspokoi

I do sejfu bieży, co

Tuż przy ścianie stoi.

 

W sejfie tym ksiądz proboszcz miał

Zamknięte rozkazy,

Co ma zrobić wtedy, gdy

Takie coś się zdarzy.

 

Odnajduje w końcu klucz,

Co drzwiczki otwiera.

Tam przegląda kopert stos

I jedną wybiera.

 

Pieczęć, która zdobi przód,

Pleban szybko łamie,

Po czym w ciszy czyta treść, 

Chłonąc ją łakomie.

 

W niej odpowiedź znalazł na

Tak ważne pytanie,

Jakie czeka teraz go

Kolejne zadanie.

 

Gdy przeczytał, mówi Kaś

W tej sprawie kluczowej,

„Dziś ruszamy dziewko do

Stolicy Piotrowej.

 

Nie niebiańskiej znaczy się,

Tylko tej tu ziemskiej.

Tej, do której tęsknię wciąż,

Czyli apostolskiej.”