Ballada o Kaśce

Ocena: 
8.33333
Average: 8.3 (3 votes)

Wyszła Kaśka na pole

Spotkała kosmitę,

Ten przywitać chciał się z nią,

Przestraszył kobitę.


Biegnie Kaśka ile tchu,

A on za nią leci.

Stójże, wrzeszczy. Przestań biec!

Bo użyję sieci!


Ta nie słucha, chyżo gna.

Więc on sieć wyjmuje.

Chce ją rzucić, ale coś

Sprzęt nie współpracuje.


Co tu robić, myśli więc.

Jak tu dziewkę złapać.

I chce znowu rzucić sieć,

Lecz ta nie chce działać.


Biegnie, myśli, nagle ma!

Podstępem spróbuję!

Krzyczy do niej: Nie bój się!

A coś ci zmajstruję!


Stój, nie biegnij, a ja ci

Zdradzę tajemnicę:

Jak rozkochać Jasia, gdyć

Zajrzy pod spódnicę.


Unieś tylko kapkę ją,

Dziurkę ci pokażę,

Co wielce magiczna jest,

Gdy ci coś w nią wrażę.


Kaś stanęła zdyszana

I zerka ciekawie,

Co takiego w dole ma,

O czym sama nie wie.


Macka strzela w powietrze,

Dziurkę odnajduje,

A rumieniec oblekł Kaś,

Która postękuje.


Nasz kosmita, co tu rzec,

Wcale nie próżnuje,

Macką drugą sięga w dół

I tak konstatuje:


Obok zaś guziczek masz,

Trochę go połechcę.

Nie przerywaj, szepcze Kaś.

Więcej jeszcze, ach, chcę!


Więc podwija bluzkę jej

I mackami maca.

Jedną macką – jedną pierś.

Ach, cóż to za praca!


Jęczy dziewka i obcy

Co macki zamienia.

Och, matulu, krzyczy Kaś,

Już bliska spełnienia.


I otwiera usta swe,

Prawie już mu mdleje,

A on czeka aż się w niej

Błogość ta rozleje.


By w różane usta jej

Wcisnąć piątą mackę

Ze słowami: Ssij ją, ssij,

Jeśli kochasz matkę.


Każdy we wsi wiedział, iż

Kaśka matkę kocha.

A więc ssie Kaś ile sił,

Aż z wysiłku szlocha.


Nagle macka wzburza się,

Coś się w niej kotłuje

I falując w ssania rytm

Dziwnie pobłyskuje.


I wezbrała w macce moc

I w usta wytrysła.

I opadła w ziemi czerń,

I powoli zgasła.


Obok macki leży on

Całkiem wykończony,

Obok niego leży Kaś,

Włos jej rozrzucony.



Pierś dziewczyny w spazmach drga,

Ciało się wygina

I sztywnieje niczym ta

Gorsetu fiszbina.


Obcy zaś podnosi się,

Coś z torby wyjmuje,

Robi szybko kilka zdjęć,

Coś sobie notuje.


W ucho Kaśce szepce też:

Sen to był, nie jawa,

Latawiec czy inny duch,

Albo jakaś zjawa.


Co tam wolisz, droga Kaś.

Abdukcja skończona,

Na statek już wracać czas,

Misja zakończona.


Po czym wyjął z macek sprzęt

Do wstawiania czipów

I rozwiał się w szary dym

Wśród mlaskań i bipów.


Odpowiedzi

No ładnie! Duch rymowanego świntuszenia w narodzie nie gaśnie:)
Uśmiałam się. Rytm trochę kuleje, ale co tam.
Rym prosty, dowcip prosty, ale przyjemny:)