Trudna miłość jelitowa

Ocena: 
10
Average: 10 (1 vote)

Było ciemno, ciepło i wilgotno. Pseudomonas czuł rytmicznie tętniące naczynia. „Tak tu przytulnie” - pomyślał. Wychylił się jednak spomiędzy kosmków jelitowych, gdy tylko mignęła mu w oddali ona – Salmonella. Zaadsorbowała się do błony śluzowej parędziesiąt mikrometrów od niego – tak blisko, a tak daleko.

- Salmonello! - zawołał, wysyłając w jej kierunku swoje związki chemotaktyczne. W odpowiedzi zalotnie zafalowała rzęskami. Pseudomonas poczuł jak jego mezosomy weszły na wyższe obroty. Wprawił w ruch swoją biegunową rzęskę i zbliżył się do niej. Ona umknęła, zostawiając jednak za sobą chemiczny ślad. Ruszył jej tropem, coraz bardziej nabuzowany.

Pogrywała tak z nim przez chwilę, to znikając między kosmkami, to się pojawiając, wystawiając koniec rzęski wołający go jednoznacznym ruchem. W końcu przystanęła, zagłębiając się lekko w glikokaliks i rąbek szczoteczkowy, jednocześnie prezentując całą swoją smukłą komórkę. Była bez otoczki – takie Pseudomonas lubił najbardziej. Poczuł jak jego fimbrie płciowe wydłużają się i grubieją, jak plazmidy replikują się szaleńczo wchodząc w czwartą rundę powielania.

 - Oh, Salmonello! - natarł na nią, wyciągając swoje sekspile. Była tuż-tuż, już dosięgał jej ściany komórkowej...

Nie zdążył jej ostrzec. Zobaczył jak spomiędzy nabłonków kosmka wyłania się wypustka cytoplazmatyczna i owija się wokół Salmonelli. Zaczęła się bronić bijąc wściekle rzęskami i wydzielając swoje enzymy lityczne i enterotoksyny. Na nic – kolejne dwie wypustki skutecznie ją unieruchomiły. Kiedy z kosmka wychynął prawie cały makrofag, by dokończyć fagocytozę, Pseudomonas wyrwał się z transu i uciekł jak mógł najdalej. Nigdy nie wiadomo czy makrofag zadowoli się jednym posiłkiem. Obejrzał się tylko jeden jedyny raz, by zobaczyć wystające z ciała zabójcy dwie końcówki rzęsek. Tyle zostało po pięknej Salmonelli.

 Gdy oddalił się na bezpieczną odległość, przystanął i namyślił się. Dalej był pełen werwy i chęci do koniugacji. Co prawda fimbrie już trochę opadły, ale plazmidy czekały w gotowości. W tym stanie mógłby się zadowolić nawet zwykłą Escherichią. Zaczął się rozglądać i wtedy podłużny cień przesunął się w polu jego widzenia. Zatrzepotał rzęską z radości, a sekspile ponownie stanęły na baczność.

 Ale ma szczęście!

 Laseczka!