Horror show - Łukasz Orbitowski

Piątka rozmieniona to piątka wydana

Paulina Kuchta


Bo kaczory są kwaki, a koty mruczaki - taki oto opis widniał na tylnej stronie okładki pierwszego wydania Horror show.
Tak też miała rozpocząć się ta recenzja i gdy zobaczyłam, że wydawca zmienił opis, pomyślałam, że wstęp właśnie stracił na aktualności. Jak nic trzeba będzie napisać nowy, niekoniecznie lepszy, w którym mowy być nie może o kwakach i mruczakach. Będzie za to o Korporacji Ha!art, która może nie wydaje wiele książek, ale za to jakie! Sławomira Shutego, Jana Krasnowolskiego, Sylwię Chutnik, w której ostatnio się zaczytuję i oczywiście Orbitowskiego, którego powieść Horror show wydana w 2006 roku, doczekała się wznowienia.
A skoro mamy już wstęp, za który moje biadolenie chyba można uznać, to może przejdę już do omówienia książki.


Wiem, wiem miało być już o książce, ale ostatnio o Łukaszu Orbitowskim zrobiło się głośno. Pomijając nominację do Paszportu Polityki, Nike, Nagrody Grabińskiego (a to wszystko za sprawą Szczęśliwej ziemi), pisarz coraz częściej gości w Polsce pojawiając się na licznych spotkaniach autorskich, a całkiem niedawno odbyło się czytanie fragmentów Horror show w krakowskim Teatrze Barakah. Tak oto okrężną drogą dochodzimy do Horror show. A o czym jest książka?

Kraków - miasto królów. Niby takie piękne, mogłoby być nawet całe ze złota, ale zejdź po schodkach do toalety w Sukiennicach i cały czar pryska. Jakbyś był w zupełnie innym miejscu. Tam na górze zostawiasz za sobą Rynek, stare kamienice, piękny Kazimierz, a tu... Tutaj zawsze zostanie ten sam smród. A na domiar złego możesz spotkać Wuja, a wtedy już po tobie...
Jest jeszcze giełda. Miejsce ważne dla mieszkańców Krakowa i samego Orbitowskiego. Giełda przewija się w kilku powieściach Łukasza, ale to w Horror Show odgrywa dużą rolę. Było to miejsce magiczne, szczególnie w czasach gdy nie było jeszcze dostępu do internetu. Każdy mógł bez problemu kupić dowolną płytę z muzyką, sprzęt elektroniczny. Muzyka i gry komputerowe oczywiście nielegalne. Pirackie. Ale kto się tym przejmował? Bywało, że nawet tych spiraconych nikt nie chciał kupić.
Na balickiej giełdzie poznajemy Giełdziarza. Nikt nie wie, jak ma na imię, nawet on sam. Zresztą to nie istotne. Liczy się giełda, towar i zysk. Życie jest poukładane, składa się ze straganów, rozmów z ludźmi i przewijających się tłumów jednakowo wyglądających klientów. Do czasu, gdy w życie Giełdziarza wkrada się tajemnicza układanka, Brandon i budzący niepokój staruszek zwany Wujem.

Samej fabuły nie chcę i nie powinnam już bardziej przybliżać. Co tu dużo mówić, przeczytajcie, bo ta książka Orbitowskiemu zdecydowanie wyszła. Zresztą nie znam takiej, która by mu się nie udała. A z gatunkowością bywało różnie. O ile na przykład Szczęśliwą ziemię uważam za bardziej obyczajówkę z elementami grozy, to Horror show jest przepełniony grozą, niesamowitością i co najważniejsze czuje się charakterystyczny styl Łukasza Orbitowskiego. Dlatego warto po nią sięgnąć nawet nie raz, bo to jedna z książek do których chce się powrócić.

I nadszedł ten moment, gdy już nie wiem jak bardziej was zachęcić. Wiem, można byłoby omówić książkę Orbitowskiego piękniej, mądrzej. Można byłoby. Omówiłam tak jak potrafię.
Mam jeszcze, mały, prywatny apel do Korporacji Ha!art by poszła za ciosem i po świetnym Horror show wznowiła wydany w 2001 roku zbiór opowiadań Szeroki, głęboki, wymalować wszystko. To tyle, w sumie czego chcieć więcej.

Tytuł: Horror show
Autor: Łukasz Orbitowski
Wydawnictwo: Korporacja Ha!art
Rok wydania: 2014
Wydanie II poprawione
Oprawa: miękka
Seria: prozatorska
Ilość stron: 168
ISBN: 978-83-64057-43-4