Kocham cię, Lilith – Radosław Rak

Na koniec świata

Aleksandra Brożek-Sala


Czasem czytanie książki jest jak podróż. Błądzimy po nieznanych szlakach, napotykając przeróżne cudactwa i zastanawiając się, jaka to niespodzianka czeka tuż za rogiem. Razem z bohaterami próbujemy odkrywać niezbadane tajemnice i odnaleźć się w gąszczu interpretacji. Do książek, które gotują nam takie atrakcje, należy „Kocham cię, Lilith” Radosława Raka.

Powieść przenosi czytelnika w urokliwe okolice Beskidu Niskiego. Główny bohater, Robert, przyjeżdża do niewielkiej miejscowości w okolicach Rymanowa Zdroju. Choć głównym celem Roberta jest wypoczynek i regeneracja sił w sanatorium „Iwona”, już wkrótce pochłoną go myśli i marzenia o dwóch pięknych kobietach – atrakcyjnej pani doktor i pięknej kuracjuszce.

Gdyby po przeczytaniu tego krótkiego zarysu fabularnego komuś przyszło do głowy, iż rzeczona powieść jest tylko osadzonym pośród zielonych pagórków romansidłem, niech szybko porzuci tę myśl. Owszem, Robert jest wyjątkowo podatny na uroki płci pięknej, ale jego pragnienia i fantazje są przede wszystkim bodźcem do szeroko zakrojonych poszukiwań. Do wędrówki w głąb siebie, podczas której zmierzy się z ukrytymi lękami i będzie szukał tego, czego ludzie bez powodzenia szukają od stuleci – idealnej miłości. Sięgnie aż do zarania ludzkości, do Księgi Rodzaju i historii o pierwszej kobiecie na ziemi, której pożądać musi każdy mężczyzna. Robert stanie przed wyborem pomiędzy rozpaczliwą gonitwą za tym, co ulotne, legendarne, acz nader kuszące, a spokojem i porządkiem codzienności płynącej leniwie między jedną a drugą wypitą herbatą.

„Ruskich Bukownik nie ma na żadnej mapie” – tak brzmi pierwsze zdanie powieści. I słusznie, bo właśnie do takiego świata zaprosił nas autor. Raz jesteśmy w sanatorium, a już za moment krążymy po labiryncie umysłu Roberta niepewni, gdzie leży granica pomiędzy snem a prawdą. Równolegle z historią Roberta możemy śledzić losy lwowskiego detektywa Jesipowicza. Choć jest on tylko postacią z książki czytanej przez głównego bohatera, on i Robert osiągają w końcu ten stopień zażyłości, że zaczynają prowadzić ze sobą krótkie dialogi, a Jesipowicz, postać wszak fikcyjna, udziela Robertowi rad lub też drwi z jego postępowania. Niemożliwe? Oczywiście, że możliwe. W końcu fikcja tak mocno splata się tu z realnością, iż rozdzielanie ich byłoby profanacją.

„Kocham cię, Lilith” na pewno niejednemu odbiorcy skojarzy się z opowiadaniem „Sanatorium pod Klepsydrą” Brunona Szulca, innym ze Stasiukiem oprowadzającym czytelników po sennych prowincjach Europy, wolałabym jednak pozostać przy skojarzeniach i uniknąć wszelkiego rodzaju porównań. W końcu Radosław Rak ma być Radosławem Rakiem, a nie nowym Szulcem czy nowym „kimśtam”. Twórczość autora znam już z portalu Fantastyka.pl i czasopisma Nowa Fantastyka, jednak do tej pory dane mi było czytać tylko opowiadania. Widzę, że autor poradził sobie świetnie i z dłuższą formą. Z niecierpliwością czekam na kolejne pozycje. Podobno powstaje już powieść, której akcja rozgrywa się w Lublinie.

Ocena: 9/10


Tytuł: Kocham cię, Lilith
Autor: Radek Rak
Wydawca: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 344
Data wydania: 3 kwietnia 2014
ISBN: 978-83-7839-737-3