Klątwa

Ocena: 
0
Brak głosów

Tomka wychowywała babcia. Nigdy starowinki nie lubił, nigdy nie szanował - miał szesnaście lat i wiedział, że nie potrzebuje czapki, kiedy hula zima za oknem, miał też gdzieś krupniki, co to są dobre na żołądek i chodzenie spać o dwudziestej pierwszej. Coś z tym trzeba było zrobić.

- Chcę klątwę, na babcię. Dobrze zapłacę – powiedział Tomek do wróżki, patrzącej mętnym wzrokiem znad kryształowej kuli.

- To dobrze – odpowiedziała starucha – bo to kosztuje. Sto złotych i klątwa jest twoja. Ale trza poczekać, na klątwę trza czasu.

- Gówno mnie obchodzi czas. Ma być na już. Płacę, to chcę mieć na teraz.

- Słowa mają wielką moc, synku – zaskrzeczała wróżka i uśmiechnęła się – na pewno chcesz na już? Umiesz wziąć odpowiedzialność za moc? Co nagle to po diable.

- Dawaj. Rób co trzeba.

Kobieta schowała pieniądze, wypowiedziała parę niezrozumiałych zdań, potrząsnęła jemiołą nad głową chłopaka, namalowała pentagram na jego ręce i kazała wracać do domu.

A w domu, jak to w domu, czekała babcia z krupnikiem i z nowiuteńką, zrobioną na drutach  czapką, tak ciepłą, żeby uszy nie odmarzły. Zwyczajnie, nic się nie stało, babcia była cała. Tomek zaklął paskudnie pod nosem i pomyślał o zmarnowanych stu złotych.

- Tomciu, siadaj do kolacji, raz, dwa myj ząbki, a potem spać.

- Nie będę mył zębów, nie zjem żadnej kolacji i pójdę spać o tej godzinie, o której zachcę.

- Jak tak możesz się do mnie odzywać? Co ty sobie wyobrażasz, młodzieńcze?! – babcia krzyknęła ze złością.

- Idź do diabła, stara prukwo!

I poszła.