Vietato fumare, czyli reszta z bloga i coś jeszcze - Artur Andrus

Kurs języka włoskiego w pół minuty dla bardzo początkujących*

Anna Klimasara

W moim prywatnym rankingu najbardziej rozpoznawalnych polskich głosów Artur Andrus zajmuje miejsce w pierwszej piątce. Towarzyszą mu tam Wojciech Mann, Krystyna Czubówna, Piotr Fronczewski i Tomasz Knapik. Sądzę, że po sukcesie, jakim okazała się płyta „Myśliwiecka”, głos Artura Andrusa stał się jeszcze bardziej rozpoznawalny i to nie tylko pośród miłośników kabaretu i radiowej Trójki. Ale głos to nie wszystko, ważne jeszcze, co ten głos mówi, a mówi zazwyczaj interesująco i zabawnie. Jak się jednak okazuje, właściciel głosu nie tylko mówi i śpiewa, ale i czasem coś napisze. W 2012 roku nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka ukazała się książka „Blog osławiony między niewiastami”, będąca obszernym zbiorem tekstów Artura Andrusa, wcześniej publikowanych w Internecie oraz różnego rodzaju czasopismach. Z kolei w czerwcu 2014 doczekaliśmy się ciągu dalszego pod nie mniej intrygującym tytułem – „Vietato fumare, czyli reszta z bloga i coś jeszcze”.

Zgodnie z tytułem (a przynajmniej z drugą jego częścią), znajdziemy tu wpisy z bloga autora oraz teksty publikowane w różnych magazynach. I tak jak we wcześniejszym zbiorze, teksty te dotyczą bieżących zdarzeń, a także praktycznie wszystkiego, co nas otacza. Znajdziemy tu więc nieco polityki, nieco kultury, sporo chorób i jeszcze więcej zdumienia pomysłami niektórych osób. Oczywiście są tu także przykłady twórczości autora, w tym fenomenalna „Szalona krewetka” (wraz z historią powstania tekstu).

Jak można podsumować to, o czym autor pisze? Chyba trzeba zacząć od stwierdzenia, że Polacy są mistrzami w dziedzinie narzekania. Czytając „Vietato fumare…” można dojść do wniosku, że Artur Andrus co prawda nie jest wyjątkiem od tej reguły, ale chyba jako jedyny w kraju potrafi narzekać, nie narzekając zbyt wiele. Po prostu obserwuje otaczający nas świat, odnotowuje dostrzeżone absurdy, a następnie o nich pisze. Nie ma w tym malkontenctwa, złośliwości czy jadu. Wręcz przeciwnie – Artur Andrus komentuje wszystko z charakterystycznym dla siebie poczuciem humoru – może dla niektórych nieco absurdalnym, ale doskonale odzwierciedlającym naszą pokręconą polską rzeczywistość i na każdym kroku zaskakującym skojarzeniami. Jestem pewna, że potrafiłby każdą z wkurzających nas na co dzień kwestii oswoić żartem. Nie wiem, czy dzięki temu przestałaby nas wkurzać, ale przynajmniej przez chwilę byłoby zabawnie.

Na osobną uwagę zasługują teksty powstałe przy udziale słuchaczy piszących do trójkowej Akademii Rozrywki. Zazwyczaj na początku audycji Artur Andrus zadaje jakieś pytanie, lub prosi słuchaczy o podzielenie się doświadczeniami związanymi z konkretnym problemem lub wydarzeniem (takim jak pierwsze spotkanie z przyszłymi teściami czy pochodzenie ksyw/pseudonimów). W „Vietato fumare…” kilka z tych tematów zostało wykorzystanych wraz z odpowiedziami nadesłanymi w trakcie audycji. Z przyjemnością przypomniałam sobie te tematy (jako nałogowa słuchaczka Akademii Rozrywki jestem tu raczej na bieżąco), w tym rozmowę o miodzie z pszczół, która swego czasu prawie udławiła mnie moim własnym obiadem (przypominam, że Akademia Rozrywki pojawia się na antenie o godz. 14.00).

Niezapomnianych wrażeń dostarcza w tekstach Artura Andrusa szwagier Gierka oraz (niestety tylko) dwa rozdziały powieści kryminalnej „Rewolwer i bilecik”. Oprócz tego otrzymujemy niepowtarzalną lekcję geografii Polski – dowiemy się, gdzie znajduje się miasto Społem, co zaskakującego można przeczytać w Rawiczu oraz co rekonstruuje się w okolicach Kętrzyna. Nawet mój zgrzebny i ponury Zgierz się pojawił – 22 lipca niedługo, a mieszkam nieopodal działek pracowniczych, przejdę się i sprawdzę, czy nie krąży wokół nich Artur Andrus, nasłuchując… (po szczegóły odsyłam do książki).

Pewnie znajdą się marudy (jak to w Polsce) narzekające, że wszystkie te teksty już gdzieś się wcześniej pojawiły, ale ile osób śledziło je na bieżąco? Ja nie rozłażę się po internetowych blogach, ani nie czytam regularnie „Zwierciadła” (o „Gazecie Lekarskiej” nie wspominając), więc taki zbiór jest dla mnie, jak znalazł. A jeśli wydaje się Wam, że mój tekst jest podejrzanie entuzjastyczny, spieszę wyjaśnić, że to wpływ „Vietato fumare…” – najlepszego zastrzyku pozytywnej energii, jaki można sobie wyobrazić.

*Aby go ukończyć, wystarczy przeczytać tytuł i wstęp, ale skoro już będziecie mieli książkę w ręku, to zapewniam, że i reszta Was nie zawiedzie.

Tytuł: Vietato fumare, czyli reszta z bloga i coś jeszcze
Autor: Artur Andrus
Wydawca: Prószyński i S-ka
Ilość stron: 368
Data wydania: 17 czerwca 2014
ISBN: 978-83-7839-775-5