Czarownice z Wolfensteinu. Pierścień i sito - Julia Bernard

Wampiry, seks i rock’n’roll

Aleksandra Brożek-Sala


Wolfenstein – moje pierwsze skojarzenie, to kultowy FPS z II wojną światową w tle. Realia książki „Czarownice z Wolfensteinu” są jednak zgoła inne – główna postać to kobieta, a nie mężczyzna i choć scen walki nie brakuje, a na każdym rogu czai się wróg, wartka akcja to nie wszystko, co oferuje nam książka.

Amelka, współczesna nastolatka, dowiaduje się pewnego dnia, iż nie jest zwykłą dziewczyną, ale... czarownicą! Brzmi romantycznie, ale w jednej chwili cały jej świat wywraca się do góry nogami. Będzie musiała opuścić znany już od podszewki Kraków i oddanego przyjaciela. Odkryje ukrytą do tej pory część osobowości własnej matki oraz po raz pierwszy w życiu spotka babcię, której daleko do milutkiej, piekącej babeczki i robiącej na drutach sweterki staruszki. Uda się do rodzinnej posiadłości, aby tam nauczyć się, jak powinna zachowywać się czarownica od... wilkołaka. Całkiem przystojnego wilkołaka.

Skojarzenia ze „Zmierzchem”, czy, może nieco wyższych lotów, cyklem powieści o Sookie Stackhouse stworzonym przez Charlaine Harris są nieuniknione. Nie wątpię, że wielbiciele serialu „Czysta krew” będą zachwyceni. A pozostali? Myślę, że osoby, których nie wciągają wątki typowe dla romansu paranormalnego, także znajdą tu coś dla siebie, bowiem „Czarownice z Wolfensteinu” to także wciągająca lektura zahaczająca o powieść psychologiczną. Czytelnik poznaje nie tylko Amelkę, dojrzewającą nastolatkę, ale też jej matkę Martynę. W zasadzie trudno mi się zdecydować, kto jest główną bohaterką. Osią powieści są bowiem relacje tych dwóch kobiet – paradoksalnie niezwykle do siebie podobnych, a zarazem zupełnie innych. Nie, te postaci zdecydowanie nie są plastikowe czy – jak kto woli – papierowe. To kobiety z krwi i kości, w których czytelnik zapewne dostrzeże mniej lub bardziej wyraźne odbicie swoich bliskich czy znajomych.

Uważny czytelnik zauważy też w książce ciekawe smaczki historyczne i mitologiczne. Kto wie, może niektóre wątki zaciekawią odbiorców na tyle, by sięgnąć po pozycje dotyczące danych epok, miejsc czy osób. Autorka wrzuciła do jednego kotła cały repertuar postaci znanych z różnych podań, legend i religii. Im wszystkim przyjdzie spotkać się na chwilę w tej samej rzeczywistości.

Nie zapominajmy o humorze. Pewien komizm dostrzegalny jest i w rozmowach bohaterów, i w samym przebiegu akcji. Chociaż biorąc pod uwagę moje wypaczone poczucie humoru, możliwe, że to, co mi wydaje się śmieszne, wcale zabawne być nie miało. Najlepiej będzie, jak ocenicie to sami. W każdym razie zakończenie rozbawiło mnie do łez. Tak pozytywnie. Ale ciiii... to recenzja. Tu nie wolno spoilerować.

Jeszcze na koniec wspomnę, że autorka powieści (która jest jej debiutem książkowym), opublikowała na Szortalu serię króciaków o dwóch... hmm... dość niezwykłych paniach, Mary i Margaret. Serdecznie polecam: http://szortal.com/taxonomy/term/50

Ocena: 7/10


Tytuł: Czarownice z Wolfensteinu. Pierścień i sito
Autor: Julia Bernard
Wydawnictwo: Videograf
Data wydania: 21 maja 2014
Liczba stron: 376
ISBN: 978-83-7835-283-9