Hiperrealizm

Ocena: 
5.5
Average: 5.5 (4 votes)

Wszedł do gabinetu i spojrzał na złożoną kartkę leżącą na biurku. Ciężko opadł na krzesło, drżącymi dłońmi rozwinął świstek.

RAZ, DWA, TRZY

JUŻ NIEDŁUGO ZGINIESZ TY.

NIE WIESZ KIEDY, NIE WIESZ GDZIE

PÓKI CO BAWIMY SIĘ.

Majka, pomyślał. Otworzył szufladę i położył kartkę na stosie podobnych. Odetchnął głęboko kilka razy, po czym wcisnął przycisk na telefonie.

- Pani Alu? – starał się, by jego głos brzmiał pewnie. – Proszę podejść do mnie na chwilę.

Drzwi uchyliły się i, stukając obcasami, do pokoju weszła jego sekretarka. Otaksował dziewczynę wzrokiem: blond loki ściągnięte do tyłu, długa szyja, głęboki dekolt, krótka spódnica i wysokie szpilki. Gdyby nie ta sprawa z Majką…

- Prosiłem, żeby nikt nie wchodził do mojego gabinetu – powiedział, marszcząc brwi.

Dziewczyna zrobiła wystraszoną minę, choć wiedział, że wcale się nie boi. Szkoda, bo tym razem naprawdę był zły. Zależało mu, żeby sumiennie wykonała polecenie i nie wpuszczała obcych. Któregoś dnia mógł znaleźć tu coś gorszego od kartki z wierszykiem.

- Odkąd przyszłam nikogo nie było, panie dyrektorze – powiedziała lekko zachrypniętym głosem. – Chociaż… Wyszłam na chwilę do kancelarii, po pocztę. Byłam pewna, że pańskie biuro jest zamknięte.

- Ustaliła pani chociaż adres, o który prosiłem?

- Tak. Proszę. – Podała mu karteczkę.

- Dziękuję. – Patrzył jak dziewczyna odchodzi, uwodzicielsko kołysząc biodrami.

Przeniósł wzrok na zapisany adres i wpatrywał się w niego jak zahipnotyzowany. Adres Majki. Jeśli będzie miał szczęście, właśnie tam ją znajdzie. Swoją żonę. Ukochaną niegdyś kobietę, z którą nie rozmawiał od roku, odkąd zaczęła się leczyć. Miesiąc temu, podobno zupełnie już zdrowa, wyszła ze szpitala. A zaraz potem pojawiły się te kartki. Z początku tylko irytujące, z czasem zaczęły przerażać. Majka wchodziła do biura nie zauważona i zostawiała mu wiadomości. To ona rozdawała karty. Jak kiedyś, gdy tłukła naczynia i wpadała w histerię z byle powodu: wystarczyło, że wrócił do domu kilka minut później niż obiecał. W ostatnim momencie powstrzymał ją, gdy z uniesionym nożem stała nad jego psem. Potem trafiła do szpitala.

            Zgniótł karteczkę i podniósł się zza biurka. Jeśli będzie miał szczęście, zastanie Majkę pod adresem, który podała przy wypisie. Czas z nią porozmawiać, zmusić, żeby dała mu spokój.

- Wychodzi pan, dyrektorze? – Jedna dłoń sekretarki zastygła z uniesionym do góry ołówkiem, druga zakryła leżący przed nią papier.

- Niedługo wrócę – rzucił. Powiódł wzrokiem po dużych, pełnych piersiach wyglądających z jej dekoltu. Oblizał wargi. – Znów pani rysuje? – zapytał na pozór groźnie. – Proszę pokazać. – Obszedł biurko, omal nie przewrócił kosza pełnego zmiętych papierów i stanął za sekretarką.

- Zrobiłam sobie chwilę przerwy. Przepraszam. – Dłoń zakończona długimi, czerwonymi paznokciami odsunęła się, by mógł zobaczyć rysunek. Wykrzywiona, męska twarz.

- Dlaczego on jest taki zły? – zapytał.

- Zły? Sama nie wiem. Tak sobie bazgrzę – wzruszyła ramionami.

- Niedługo wrócę. - Powtórzył, by przerwać zaległą ciszę.

            Kilka minut później wjechał w dzielnicę, w której zamieszkała Majka. Nie podobało mu się to miejsce: obskurne, pełne brudnych bloków i śmieci na chodnikach. Zaparkował, po drewnianych, trzeszczących schodach wszedł na samą górę cichego, jakby pustego budynku. Zapukał do odrapanych drzwi. Odpowiedziała mu cisza, więc zapukał znowu. W końcu walnął kilka razy pięścią. Przestał, kiedy poczuł, że wysłużona, tania sklejka ugina się pod ciężarem jego dłoni. Majki najwyraźniej nie ma, będzie musiał wrócić później.

            Usłyszał kroki na schodach, odwrócił się natychmiast. Alicja? Spojrzał zaskoczony na sekretarkę.

- Co pani tu robi?

Nie odpowiedziała. Uniosła dłoń w cienkiej rękawiczce, wyjęła szpilkę, która krępowała jej włosy. Pozwoliła złotym puklom rozsypać się na ramionach. Podeszła bliżej, prawie przylgnęła do niego. Zmysłowym gestem uniosła dłoń i z całej siły wbiła szpilkę w jego krtań. Patrzyła, jak oczy dyrektora rozszerza panika. Jak zatacza się i łapie za gardło. Twarz wykrzywił mu grymas niewyobrażalnego bólu, oczy zaszły łzami. Zacharczał, nim osunął się na brudny beton, wlepił w nią jeszcze przerażone spojrzenie.

- Sam widziałeś, że nie umiałam dobrze namalować bólu. Ani strachu. Ale teraz chyba już wiem - szepnęła zamyślona.