Pijany papierowy łańcuch

Autor: 
Ocena: 
9.18182
Average: 9.2 (11 votes)

Wszystko na nic. Można by pomyśleć, że budując machinę do podróży w czasie, wykonam najpierw kilka prób z wykorzystaniem królików doświadczalnych... Jednakże fakt, iż jestem jedną z najinteligentniejszych osób, jakie spotkałem, nie oznacza, że zaliczam się także do tych najmądrzejszych. Poza tym... Piłem zbyt dużo czerwonego wina.

Po raz ostatni sprawdziłem parametry. Tak, promień był skierowany wprost na mnie. Nie ma odwrotu. Do dzieła. Odpaliłem akcelerator... Pociągnąłem ogromny łyk wina... Reaktor zaczął szumieć.

Nie ma powodu do zmartwień; przeskoczę tylko o jedną minutę. Nie ma ryzyka paradoksu... W końcu jestem tu sam. „Do boju, Numerze Jeden!” Byłem mocno wcięty i z trudem trafiłem kciukiem w przycisk.

Wybuch zielonego światła. Zegar wskazał 12:36... I zatrzymał się.

– Co do...

Sprawdziłem kable z tyłu maszyny, potrząsnąłem monitorem. Kolejny łyk wina, tym razem mniejszy. Wszystko wydawało się być w porządku... W końcu frustracja wzięła górę i uderzyłem pięścią w klawiaturę, na ekranie wyświetlił się ciąg znaków: „$%^&tybhuijnoo9876”, na który komputer odpowiedział: „Polecenie nieznane”.

Po chwili wskazówka przesunęła się na 12:37 i pojawił się kolejny błysk zielonego światła. Wyszedłem z siebie i stanąłem obok... Dosłownie.

– Co do diabła? – spytałem swoją kopię.

Drugi ja odparł:

– Ha! Początkowo nie sądziłem, że to się udało... To jednak zupełnie zaskakujące rezultaty! Podniósł identyczny kieliszek jak mój i napił się wina.

Nasze oczy spotkały się i poznaliśmy swoje myśli. Wtedy jednocześnie rzekliśmy:

– To świetny sposób na mnożenie wina! – Stuknęliśmy się szkłem i jednym haustem dopiliśmy resztę.

Wtedy zegar wskazał 12:38 i pojawił się kolejny ja.

– O, kurwa – skomentował pierwszą dwójkę. Napełniłem nasze kieliszki ze stojącej nieopodal butelki wina; trzeci ja tego nie potrzebował, jego wciąż był niemal pełny.

Pociągnął głęboki łyk i spojrzał na nas dwóch.

– Ktoś ma pojęcie, jakim cudem utknęliśmy w tej pętli?

Zdezorientowani, popatrzyliśmy na siebie i potrząsnęliśmy przecząco głowami.

12:39, znowu zielony błysk. Pojawił się następny, zdziwiony ja. Przynajmniej miał pełny kieliszek – moja butelka była już niemal pusta. W pokoju obok miałem zapasy; poszedłem po nie, a gdy wróciłem, zastałem sześć swoich kopii. Kilka z nich mamrotało w pijackim widzie. Nie dokonaliśmy żadnego postępu.

Ostatecznie niemal udało nam się rozwiązać ten problem, lecz wtedy wariat – numer piętnaście lub szesnaście – zrobił coś nieoczekiwanego. Rzucił maszyną przez laboratorium i roztrzaskał dzieło naszego życia na drobne kawałki.

– Coś ty zrobił?! – wrzasnęła chórem pozostała dwudziestka piątka.

– Poczekajcie – odparł, podnosząc ręce. – Po prostu zaczekajcie minutę!

Wskazówka przeskoczyła na 1:02, kolejny zielony błysk i kolejny zataczający się, pijany mądrala pojawił się w laboratorium.

– Cholera – powiedział ten, który zniszczył naszą maszynę. – Sądziłem, że to pomoże.

Wszyscy jęknęli. 

– Moment! – rzucił wariat. – Mam inny pomysł.

Spojrzeliśmy na niego z nadzieją i powątpiewaniem.

– Zatrzymamy to, jeśli zabijemy tego pierwszego!

Przełknąłem ślinę przy akompaniamencie niezdecydowanego mamrotania moich kopii i odpowiedziałem:

– Ale jak go teraz znajdziemy?

Przekład: Karolina Gryglicka

Tekst pierwotnie opublikowany został na stronie 365tomorrows. Miejsce publikacji znajduje się tutaj.

Odpowiedzi

Dobre

bomba!

Masz rację, dobre - to niewystarczające określenie, jest świetne.