Tajemne życie Dave’a Driscolla

Ocena: 
8
Average: 8 (8 votes)

Dave Driscoll zawsze uwielbiał pistolety – być może nawet bardziej niż przeciętny posiadacz broni palnej. Spotkanie Philipa K. Dicka i Sama Peckinpaha razem od wielu lat było jego wielkim marzeniem. Ponieważ obydwaj nie żyli, było to niemożliwe, co Dave już dawno zrozumiał, choć był profesorem nauk humanistycznych. Latem 2005 roku zaczął jednak poświęcać niemało czasu i energii na budowę najbardziej praktycznego i najwspanialszego gadżetu, jaki można wymyślić: wehikułu czasu. Wiedział (i nadal to wie), że Dick i Peckinpah spotkali się w barze w Berkeley w Kalifornii, i że spotkanie to trwało około pół godziny. Gdyby tylko udało mu się skoncentrować na tej konkretnej chwili, byłby w stanie urzeczywistnić swoje marzenie.

Eksperymentując z różnymi psychotropami i psychodelikami, zmieniając natężenie prądu elektrycznego, który przepuszczał przez swoje kończyny, uważnie i wielokrotnie studiując dokumentację Le Jete’a oraz wykorzystując sprzęt skradziony z laboratoriów swoich znajomych, zajmujących się naukami bardziej ścisłymi niż humanistyka, 29 października 2006 roku Driscoll w końcu stworzył odpowiednie warunki we właściwej kombinacji. Zanim jednak przywiązał się 
do stołu do podróży w czasie, przytwierdził do każdego boku po kaburze z pistoletem. Czynił tak zawsze przed „Próbą PDKSP”, jak nazywał to w swoim dzienniku, by uniknąć wykrycia. Chwycił jeszcze starą strzelbę, w którą zapobiegliwie zaopatrzył się wcześniej. Nigdy nie wiesz, co może cię spotkać, napisał onegdaj w dzienniku. Dawne miłości. Dawni wrogowie. Inni ludzie podróżujący 
w przeszłość. 

Driscoll zmaterializował się w najdalszym kącie knajpy. Przed nim znajdował się bar, stołki, barman i otwarte drzwi. Prostokąt światła wypierał mrok, otaczając siedzącego tyłem do baru Philipa K. Dicka i przygarbionego, monologującego poważnym tonem Sama Peckinpaha. Obaj sączyli whiskey. 

Peckinpah siedział tyłem, Driscoll jednak rozpoznał jego charakterystyczne plecy, które widział na tylu przeglądanych późną nocą w ramach badań starych zdjęciach.

Z kolei Dick wpatrywał się prosto w Driscolla z szeroko otwartymi ustami i wyrazem przerażenia 
na twarzy. Driscoll uświadomił sobie, że Dick właśnie zobaczył go – wyłaniającego się z powietrza.

— Spokojnie, wszystko w porządku — powiedział Driscoll, celując strzelbą w podłogę. — Nie jestem 
z rządu. Nie mam nic wspólnego z twoją żoną ani żadną z byłych żon. Ja po prostu… po prostu jestem waszym wielkim fanem.

Zaskoczenie nie znikało z twarzy Dicka, zdołał jednak powiedzieć do Peckinpaha: 

— On ma pistolet. Pojawił się znikąd. Jest dokładnie tak, jak mówiłem. Dokładnie tak, jak mówiłem.

W zwolnionym tempie – a przynajmniej takie wrażenie odniósł Driscoll – Peckinpah obrócił się, odnotował jego obecność, rzucił okiem na przymocowaną do jego boków broń i skierowaną w dół strzelbę, 
a następnie wyciągnął własny pistolet – Colta .45 – i wystrzelił. Driscoll uskoczył w bok i strzał chybił.

— Nie strzelaj. Jestem przyjacielem! — krzyknął Driscoll, podczas gdy barman umknął na zewnątrz, a za nim ci klienci, którzy pomyśleli, że zdążą uciec. Dick i Peckinpah pozostali w miejscu.

— To jakiś pierdolony demon albo diabeł, albo czarownik, albo cokolwiek — zagrzmiał Dick.

Peckinpah nic nie powiedział, tylko ponownie wystrzelił, dokładnie ponad głową Driscolla, który leżał osłonięty przewróconym stołem.

— Nie strzelaj! — załkał Driscoll. — Jestem z waszej przyszłości. Chciałem was po prostu poznać, chłopaki.

— Zastrzel go, Sam — krzyknął Dick. — To nasłany przez rząd zabójca z przyszłości!

Peckinpah wystrzelił jeszcze dwa razy, trafiając w deski stołu i posyłając drzazgi pod sam sufit.

Driscoll w samoobronie odpowiedział ogniem, celując jednak wysoko. Zapach prochu i dym dotarły do jego nozdrzy. Serce biło szybko. Nie tego pragnął. Zupełnie nie tego.

Peckinpah, który przez cały ten czas nie odezwał się ani słowem, wypalił po raz piąty, o cal chybiając głowę Driscolla.

Na szczęście działanie narkotyków zaczęło słabnąć, a pulsujące w kończynach impulsy elektryczne wygasły. Driscoll powoli wracał do swojego czasu. Odchodząc, po raz ostatni ujrzał pełen grozy wyraz twarzy Philipa K. Dicka. Cholerny paranoik, pomyślał Driscoll. 

Powróciwszy na swój stół do podróży w czasie uświadomił sobie, że nie chce nigdy więcej widzieć Peckinpaha ani Dicka na oczy. 

Przełożyła Joanna Triss Baron

Odpowiedzi

Jest dobrze, chociaż rozbawiło mnie jedno zdanie:

"Ponieważ obydwaj nie żyli, było to niemożliwe, co Dave już dawno zrozumiał, choć był profesorem nauk humanistycznych"

Czy prof. nauk humanistycznych mają problemy z kojarzeniem faktów i myśleniem? Bycie prof. nauk humanistycznych jest swego rodzaju upośledzeniem? Tak? :) Czy to miało się odnosić do kolejnego zdania o konstrukcji wehikułu do podróży w czasie?

Chciałam podziękować za odpowiedz, że "tłumaczenie było wierne i to pytanie należy zadać autorowi", ale gdzieś ta odpowiedz zniknęła. Teraz ja się poczułam jak w pętli czasu :P. Może ona dopiero się pojawi :)

Tak, to była moja odpowiedź, zniknęła z racji zamieszania drobnego - niemniej w oryginale faktycznie autor stawia takie pytanie, więc nie mnie odpowiadać, czy uważa on humanistów za kogoś gorszego. :)

VanderMeer po prostu nabija się z humanistów ;)

Aha, czyli w iście amerykańskim stylu, widać zna odbiorcę. Może nie pojęli by czegoś bardziej subtelnego?

Chciałbym się nie zgodzić, no ale jednak nie mogę...

Prawdziwy Dick :) Świetne!

Dick Paranoik, i w życiu i w literaturze. Podoba mi się. :)

...zdań, a opowiadanie źle się czyta. To, co jest naturalne w języku angielskim, nie jest naturalne w języku polskim...
Sama opowieść niespecjalnie interesująca. Taka sobie opowiastka.