Fatum - konkurs "W poszukiwaniu nieskończoności"

Ocena: 
9
Average: 9 (1 vote)

Kilka dni po opuszczeniu Ziemi...

Kichnąłem! Przysięgam, że od tego wszystko się zaczęło. A teraz, jak ostatni kretyn siedzę po godzinach i usuwam skąd się da tą ciągnącą się, nieapetyczną breję. Ostatni raz, kiedy dałem się tak głupio zaskoczyć, zdarzył się, gdy byłem jeszcze w szkole. Koledzy podstawili mi pod nos kwiaty, wiedząc, że jestem na nie uczulony. Gdy tylko kichnąłem i zobaczyłem, jak naszemu nauczycielowi spada z głowy tupecik, to już wiedziałem, że tak łatwo się z tego nie wykręcę. To samo było tutaj. Dołączyłem do załogi całkiem niedawno, wsiadłem na jakiejś zapomnianej przez Boga i ludzi stacji. Byłem nowy i chcieli mnie sprawdzić. Normalne. Było w tym trochę, przyznaję i mojej winy, gdyż co mi się nigdy wcześniej nie zdarzyło, zasnąłem na swojej warcie. Nic ciekawego się nie działo, komputery pikały miarowo, wentylatory mruczały sennie, a wszyscy inni gdzieś sobie poszli. Przysięgam, że zamknąłem oczy tylko na chwilę... Chwilę później podsadzono mi coś pod nos i moje smarki były dosłownie wszędzie. Kapitan zjawił się na mostku z doskonale znanym sobie wyczuciem chwili; wystarczyło mu zaledwie jedno spojrzenie, by zrobić mi awanturę, o której długo jeszcze nie zapomnę. W ramach kary mam to wszystko zetrzeć własnym mundurem, a potem chodzić w nim tak do samego wieczora.

Miliony lat świetlnych po opuszczeniu Ziemi...

Komunikaty zaczęły wyskakiwać, jeden po drugim, narzucając wprost zabójcze tempo. Zignorowałem je. Nie na tym miało polegać moje zadanie. Siedziałem jak truś, modląc się do bliżej nieokreślonego Boga, by nikt nie wpadł na pomysł, żeby tu przyjść. Dobrze się zakamuflowałem i wyczekiwałem odpowiedniej chwili. Jestem z natury bardzo niecierpliwy. Nie cierpię czekać, znacznie bardziej wolę działać. Zadanie wymagało więc ode mnie wielu wyrzeczeń. Jednym z nich było uduszenie mojej narzeczonej. Musiałem to zrobić, bo z dnia na dzień zaczęła mnie coraz bardziej podejrzewać o grzebanie w zdalnym systemie statku. Nie miała pojęcia, że to robota jednego z mechaników, który nie chciał wrócić do domu, bo tam czekało na niego wyłącznie piekło, w bardzo ponętnej kobiecej postaci. Trzy kochanki i dwie żony, które ni stąd ni zowąd dowiedziały się o swoim istnieniu. Nieważne. I statek i załoga muszą rozpłynąć się w powietrzu. Eksperci, po przeprowadzeniu mnóstwa skomplikowanych badań, mieli uznać, że to musiała być pewnie jeszcze jedna czarna dziura. Strasznie się ostatnio rozmnożyły...

Kilka dni do końca wyprawy...

Najlepsze zostawiłem na koniec. System wielokrotnie ostrzegał mnie, że wprowadzam statek na niebezpieczne terytorium. Wystarczył wyprodukowany przeze mnie wirus, by skutecznie go uciszyć. Dostarczył też fałszywe dane do wszystkich znajdujących się na statku monitorów. A słuchawki, które członkowie załogi z takim upodobaniem wsadzali sobie do uszu, dostarczały im ukryte w ścieżce muzycznej, podświadome komunikaty. Teraz każdy z nich szuka pewnie cichego miejsca, by w taki, czy inny sposób odebrać sobie życie. Jest mi z tego powodu niezmiernie przykro, bo podróżowaliśmy razem przez wiele systemów. Tyle razem przeżyliśmy...

Nikt, absolutnie nikt nie może dotrzeć do kresu galaktyki i przekonać się, co tam może być. Zdradzę tylko tyle, że to największa czarna dziura z jaką miałem do czynienia, a w jej środku niewielki, zamieszkany przez mityczną moc punkt, który wsysa wszystko, co do niego dotrze i jest obdarzony czymś na kształt inteligencji. On wydaje mi rozkazy, a ja go słucham. W końcu po to istnieję...