Kobieca intuicja

Ocena: 
8
Average: 8 (6 votes)

– Polecę na Księżyc  – oznajmił któregoś dnia.

– Świetnie – odparła.

– Stanę na Srebrnym Globie.

– Fantastycznie.

– Naprawdę zamierzam to zrobić.

– Jak?

– Zbuduję statek kosmiczny.

– No jasne. Gdzie?

– Tu, w domu.

– Mieszkamy w bloku.  Jak chcesz stąd wystartować?

– Przeszkody są po to, żeby je pokonywać.

– Czy możemy odłożyć tę absurdalną rozmowę na później?

– Jak chcesz.

                                                                         *

–  Prace przebiegają zgodnie z planem – oznajmił, przytulając się do niej w łóżku.

–  Świetnie – odparła.

–  To będzie wielkie osiągnięcie.

–  Fantastycznie.

–  Ty mnie w ogóle nie słuchasz.

–  Oczywiście, że cię słucham. Powiedziałeś, że to będzie wielkie osiągnięcie.

–  Mówisz to bez przekonania. No dalej. Powiedz to głośno. No, powiedz.

–   Co takiego?

–   Że mi się nie uda. Że nie polecę na Księżyc.

–   Dobrze. Powiem, jeśli tak ci na tym zależy. Nie, nie uda ci się. Nie polecisz na Księżyc. Nie staniesz na Srebrnym Globie. Zadowolony?

–  Niszczysz moje marzenia. Podcinasz mi skrzydła.

–  Przykro mi, że tak to odbierasz.

                                   *

–  Mam pewne problemy – oznajmił podczas obiadu.

–  To zrozumiałe – odparła.

–  Ale niedługo je rozwiążę.

–  Nie wątpię.

–  Zobaczysz, że w końcu mi się uda.

–  Dobrze wiesz, co o tym wszystkim myślę.

–  Przekonasz się, że się myliłaś.

–  Naprawdę nie sądzę.

                                    *

–  Skończyłem – oznajmił z dumą. – Statek jest gotowy.

–  Brawo – odparła.

–  Stoi przed blokiem. Za chwilę startuję.

–  Skoro tak mówisz.

–  Wciąż nie wierzysz, że mi się uda, prawda?

–  Czy musimy ciągle do tego wracać?

–  A jednak udowodnię ci, że się mylisz. Lecę na Księżyc!

–  Tylko wróć przed kolacją.

–  Mówię serio.

–  Ja też.

– Nigdy we mnie nie wierzyłaś.

                                                                         *

Zajął miejsce w kabinie. Wszystko było gotowe do startu. Jeden po drugim, włączył silniki. Poczuł jak statek się trzęsie, a potem powoli unosi w powietrze. Potężne przyspieszenie rozpłaszczyło go na fotelu.

Potem nagle silniki zgasły i zapadła cisza. Poczuł, że przyspieszenie zanika, a on staje się coraz lżejszy. Udało się. Był w Kosmosie.

                                                                   *

Leciał nadspodziewanie długo. Zaczął się nawet zastanawiać, czy nie popełnił błędu w obliczeniach. Ale w końcu dostrzegł swój cel. Odległą kulę, zawieszoną w ciemnościach kosmicznej przestrzeni. Rozpoczął przygotowania do lądowania.

Miękko osiadł na powierzchni. Udało się! Szybko zakładał skafander, rękami drżącymi z podniecenia. Za chwilę zejdzie na powierzchnię Srebrnego Globu. Człowiek ponownie stanie na Księżycu!

Otworzył właz, wyszedł na zewnątrz i stanął na schodkach. Rozejrzał się dokoła. Ścisnęło go w gardle. Coś było nie tak.

Powierzchnię, aż po horyzont, pokrywał rdzawoczerwony pył, w górze zamiast czerni kosmosu, było podobnej barwy niebo. To nie Księżyc!  Wylądował na Marsie. Popełnił fatalny błąd w obliczeniach. Jak mógł do tego dopuścić? Jak mógł narazić powodzenie całej misji?

Cholera, pomyślał. A jednak miała rację, że mi się nie uda. Trzeba było jej słuchać.

Odpowiedzi

...opowiadanie wywołuje jednak lekki uśmiech.

Bardzo fajne.
Zbliżając się do końcówki, spodziewałem się trochę czegoś innego, np. katastrofy w momencie lądowania, ale to zakończenie też jest jak najbardziej OK.

Wyborne, wyborne. Idealne, żeby się uśmiechnąć.