Próba obrony

Ocena: 
6.25
Average: 6.3 (4 votes)

J. F. Sebastian był obrzydliwie bogaty. Znany jako ekscentryczny samotnik, nie ufał nikomu i niczemu. Rok po roku, J. F. rozbudowywał swoją rezydencję, zaludniając ją wynajętymi komandosami mającymi strzec jego osoby przed potencjalnymi mordercami i sadystami. Pewnego dnia jednak stwierdził, że nawet wytrenowanym komandosom nie można ufać. W końcu w ich szeregi może się zakraść jakieś podstępne indywiduum, chytrze wkupiając się w łaski tylko po to, by wykonać z zaskoczenia cios. J. F. więc zastąpił wszelkich ludzi automatami. Sam je też zaprogramował, na wszelki wypadek. Automaty przeprowadzały badania żywności, jaką mu przywoziły z miasta; kontrolowały skład powietrza w rezydencji; starannie sprawdzały każdego wizytującego.

            Jednak i takie środki J. F. uznał za niewystarczające. Rozkazał automatom wybudować dla niego specjalne pomieszczenie, z wzmocnionymi tytanem ścianami. Sam zaś, ubrany w najnowszy model pancerza wspomaganego, z najpotężniejszą dostępną bronią ręczną, zasiadł pośrodku swojego nowego pokoju, celując zapobiegawczo w drzwi.

            Mimo tego, wkrótce znaleziono J. F. Sebastiana martwego. Na jego zastygłej twarzy widoczne były skrajne przerażenie i ból. Długo zastanawiano się, jak J. F. Sebastian mógł zginąć, otoczony własnoręcznie zaprogramowanymi automatami, w swej rezydencji-twierdzy, z bronią w ręku.

            Odpowiedź była banalna. Nawet najpotężniejsza broń czy najmocniejszy pancerz nikogo jeszcze nie uchroniły przed samym sobą.

Odpowiedzi

Pomysł banalny. Ostatnie zdanie: kaplica. Cała historia raczej pozbawiona ikry. Tak na około cztery punkty.