Nigdy nie bierz koszyczka

Ocena: 
5
Average: 5 (4 votes)

– Waldusiu, prędko! Jedźmy już, bo spóźnimy się na święcenia pokarmu.

– Mamo, musimy?

– Co ty gadasz, synku? To tradycja, bierz koszyczek – powiedziała, wtykając mu do ręki plecioną rączkę i poprawiając jednocześnie misterną serwetkę.

Popchnęła go stronę samochodu. Poszedł niechętnie. Ciągle zaglądał pod pokrywającą koszyk serwetę.

– Coś z tymi jajkami nie tak – powiedział niepewnie trzydziestolatek.

– Z twoimi jajkami jest coś nie tak, synu – rzuciła ze śmiechem. – Jakoś ciągle nie mogę się doczekać wnuków – dodała, wpychając go do samochodu.

Zajęła siedzenie kierowcy. Odpaliła silnik i ostro ruszyła.

Na Zakopiance uderzyli w drzewo. Jajka z przewróconego samochodu wysypały się przez okno na ulicę. Nie rozbiły się, poturlały w jajczanym tańcu i znieruchomiały. Oboje z mamą spoglądali na nie martwiejącymi oczyma – żyły, kiedy ich zabrała już śmierć.

 W porannym blasku słońca okazały się być pisankami. Jakaś przezorna matka-kura wyskrobała dziobem na każdej skorupie trzy misterne szóstki. W zemście za utracone dzieci. I w nienawiści do święconej wody.