Sherlock Holmes i tajemnica deluńskich jajek

Ocena: 
7.75
Average: 7.8 (4 votes)

Na długim stole do święceń pokarmów pozostał tylko jeden koszyczek. Był jakiś ciemny, pełen starych pajęczyn i zbutwiałych liści. Nikt go nie dotykał. Wyglądało na to, że pozostawiono go tu przypadkowo.

Edward wyczuwał w nim setkę tajemnych pułapek. Rzecz niegodną we wnętrzu świątyni. Miał tu tylko posprzątać. Ale koszyczek nęcił. Ciekawość drażniła. Niespokojny duch zżerał męskie serce. Edward rozerzał się dookoła.

Prócz modlącej się madame Hilstone i jej pokojówki Grety Falhow nie było tu nikogo. Kobiety były zajęte rozmową z Bogiem. Cichy szept paciorków przepływał niczym szmer wody i ginął gdzieś za ołtarzem.

Edward odłożył miotłę i cichutko pokuśtykał do dębowego stołu. Im bliżej podchodził, tym bardziej ogarniał go nieuzasadniony lęk. Wreszcie zajrzał do ciemnego wnętrza.

Było dziwne. Podobne do opuszczonego gniazda. Pełne dalekiego kwilenia i jeszcze odleglejszych pisków. Coś, jak lodowaty podmuch musnął krawędź jego starej twarzy. Może zbłąkany oddech? Powiew ptasich pieśni, układających żarłoczne, malutkie dzioby do snu?  

Na samym środku wymoszczonego zbutwiałymi liśćmi koszyka błysnęło malutkie jajko. Jakieś tajemne runy biegły po jego powierzchni w misternej konfiguracji drobnego pisma.

– Czyżby stara pisanka? – przemknęło przez myśl kościelnemu. Ostrożnym ruchem wyciągnął jajko i położył na dłoni. Było maleńkie. Tonęło niemal pośród wybrzuszeń i zakrzywień skóry. Nagle zadrżało. Zlepiło się w tym drżeniu z tkanką. Syknęło i zassało. Edward ze zgrozą ujrzał, że linie papilarne jego skóry wyjaskrawia rozpalona czerwień. Palą się linie i drgają coraz intensywniej. Wreszcie rozpadają się, splatają i złotym strumieniem nici wlewają się na powierzchnię jajka, tworząc jedyny i niespotykany - unikalny wzór linii jego życia.

Edward zachwiał się. Ciągle wpatrzony w wyjaskrawioną napadem pisankę upadł i wyzionął ducha... z braku przeznaczenia.

 

***********

 

– Inspektorze? – Watson był wyraźnie przejęty odkryciem. – Co to jest?

Sherlock z trudem przytrzymywał szczypcami niewielki jajowaty przedmiot.

– Ten Jajcur pochodzi z wioski Delunów, Watsonie – oznajmił podnieconym głosem.

– Mówisz o wiosce nawróconych diabłów?

– Tak. Delunowie zapragnęli powrotu do domu Ojca. Niebo pozostaje dla nich zamknięte, więc nie zaprzestają swych diabelskich sztuczek. Ta Pisanka, czyli Jajcur – wyjaśniał Sherlock, wskazując ustnikiem fajki delikatny rysunek – ściąga niepowtarzalny zarys linii ludzkich losów. Innymi słowy, spija życie z ofiary. A życie bywa różne. Akurat tutaj, mamy do czynienia z człowiekiem czystego serca, poczciwym Edwardem Fall z Hardmond.

– A więc?

Sherlock ćmił swoją fajkę w niewzruszonym spokoju. Uśmiechnął się w swój szczególny, zagadkowy sposób.

– Do czego może posłużyć diabłu linia życia świętobliwego człowieka? Pomyśl tylko przez chwilę... – Oczy Holmesa błysnęły humorem. Patrzył nadzwyczaj przenikliwie.

– Jako dowód czystości? – wyjąkał grubas.

– Otóż to. Przeniesiona na diabelskie dłonie stanie się przepustką do wymarzonego raju.

– Zatrważające.