Jaka jest najgorsza rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiłeś?

Ocena: 
8.2
Average: 8.2 (5 votes)

Nie cierpię tego zakrętu. Wracając do domu po pracy, chwilę po tym, jak go mijam, wciskam gaz do dechy, starając się patrzeć przed siebie. Nieustępliwie, by broń Boże nie spojrzeć w lewo. Na barierkę, broniącą dostępu do skarpy. Przyśpieszając, zachłannie nagarniam do głowy jak najwięcej myśli, o wszystkim i niczym, by oszukać wspomnienia. Bez powodzenia, jak za każdym razem. Bo pamięć jest jak ptak, który zawsze znajdzie drogę do swego gniazda.

Gdyby ktoś zapytał mnie kiedyś o najgorszą rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiłem, odpowiedziałbym bez wahania: Złapałem wróbla.

***

Nie dało się ukryć. Tym czymś, skrywanym w papierowej tutce po cukrze, był właśnie wróbel. Ledwie Marcin zdołał dostrzec czarny paciorek oka oraz nastroszone piórka, Kacper natychmiast zacisnął górę tutki, ruchem tyleż pośpiesznym, co zniecierpliwionym.

– Co z nim zrobimy? – zapytał Marcin z uprzejmym zainteresowaniem.

– Coś fajnego. Taki żart.

Kacper odczekał, aż Marcin coś powie, skinie głową albo w inny sposób da znać, że są w tym razem. Widząc jego niezdecydowanie, klepnął go w ramię.

– Nie bądź baba. To raptem kilkaset kroków. O, tam. Widzisz?

Marcin rzucił okiem we wskazanym kierunku. „Tam” znajdowało się tuż poza skrzyżowaniem z najbliższą ulicą. Przystanek autobusowy, oblężony przez tłum ludzi z tornistrami, tobołami, czym tam jeszcze. Kacper, widząc, że kumpel nie kwapi się jakoś, dał mu sójkę w bok i podstawił tutkę z wróblem pod jego nos.

– To będzie świetny żart, mówię ci. Ubaw po pachy.

W podskokach pokonali kilkaset metrów. Z minami niewiniątek wmieszali się w tłum oczekujący autobusu – w przeważającej liczbie młodzież z pobliskiego liceum. Nikt na nich nie zwracał uwagi, każdy zajęty swoimi własnymi sprawami, rozmową, pilnowaniem dobytku, nerwowym zerkaniem na zegarek.

Autobus nadjechał kilkanaście minut później, ociężały, krągły jak wielka parówka. Tłum z miejsca ruszył w kierunku drzwi. Potrącani z każdej strony, chłopcy czekali, aż stalowa bestia pożre tych wszystkich nieszczęśników, by tuż przed zamknięciem drzwi przez ostatniego pasażera podrzucić tutkę na schodki.

Odbiegli na bezpieczną odległość. Kacper dojrzał wciąż sceptyczną minę Marcina.

– No, co z tobą? – prychnął. – Jak się ten wróbel wydostanie z tutki i zacznie fruwać po całym autobusie Mówię ci, ubaw po pachy

Nie było fajnie. Jasnoniebieska parówka z żółto-czerwonym logo PKS-u na jednym z opasłych boków, nie zatrzymała się. Znikła poza zakrętem oraz ostatnimi budynkami miasteczka. Musiał się nam trafić wyjątkowo spokojny egzemplarz wróbla, albo tutka okazała się wytrzymalsza. Mimo to, efekt naszego żartu dostrzegliśmy, i to niedługo po tym, jak straciliśmy autobus z głowy. W postaci huku wybuchającego zbiornika z paliwem oraz kłębów czarnego dymu, które jęły się wznosić ponad koronami odległych drzew.

Skarpa prowadziła kilkanaście metrów w dół. Na samym jej dnie znajdował się mały zbiornik wodny, lecz wcześniej rosło jeszcze kilka drzew. Autobus, po trwającym może dwie sekundy locie, zatrzymał się na jednym z nich. Efekt zaś był porażający. Ognisty żywioł pochłonął wszystkich pasażerów. Nikt nigdy, spoza wtajemniczonego kręgu naszej dwójki, nie poznał przyczyn wypadku. Nikomu o tym nie powiedzieliśmy. O małym, szarym ptaszku, który miał być jedynie żartem, a okazał się czymś zdecydowanie gorszym.

***

Stoją, jak zwykle, na samym dole, patrząc na mnie. Nie zwalniam, nie patrzę. Wiem jednak, że tam są. Pięćdziesięciu sześciu pasażerów autobusu. Tyle razy jednak tędy jeździłem, że ruch ich warg na zawsze wypalił się w mojej pamięci.

Jaka jest najgorsza rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiłeś?

Przez moje zaciśnięte gardło wydobywa się szept:

– Złapałem wróbla.

 

Jackowi Ketchumowi, autorowi Straconych

Odpowiedzi

Bardzo ładne. Tylko ta tutka.

Niezłe.

Szoda, że nie udało się uzyskać efektu zaskoczenia. Dlatego ósemka ode mnie, a nie więcej.

Od momentu opisu ludzi na przystanku, zakończenie jest wybitnie łatwo przewidywalne.

Można by się także spodziewać, że autobusy raczej traci się z oczu, a nie z głowy, ale to w sumie drobiazg. Łopatologiczny monolog Kacpra można by chyba wywalić.

Podobało mi się.

Dla mnie bardzo mocny tekst. Brawo Marku. Świetny pomysł i wykonanie.