W samo południe

Ocena: 
5.8
Average: 5.8 (5 votes)

Koniec kasy. Szybko dzisiaj poszło. Trzeba wracać do domu.

Dźwiga dupsko z barowego stołka i zataczając się rusza ku drzwiom.

Znowu będzie baba szurać. Chociaż, może zmilczy przy święcie? A jak nie zmilczy? Znowu trzeba będzie michę sklepać. Chociaż, może jej odpuścić przy święcie?

Wychodzi. Podciąga zarzygane spodnie i zygzakiem wędruje do domu.

Zegar na ratuszowej wieży wybija południe, kiedy zatrzymuje się przed drzwiami mieszkania.

Zaraz, zaraz… Ja przecież gdzieś tu miałem…

Przeszukuje kieszenie wymiętego płaszcza.

Jest.

Wyciąga równie wymiętą różyczkę.

Gotowe.

Kopie w drzwi. Słychać kroki, szczęk odsuwanej zasuwki. Wyciąga przed siebie rękę z połamanym kwiatkiem.

– Szyskiego… Najlepsze… Eeep!