Znikające guzki mamy

Ocena: 
6.16667
Average: 6.2 (6 votes)

Mama od kilku lat miała na płucach guzki. Guzki te nie były dla niej groźne, pojawiały się, znikały, zmieniały kształty i liczebność. Mama żyła z guzkami dobrze, to i guzki były dobre dla mamy. Ale przez lata tak się ze sobą zżyli, mama z guzkami, że te drugie stanęły przed ogromnym dylematem. Co robić, skoro guzkowa mama taka dobra, a jeść i rosnąć trzeba?

Guzki szybko znalazły sposób na to, by zjeść człowieka i mieć człowieka. Ilekroć mama była na badaniu krwi, guzki skrupulatnie torowały sobie drogę przez żyły, raniąc się boleśnie o zastawki, zapobiegające cofaniu się krwi tam, gdzie pędziły pod prąd. Każdorazowo po wyjściu na wolność wskakiwały do innego człowieka, robiły, co swoje, i hyc, hyc! Wracały do mamy.

I tak egzystowali wspólnie, a mama nie domyślała się, dlaczego tyle osób z jej otoczenia nagle ginie przez guzki, skoro ona sama guzki miała i nic złego jej nie robiły. Nie wiedziała nawet, że jej guzki były zaraźliwe. Czasem tylko, gdy guzki urządzały imprezy – urodziny, imieniny, narodowe guzkowe święta – mama źle się czuła i brała tabletki, o które tak naprawdę guzkom chodziło. Guzki były narkomanami, a że lubiły poszaleć i wciąż wynajdywały okazje, by świętować, naciągały mamę na silne leki, tramal, tabsy z kodeiną i… na ich ulubioną marihuanę. Zielone lekarstwo było w sam raz na imprezy guzkowe!

Mama martwiła się jednak swoimi guzkami. Wciąż w niej mieszkały, pomimo leczenia. Mama żyła z nimi w zgodzie i do nich przywykła, ale tak naprawdę wcale ich nie chciała. Bała się, że urosną duże i zdrowe, i będą bardziej wymagające niż dotychczas. A mama wychowała trójkę dzieci i nie miała zamiaru wychowywać kolejnych, nawet wewnętrznych.

Pewnego dnia mama zdecydowała się zrobić kolejną tomografię, by sprawdzić, jak te jej guzki się mają. Na czczo poszła do zabiegowego, wstrzyknięto jej dziwny płyn, a wielka maszyna jeździła bziu! – w tę i bziu! – we w tę. Kiedy dostała wynik, mało nie zatańczyła ze szczęścia! Guzków nie było! Zniknęły!

Mama wyszła uradowana ze szpitala, trzymając wynik badania w ręce, i nagle mina jej zrzedła. Bo oto na murku, przestępująca z nogi na nogę, stała cała zgraja guzków. Na widok swojej gospodyni odkrzyknęły:

– Nareszcie jesteś, nareszcie! Myśmy tu na ciebie czekali, a takie zimno!

Mamę zdjęła trwoga i zapytała:

– Ale jak to? Przecież na wydruku was nie ma?!

– A, bo my nie lubimy szpitali!

Historia autentyczna,

zainspirowana przez moją Mamę

Odpowiedzi

... to może ja pierwszy rzucę ocenę.

Paulino, masz dość rozpoznawalny styl i to jest dobre, ale ten szort ma ten sam problem co "Człowiek winogron" tzn. jest za mało dziwny aby był dziwny i za mało normalny, aby był normalny.

BTW: też wiem co to znikające guzki ;-)

Pomysł bardzo ciekawy, tekst też fajny. Tytuł i zakończenie mogłyby być lepsze.

Trudna historia opowiedziana w humorystyczny sposób, a przy tym ładnie napisana.

Dobrze się czytało :)